czwartek, 12 listopada 2015
Notka
Dziękuje wszystkim z całego serca,że czytanie mojego bloga.Szczerze powiem gdyby nie Wy to zapewne bym skończyła nie wiem po kilku napisanych rozdziałach.To właśnie dla Was piszę.Mam nadzieję,że będziecie go nadal czytali.Z racji tego zapraszam jeszcze na mój drugi blog pt,,Little White Lies''.Mam nadzieję,że wpadniecie,a tym czasem do zobaczenia miśki :) <3
wtorek, 22 września 2015
Wkurzający sąsiad
Słońce świeci nie miłosiernie.Siedzę akurat w ogródku.Twarz mam zwróconą ku słońcu.Na termometrach można zobaczyć +30°.Nawet gdyby człowiek chciał schować się do cienia to nie morze,ponieważ tam też jest tyle samo stopni co w słońcu.Mieszkam w Kansas.Tam zawsze jest słońce.Niekiedy trochę popada,ale przeważnie góruje słoneczko.Czuje jak na moim czole pojawiają się małe kropelki potu.Boże jak ja nie na widzę się pocić.Oznacza to wtedy,że zaraz będę musiała iść wziąć prysznic,a potem znowu to i sami i tak dalej,aż do wieczora.No i po miesiącu dostanę rachunek za wodę z kosmiczną sumką do zapłacenia.O nie,nie moja droga,nie ze mną takie numery,ponieważ ja Cię jakoś przechytrzę,ale jeszcze nie wiem jak.Zeszłam z leżaka i udałam się do swojego pokoju,ale najpierw żeby to zrobić musiałam przejść przez ogród mojego sąsiada,znienawidzonego sąsiada.Cały czas się kłócimy.Nie ma między Nami pokoju.No i dobrze,po co mi taki sąsiad,jak ciągle w nocy słyszę głosy,które rodzą we mnie obrzydzenie.Nawet teraz chce mi się wymiotować,no,ale cóż trzeba być twardym jak to mawiała moja babcia.Stanęłam przed moim najstraszniejszym przejściem.Wzięłam dwa głębokie wdechu,dłonie zacisnęłam w pięści i powolnym krokiem ruszyłam.Niestety pech chciał,że akurat na leżą ku siedział wspomniany wcześniej człowiek.Zmierzył mnie od stóp do głowy.Wkurzyło mnie to,ale nie dałam tego po sobie poznać.Niestety musiał wtrącić swoje trzy grosiki
-O witam panią,a gdzie się panienka tak śpieszy?-Stanęłam i odwróciłam się w jego kierunku.W blasku słońca mogłam mu się lepiej przyjrzeć.Miał blond włosy zaczesane na bok,tak,że grzywka wpadała mu prosto na oczy.Był w kąpielówkach.Na nosie miał czarne okulary.Nie mogłam zobaczyć,jaki ma kolor oczu.Szkoda,ale to nie oznacza,że mi się spodobał w żadnym wypadku,tylko po prostu jest cholernie przystojny.Teraz jak tam tak stoję to chcę do Niego podejść i po prostu rzucić mu się na szyję.O cholera co ja mówię. ,,Słuchaj no Monika weź się w garść i przestań o Nim myśleć ponieważ niestety,ale on jest twoim sąsiadem,którego nie znosisz''.Dlaczego niestety?.Już mówię,otóż w pewnej chwili odmieniło mi się wszystko.Nienawiść przerodziła się w zakochanie.No,ale na nic więcej nie mogę liczyć.Nie znajomy podszedł do mnie.Cofnęłam się o krok w tył
-Nie twoja zasrana sprawa-Próbowałam grać twardą,ale za dobrze mi to jakoś nie wyszło
-Oj mała słuchaj nie chcę toczyć z tobą żadnej wojny
-Słuchaj no,po pierwsze nie jestem mała,a po drugie z tego co pamiętam odkąd się tu wprowadziłeś robisz o byle gówno jakiś problem.Więc kto tu toczy wojnę?-Zacisnęłam jeszcze bardziej pięść.Irytował mnie ten człowiek po prostu no.Kurcze gdyby się tutaj nie wprowadził nie było by tego całego zamieszania.No,ale stało się i już.
-Nie robię żadnego problemu,to ty masz zawsze do mnie jakieś waty
-To po jaką cholerę się tu wprowadzałeś?-Spojrzałam się na Niego.Nieznajomy zsunął swoje okulary.I wtedy mogłam dojrzeć jego zielone tęczówki.Wyglądał jak anioł,który stanął przede mną,by mnie chronić przed wszystkim co może się wydarzyć w najbliższych latach.Naszła mnie wielka ochota na pocałowanie jego słodko wyglądających i w dodatku wypełnionych ust,ale od razu mi przeszło gdy usłyszałam głos prawdopodobnie jego dziewczyny
-Kendall do jasnej cholery z kim ty tam gadasz?
-Z nikim złotko.Już do Ciebie idę
-No super kolejna twoja zdobycz,na wieczór.Znowu nie dasz mi spać? co?.To co robisz jest chore,a zarazem wkurzające.Owijasz sobie dziewczynę wokół palca.Lądujecie razem w łóżku,a rano co mówisz jej ,,Sorki mała,ale to był tylko jeden numerem''?,a wieczorem znowu inna?-Wykrzyczałam na Niego.Kendall położył mi rękę na ustach.Odepchnęłam mu ją
-Zamknij się wreszcie
-Taki jesteś?,no to zarąbistego mam sąsiada.Wiesz co mam Cię dość.Mam dość Ciebie,twoich laseczek i tego,że tu mieszkasz-Odwróciłam się i odeszłam w kierunku swojego domu
Wieczorem gdy nastał wieczór i zrobiło się trochę chłodniej.Wzięłam kocyk i usiadłam na tarasie.Poszłam do kuchni po sok i wróciłam na taras.Rozsiadłam się w na kocu,po czym zaczęłam myśleć o Kendallu.Nie wiem dlaczego,ale poczułam coś do Niego.Nigdy tego nie odczuwałam dopiero dzisiaj jak go zobaczyłam.Nie umiem zdefiniować tego co czuję.W sercu robi mi się ciepło,a w brzuchu mam pełno motyli.Wzięłam łyk soku,po czym położyłam się.Spojrzałam w Niego.Zaczynało powoli się ściemniać,co oznaczało,że pojawią się gwiazdy.Kocham patrzeć na Nie.Przypominają mi o moich zmarłych już rodzicach.Za życia często oglądaliśmy razem gwiazdy.No dobra zaczęłam przyglądać się gwieździstemu niebu.Nagle utworzyła mi się postać Kendalla.Przetarłam swoje oczy,ale znowu mi się ukazał.Cała zlana potem usiadłam ponownie na kocu.Odetchnęłam z ulgą dopiero jak zobaczyłam,że nie ma go nigdzie.Moja wyobraźnia płata mi niezłe figle.Nagle usłyszałam znowu jakieś hałasy.No super znowu Kendall.Zatkałam uszy,ale to nic nie pomagało.Postanowiłam,że do Niego pójdę.Przeszłam przez jego ogródek po czym zadzwoniłam dzwonkiem.Chwile musiałam poczekać za nim ktoś mi raczy otworzyć,ale gdy to w końcu nastąpiło w progu stanął Kendall.Był w samych bokserkach.Speszyłam się lekko,ponieważ przerwałam mu chyba w najlepszej chwili,ale to nie o tym chciałam z Nim pogadać
-Co ty do cholery robisz?-Kendall wyszedł na dwór zamykając za sobą drzwi
-Przyszłam Cię uspokoić,ponieważ te wasze zabawy doprowadzają mnie do białej gorączki.Nie potraficie tego robić ciut ciszej?-Zapytałam się,na co Kendall zmierzył mnie pogardliwym wzrokiem
-Nie,nie potrafimy i jeżeli Ci to przeszkadza,to proszę bardzo pakuj się i wynoś się stąd,przynajmniej będzie spokój-Nie wytrzymałam i momentalnie zarobił ode mnie z liścia w twarz.Kendall złapał się za policzek,a mnie do oczu napłynęły łzy
-Jak śmiesz tak do mnie mówić?.Ja tu dużej mieszkam niż ty.To przez Ciebie wszystko się zaczęło.Od twojej przeprowadzki prawie nic nie spałam,bo w nocy ciągle słyszę to samo,aż dziwie się dlaczego jeszcze policja tutaj nie przyjechała.Ale to się już nie długo skończy.Skończą się te twoje nocne sprowadzania dziewczyn do domu.Skończą się te cholerne hałasy.Wszystko się skończy rozumiesz?-Uciekłam do domu cała zapłakana
Pozbierałam koc,sok i weszłam do domu zamykając drzwi.Rzuciłam to wszystko w kąt,po czym rozpłakałam się jeszcze bardziej.Myślałam,że uda Nam się naprawić te napięte relacje,ale najwidoczniej po raz kolejny się myliłam.Dlaczego akurat On musiał mi się przytrafić?,no dlaczego?.Zawsze muszę się zakochać w niewłaściwym człowieku.Super moje życie jest do bani.Nie na widzę siebie jak i swojego życia.Położyłam się na kanapie,po czym moje powieki stały się ciężkie no i zasnęłam
Na drugi dzień obudziłam się cała zlana łzami.W nocy śnił mi się Kendall.Ten sen był po prostu cudowny.Śniło mi się,że byliśmy razem.Mówił,że mnie kocha i takie tam.Ach te marzenia chciało by się być jego dziewczyną.Zaraz,zaraz czy ja dzisiaj przespałam całą noc?.Czyżby Kendall zrezygnował wczoraj z tej panienki?.Dziwne myślałam,że jednym uchem wpuści,a drugim wypuści to co powiedziałam i zacznie to co mu przerwałam,ale najwidoczniej odpuścił.No,no,no Moniko czyżbyś przemówiła mu do rozsądku?.Oby to była prawda.Zjadłam śniadanie,po czym ubrałam się w luźnie ciuchy i wyszłam na świeże powietrze.Zobaczyłam Kendalla jak czyta gazetę.Na mój widok uśmiechnął się promiennie.Nie wiedziałam czy mam się bać,czy co?.Może teraz chce mnie uwieść,a wieczorem zrobi ze mną to,co zresztą panienek.Nie podoba mi się jego zachowanie.Kendall do mnie podszedł
-Wyspałaś się w nocy?-Zdziwiłam się,na co Kendall się zaśmiał
-Tak dziękuję,że się pytasz-Ukłoniłam się tak jak księżniczki proszone do tańca
-Nie ma za co,Kendall jestem-Blondyn wyciągnął w moją stronę swoją dłoń
-Monika-Chcąc nie chcąc uściskałam jego dłoń.Była trochę szorstka,ale również i delikatna.Chciałam,żeby trzymał mnie przez cały czas,ale za Nim zdążyłam coś powiedzieć Kendall mi ją puścił.Zasmuciłam się
-Czemu się smutasz?
-Nic,nic,powiedz mi lepiej dlaczego nie słyszałam wczoraj waszych krzyków?-Kendall podrapał się po karku.Po czym oznajmił
-Postanowiłem się zmienić-Chyba się przesłyszałam.On chce się zmienić?.To jest jakiś żart prawda?.Stałam tam przed Nim z buzią otwartą na wylot.Gdyby ktoś by mnie teraz zobaczył pomyślałby,że jestem jakaś nie normalna.No,ale co ja mam zrobić na wieść,że on chce się zmienić
-Kendall ty chcesz się zmienić?,TY?.Niby jak chcesz to zrobić,jak ciągle słyszę hałasy
-Przestań mi to ciągle wypominać.Powiedziałem chcę się zmienić i już-Kendall krzyknął na mnie.Cofnęłam się krok w tył.Przeraziłam się trochę
-Jezu nie wyj na mnie do cholery,bo to nie ja przyprowadzam laski do domu,a tak po za tym to co Cię podkusiło do zmiany tej decyzji?
-Twoje wczorajsze słowa.Po tym jak uciekłaś z płaczem,zrozumiałem,że źle postępuje robiąc Ci na złość-Przerwałam mu na chwilę
-Robiąc mi na złość?.Możesz to wytłumaczyć-Ponownie do Niego podeszłam,ale tym razem zachowując określony dystans
-No robiąc to na złość.Te krzyki i to wszystko było po to,by cię zdenerwować-Wytrzeszczyłam na Niego swoje oczy.Po jakiego grzyba on mi to robił?.Co ja mu takiego zrobiłam?
-A po co to robiłeś?
-Nie,wiem od razu wydałaś mi się jakaś dziwna.Nie wiem dlaczego ale postanowiłem Cię stąd jakoś wykurzyć,żeby mieć święty spokój,ale gdyby się tak stało miałbym wyrzuty sumienia,ponieważ okazałaś się naprawdę wspaniałą dziewczyną-Jego słowa ucieszyła mnie jak i wkurzyły
Mógł mi od razu powiedzieć w twarz ,,Słuchaj no,jesteś trochę jakby to powiedzieć inna'',a nie doprowadzał mnie do białej gorączki.Raz przez Niego prawie wylądowałam w szpitalu,ale o tym mu nie będę mówiła,ponieważ nie chcę,żeby siebie zadręczał.Postanowił się zmienić,niech się zmienia.Zobaczymy jak długo wytrzyma.Zapewne wieczorem znowu ktoś przyleci,a teraz wcisk mi,taki kit
-No dobrze,to dlaczego nie powiedziałeś mi tego prosto w twarz,tylko robiąc mi takie numery?-Kendall spuścił głowę.Zał mi się go zrobiło.Podniosłam palcem jego podbródek.Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Bo się bałem,bałem się odrzucenia z twojej strony-Nie rozumiałam nic do do mnie w tej chwili powiedział
-Mów jaśniej dobrze
-Ty naprawdę tego nie rozumiesz?.Zrobiłem to wszystko z miłości do Ciebie.Moje serce należało,należy i należeć będzie tylko do Ciebie.Dlatego postanowiłem się zmienić,bo wiem,że mam dla kogo.Owszem zrozumiem,jeśli przez te świństwo jakie Ci wyrządziłem nie czujesz tego samego do mnie zrozumiem to,ale pamiętaj jedno Moniko,że zawsze będę Cię kochał,nie ważne czy będę starym schorowanym dziadkiem,czy Bóg wie kim.Moja miłość do Ciebie nigdy nie wygaśnie,ponieważ jest silna jak diament,którego nie można rozkrzuszyć-Zszokowały mnie jego słowa.Kendall przez ten czas czuł coś do mnie,a ja głupia olewałam go,zamiast podejść i po prostu zagadać.No nie to wszystko moja wina.Olewałam tak wspaniałego człowieka.Kendall chciał odejść,ale pociągnęłam go za bluzkę i złączyłam Nasze usta w namiętnym pocałunku.Na szczęście odwzajemnił pocałunek
-Też Cię kocham Kendall-Uśmiechnęłam się po przez łzy szczęścia.Kendall przytulił mnie do siebie jak najmocniej.O tym właśnie marzyłam,żeby wtulić się w osobę,którą tak naprawdę kocham
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Owszem,i pamiętaj Kendall,że moja miłość do Ciebie jest taka silna jak diament,którego nie można rozkruszyć-Wyrecytowałam jego słowa.Kendall mnie pocałował.To był najwspanialszy moment,oraz początek nowego życia u boku najwspanialszego człowieka i sąsiada zarazem
-O witam panią,a gdzie się panienka tak śpieszy?-Stanęłam i odwróciłam się w jego kierunku.W blasku słońca mogłam mu się lepiej przyjrzeć.Miał blond włosy zaczesane na bok,tak,że grzywka wpadała mu prosto na oczy.Był w kąpielówkach.Na nosie miał czarne okulary.Nie mogłam zobaczyć,jaki ma kolor oczu.Szkoda,ale to nie oznacza,że mi się spodobał w żadnym wypadku,tylko po prostu jest cholernie przystojny.Teraz jak tam tak stoję to chcę do Niego podejść i po prostu rzucić mu się na szyję.O cholera co ja mówię. ,,Słuchaj no Monika weź się w garść i przestań o Nim myśleć ponieważ niestety,ale on jest twoim sąsiadem,którego nie znosisz''.Dlaczego niestety?.Już mówię,otóż w pewnej chwili odmieniło mi się wszystko.Nienawiść przerodziła się w zakochanie.No,ale na nic więcej nie mogę liczyć.Nie znajomy podszedł do mnie.Cofnęłam się o krok w tył
-Nie twoja zasrana sprawa-Próbowałam grać twardą,ale za dobrze mi to jakoś nie wyszło
-Oj mała słuchaj nie chcę toczyć z tobą żadnej wojny
-Słuchaj no,po pierwsze nie jestem mała,a po drugie z tego co pamiętam odkąd się tu wprowadziłeś robisz o byle gówno jakiś problem.Więc kto tu toczy wojnę?-Zacisnęłam jeszcze bardziej pięść.Irytował mnie ten człowiek po prostu no.Kurcze gdyby się tutaj nie wprowadził nie było by tego całego zamieszania.No,ale stało się i już.
-Nie robię żadnego problemu,to ty masz zawsze do mnie jakieś waty
-To po jaką cholerę się tu wprowadzałeś?-Spojrzałam się na Niego.Nieznajomy zsunął swoje okulary.I wtedy mogłam dojrzeć jego zielone tęczówki.Wyglądał jak anioł,który stanął przede mną,by mnie chronić przed wszystkim co może się wydarzyć w najbliższych latach.Naszła mnie wielka ochota na pocałowanie jego słodko wyglądających i w dodatku wypełnionych ust,ale od razu mi przeszło gdy usłyszałam głos prawdopodobnie jego dziewczyny
-Kendall do jasnej cholery z kim ty tam gadasz?
-Z nikim złotko.Już do Ciebie idę
-No super kolejna twoja zdobycz,na wieczór.Znowu nie dasz mi spać? co?.To co robisz jest chore,a zarazem wkurzające.Owijasz sobie dziewczynę wokół palca.Lądujecie razem w łóżku,a rano co mówisz jej ,,Sorki mała,ale to był tylko jeden numerem''?,a wieczorem znowu inna?-Wykrzyczałam na Niego.Kendall położył mi rękę na ustach.Odepchnęłam mu ją
-Zamknij się wreszcie
-Taki jesteś?,no to zarąbistego mam sąsiada.Wiesz co mam Cię dość.Mam dość Ciebie,twoich laseczek i tego,że tu mieszkasz-Odwróciłam się i odeszłam w kierunku swojego domu
Wieczorem gdy nastał wieczór i zrobiło się trochę chłodniej.Wzięłam kocyk i usiadłam na tarasie.Poszłam do kuchni po sok i wróciłam na taras.Rozsiadłam się w na kocu,po czym zaczęłam myśleć o Kendallu.Nie wiem dlaczego,ale poczułam coś do Niego.Nigdy tego nie odczuwałam dopiero dzisiaj jak go zobaczyłam.Nie umiem zdefiniować tego co czuję.W sercu robi mi się ciepło,a w brzuchu mam pełno motyli.Wzięłam łyk soku,po czym położyłam się.Spojrzałam w Niego.Zaczynało powoli się ściemniać,co oznaczało,że pojawią się gwiazdy.Kocham patrzeć na Nie.Przypominają mi o moich zmarłych już rodzicach.Za życia często oglądaliśmy razem gwiazdy.No dobra zaczęłam przyglądać się gwieździstemu niebu.Nagle utworzyła mi się postać Kendalla.Przetarłam swoje oczy,ale znowu mi się ukazał.Cała zlana potem usiadłam ponownie na kocu.Odetchnęłam z ulgą dopiero jak zobaczyłam,że nie ma go nigdzie.Moja wyobraźnia płata mi niezłe figle.Nagle usłyszałam znowu jakieś hałasy.No super znowu Kendall.Zatkałam uszy,ale to nic nie pomagało.Postanowiłam,że do Niego pójdę.Przeszłam przez jego ogródek po czym zadzwoniłam dzwonkiem.Chwile musiałam poczekać za nim ktoś mi raczy otworzyć,ale gdy to w końcu nastąpiło w progu stanął Kendall.Był w samych bokserkach.Speszyłam się lekko,ponieważ przerwałam mu chyba w najlepszej chwili,ale to nie o tym chciałam z Nim pogadać
-Co ty do cholery robisz?-Kendall wyszedł na dwór zamykając za sobą drzwi
-Przyszłam Cię uspokoić,ponieważ te wasze zabawy doprowadzają mnie do białej gorączki.Nie potraficie tego robić ciut ciszej?-Zapytałam się,na co Kendall zmierzył mnie pogardliwym wzrokiem
-Nie,nie potrafimy i jeżeli Ci to przeszkadza,to proszę bardzo pakuj się i wynoś się stąd,przynajmniej będzie spokój-Nie wytrzymałam i momentalnie zarobił ode mnie z liścia w twarz.Kendall złapał się za policzek,a mnie do oczu napłynęły łzy
-Jak śmiesz tak do mnie mówić?.Ja tu dużej mieszkam niż ty.To przez Ciebie wszystko się zaczęło.Od twojej przeprowadzki prawie nic nie spałam,bo w nocy ciągle słyszę to samo,aż dziwie się dlaczego jeszcze policja tutaj nie przyjechała.Ale to się już nie długo skończy.Skończą się te twoje nocne sprowadzania dziewczyn do domu.Skończą się te cholerne hałasy.Wszystko się skończy rozumiesz?-Uciekłam do domu cała zapłakana
Pozbierałam koc,sok i weszłam do domu zamykając drzwi.Rzuciłam to wszystko w kąt,po czym rozpłakałam się jeszcze bardziej.Myślałam,że uda Nam się naprawić te napięte relacje,ale najwidoczniej po raz kolejny się myliłam.Dlaczego akurat On musiał mi się przytrafić?,no dlaczego?.Zawsze muszę się zakochać w niewłaściwym człowieku.Super moje życie jest do bani.Nie na widzę siebie jak i swojego życia.Położyłam się na kanapie,po czym moje powieki stały się ciężkie no i zasnęłam
Na drugi dzień obudziłam się cała zlana łzami.W nocy śnił mi się Kendall.Ten sen był po prostu cudowny.Śniło mi się,że byliśmy razem.Mówił,że mnie kocha i takie tam.Ach te marzenia chciało by się być jego dziewczyną.Zaraz,zaraz czy ja dzisiaj przespałam całą noc?.Czyżby Kendall zrezygnował wczoraj z tej panienki?.Dziwne myślałam,że jednym uchem wpuści,a drugim wypuści to co powiedziałam i zacznie to co mu przerwałam,ale najwidoczniej odpuścił.No,no,no Moniko czyżbyś przemówiła mu do rozsądku?.Oby to była prawda.Zjadłam śniadanie,po czym ubrałam się w luźnie ciuchy i wyszłam na świeże powietrze.Zobaczyłam Kendalla jak czyta gazetę.Na mój widok uśmiechnął się promiennie.Nie wiedziałam czy mam się bać,czy co?.Może teraz chce mnie uwieść,a wieczorem zrobi ze mną to,co zresztą panienek.Nie podoba mi się jego zachowanie.Kendall do mnie podszedł
-Wyspałaś się w nocy?-Zdziwiłam się,na co Kendall się zaśmiał
-Tak dziękuję,że się pytasz-Ukłoniłam się tak jak księżniczki proszone do tańca
-Nie ma za co,Kendall jestem-Blondyn wyciągnął w moją stronę swoją dłoń
-Monika-Chcąc nie chcąc uściskałam jego dłoń.Była trochę szorstka,ale również i delikatna.Chciałam,żeby trzymał mnie przez cały czas,ale za Nim zdążyłam coś powiedzieć Kendall mi ją puścił.Zasmuciłam się
-Czemu się smutasz?
-Nic,nic,powiedz mi lepiej dlaczego nie słyszałam wczoraj waszych krzyków?-Kendall podrapał się po karku.Po czym oznajmił
-Postanowiłem się zmienić-Chyba się przesłyszałam.On chce się zmienić?.To jest jakiś żart prawda?.Stałam tam przed Nim z buzią otwartą na wylot.Gdyby ktoś by mnie teraz zobaczył pomyślałby,że jestem jakaś nie normalna.No,ale co ja mam zrobić na wieść,że on chce się zmienić
-Kendall ty chcesz się zmienić?,TY?.Niby jak chcesz to zrobić,jak ciągle słyszę hałasy
-Przestań mi to ciągle wypominać.Powiedziałem chcę się zmienić i już-Kendall krzyknął na mnie.Cofnęłam się krok w tył.Przeraziłam się trochę
-Jezu nie wyj na mnie do cholery,bo to nie ja przyprowadzam laski do domu,a tak po za tym to co Cię podkusiło do zmiany tej decyzji?
-Twoje wczorajsze słowa.Po tym jak uciekłaś z płaczem,zrozumiałem,że źle postępuje robiąc Ci na złość-Przerwałam mu na chwilę
-Robiąc mi na złość?.Możesz to wytłumaczyć-Ponownie do Niego podeszłam,ale tym razem zachowując określony dystans
-No robiąc to na złość.Te krzyki i to wszystko było po to,by cię zdenerwować-Wytrzeszczyłam na Niego swoje oczy.Po jakiego grzyba on mi to robił?.Co ja mu takiego zrobiłam?
-A po co to robiłeś?
-Nie,wiem od razu wydałaś mi się jakaś dziwna.Nie wiem dlaczego ale postanowiłem Cię stąd jakoś wykurzyć,żeby mieć święty spokój,ale gdyby się tak stało miałbym wyrzuty sumienia,ponieważ okazałaś się naprawdę wspaniałą dziewczyną-Jego słowa ucieszyła mnie jak i wkurzyły
Mógł mi od razu powiedzieć w twarz ,,Słuchaj no,jesteś trochę jakby to powiedzieć inna'',a nie doprowadzał mnie do białej gorączki.Raz przez Niego prawie wylądowałam w szpitalu,ale o tym mu nie będę mówiła,ponieważ nie chcę,żeby siebie zadręczał.Postanowił się zmienić,niech się zmienia.Zobaczymy jak długo wytrzyma.Zapewne wieczorem znowu ktoś przyleci,a teraz wcisk mi,taki kit
-No dobrze,to dlaczego nie powiedziałeś mi tego prosto w twarz,tylko robiąc mi takie numery?-Kendall spuścił głowę.Zał mi się go zrobiło.Podniosłam palcem jego podbródek.Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Bo się bałem,bałem się odrzucenia z twojej strony-Nie rozumiałam nic do do mnie w tej chwili powiedział
-Mów jaśniej dobrze
-Ty naprawdę tego nie rozumiesz?.Zrobiłem to wszystko z miłości do Ciebie.Moje serce należało,należy i należeć będzie tylko do Ciebie.Dlatego postanowiłem się zmienić,bo wiem,że mam dla kogo.Owszem zrozumiem,jeśli przez te świństwo jakie Ci wyrządziłem nie czujesz tego samego do mnie zrozumiem to,ale pamiętaj jedno Moniko,że zawsze będę Cię kochał,nie ważne czy będę starym schorowanym dziadkiem,czy Bóg wie kim.Moja miłość do Ciebie nigdy nie wygaśnie,ponieważ jest silna jak diament,którego nie można rozkrzuszyć-Zszokowały mnie jego słowa.Kendall przez ten czas czuł coś do mnie,a ja głupia olewałam go,zamiast podejść i po prostu zagadać.No nie to wszystko moja wina.Olewałam tak wspaniałego człowieka.Kendall chciał odejść,ale pociągnęłam go za bluzkę i złączyłam Nasze usta w namiętnym pocałunku.Na szczęście odwzajemnił pocałunek
-Też Cię kocham Kendall-Uśmiechnęłam się po przez łzy szczęścia.Kendall przytulił mnie do siebie jak najmocniej.O tym właśnie marzyłam,żeby wtulić się w osobę,którą tak naprawdę kocham
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Owszem,i pamiętaj Kendall,że moja miłość do Ciebie jest taka silna jak diament,którego nie można rozkruszyć-Wyrecytowałam jego słowa.Kendall mnie pocałował.To był najwspanialszy moment,oraz początek nowego życia u boku najwspanialszego człowieka i sąsiada zarazem
niedziela, 20 września 2015
Rozdział 41
Obudziłam się z potwornym bólem głowy.O kurcze wczoraj musiałam nieźle zabalować.Wstałam z łóżka.Kroki,które stawiałam powodowały,że moja głowa zaczęła jeszcze bardziej boleć.Weszłam do kuchni.Chwyciłam za butelkę.Wzięłam łyk wody.Od razu poczułam się trochę lepiej.W ten do pomieszczenia wszedł Kendall
-O wstałaś
-Ciszej mów
-Co skutki wczorajszego picia?
-Musiałam chyba jakoś odreagować twój pocałunek z Sarą
-Mówiłem Ci już,że to ona pierwsza mnie pocałowała
-Kendall widziałam wszystko
-No to źle widziałaś
-Dobrze widziałam
-Dobra mów se co chcesz.Widać,że to i tak nie ma sensu więc...
-Co masz na myśli?
-Odchodzę Lucy.Naprawdę odchodzę
Kendall chwycił nóż.Przestraszyłam się
-Nie rób tego Kendall
-A zrobię
-Kendall opanuj się
-Ha,ha,ha nie.Mówiłem Ci już,że jeżeli jeszcze raz się pokłócimy to odchodzę
Kendall przysunął nóż do swojego brzucha.Krzyknęłam.Spojrzał się na mnie.Łzy stanęły mi w oczach.Podeszłam do niego.Chciałam odebrać od niego nóż,niestety,ale wyrwał mi go z rąk kalecząc mnie przy tym.Syknęłam z bólu.Krew zaczęła sączyć się z mojej rany.Kendall podbiegł szybko do mnie.Łzy popłynęły mi po policzkach.Pobiegłam szybko do kuchni.Wyciągnęłam z szafki apteczkę.Owinęłam sobie rękę bandażem.Otarłam spływające łzy.Wtuliłam się w Kenda
-Przepraszam Cię
-Nic się nie stało,przecież był to wypadek
-No tak,ale wiesz skaleczyłem Cię
-Kendall nie myśl o tym,ważne,że Ci nic nie jest
-Ciekawe
Pocałowałam go.Kendall pogłębił pocałunek.Uśmiechnęłam się lekko
-No bardzo ciekawe kochanie
-......
-Misiaczku
-.......?
-Kendall mówiłam Ci kiedyś,że jesteś moim skarbem?
-Co Ci się wzięło na amory?
-A co nie można?
-Przecież ja nic nie mówię
podeszłam do drzwi.Chciałam je otworzyć,ale drogę zagrodził mi Kendall
-Gdzie się panienka wybiera?
-Muszę iść na chwilę do menadżera hotelu
Zobaczyłam,że Kendall zmarszczył czoło.Zdziwiłam się trochę.Odsunęłam go od drzwi.Otworzyłam je
-Do tego gbura?
-Dlaczego tak o nim mówisz?
-Bo on jest najgorszym człowiekiem jakiego znam
-Zrobił Ci coś?
-No nie,ale...
-A Wy tu czego szukacie?
Przestraszyłam się.Przed sobą ujrzałam mężczyznę w okularach.Był ubrany w marynarkę.Miał plakietkę z napisem menadżer
-Dzień dobry,ja właśnie szłam do pana
-A nie widzisz co ja robię?
-Przepraszam,ale grzecznie powinien się pan odzywać
-Bardzo śmieszne,taka smarkula jak ty nie będzie mówiła mi co ja mam robić
-Jest pan bezczelny
-I kto to mówi?.Niestety,ale muszę już iść.Palmowego dnia życzę
Mężczyzna odszedł.Pokręciłam z niedowierzania głową.Kendall objął mnie w pasie.Prychnęłam na tego gościa
-Kto to był?
-Menadżer Bitters.Zarządza tym hotelem
-Wiem,tylko pytałam się o imię
-Bitters
-Dzięki
-A po co Ci jego imię?
-Chciałam się tylko dowiedzieć ponieważ miałeś rację,że on jest gburem
-A nie mówiłem
-No dobra idę się przejść idziesz?
-A gdzie?
-Nie wiem
-Więc może chodźmy po Logana
-Nie zaczyna się zdania od więc,ale chodźmy
Poszliśmy po Logana.Musieliśmy na niego chwilę poczekać ponieważ go nie było.Po dziesięciu minutach Logan stanął w drzwiach.Był cały zdyszany.Z jego oczu płynęły łzy.Przeraziłam się
-Logan wszystko w porządku?
-Moniki nie ma
-Jak to nie ma?
-Byłem u niej,bo wzięła sobie osobny pokój.Wszedłem bez pukania i co wtedy zobaczyłem?,pusty pokój.Klucz leżał na stoliku
Logan osunął się na kolana.Podbiegłam do niego wraz z Kendallem
-Logan spokojnie powiedz nam czy pokłóciłeś się z Moniką?
-Nie,dlatego nie wiem dlaczego ona zwiała
-Kendall leć po Jamesa,a ja spróbuje go uspokoić
Jak powiedziałam tak też zrobił
(W tym samym czasie Kendall)
Biegłem szybko korytarzem do pokoju Jamesa.Musimy pomóc Loganowi,bo on zwariuje bez Moniki.Nareszcie dobiegłem do pokoju.Cały zdyszany zapukałem do drzwi.Po chwili otworzył mi James.Był w samym ręczniku.Wtargnąłem się do mieszkania
-Może byś się ubrał co?
-Przed chwilą brałem kąpiel.Pali się czy co?
-Nie,ale jest sprawa
-Jaka?
-Logan był u Moniki,ale jej nie zastał.Jej pokój był pusty,a klucze leżały na stoliku
-I to jest ta sprawa?
-Człowieku ona uciekła.Powinniśmy mu pomóc
-A dzwonił do niej?
-Tego to ja już nie wiem,bo Lucy kazała mi po Ciebie przyjść
-Dobra pójdę
-To chodź
-Najpierw to ja muszę się ubrać
(Powracając do Lucy)
Dałam Loganowi soku.Na szczęście się trochę uspokoił.W ten do pomieszczenia wszedł Kendall i James
-No nareszcie co tak długo?
-James musiał ułożyć sobie włosy
-Faceci
-Może zajmiecie się teraz mną?
-Dzwoniłeś do niej?
-No nie
-To na co czekasz Watsonie?
Logan wyjął telefon.Wykręcił numer do Moniki.Niestety,ale nie odbierała.Logan rzucił telefon na podłogę
-No i co kurde?.Nie wiem co jest.Wczoraj jeszcze wszystko było okej
-No to widać,że mamy problem.I to nie mały,tylko duży
Logan oparł głowę o moje ramię.Zaczęłam go głaskać.James zaczął krążyć tu i tam.Wkurzało mnie to
-Przestaniesz w końcu?
-O co Ci chodzi?.ja tu myślę
-No to fajnie myślisz
-Przestańcie do cholery się kłócić.Myślicie w ogóle o Loganie?
Logan wstał i podszedł do Kendalla.Spojrzałam się na niego
-O co Ci chodzi?
-No bo kurde karzesz mi iść po Jamesa,a sama się z nim kłócisz.No sory,ale tym sposobem mu nie pomożecie
-A co Cię wzięło
-Od kilku minut się kłócicie zamiast spiąć dupę i pomóc Loganowi w wyjaśnieniu tej tajemnicy
-No dobrze,a kto zaczął?
-Denerwuje mnie takie chodzenie
-Myślałem
-Ciekawe
-Skończcie się kłócić do jasnej cholery,bo inaczej ja sam mu pomogę
-A proszę bardzo tylko pamiętaj za nic w świecie po mnie nie przychódź,jak nie wyjaśnisz
James wyszedł trzaskając drzwiami.Schowałam twarz w dłonie
-Kurcze nie na widzę tego świata
-Sama jesteś sobie winna
-No super,co jeszcze zrobiłam nie tak?
-Nie pomogłaś mu
-Dobra wiesz co?.Powodzenia w wyjaśnianiu
Tym razem to ja wyszłam.Poszłam tam gdzie gdzie nogi mnie poniosły,czyli donikąd
Obudziłam się z potwornym bólem głowy.O kurcze wczoraj musiałam nieźle zabalować.Wstałam z łóżka.Kroki,które stawiałam powodowały,że moja głowa zaczęła jeszcze bardziej boleć.Weszłam do kuchni.Chwyciłam za butelkę.Wzięłam łyk wody.Od razu poczułam się trochę lepiej.W ten do pomieszczenia wszedł Kendall
-O wstałaś
-Ciszej mów
-Co skutki wczorajszego picia?
-Musiałam chyba jakoś odreagować twój pocałunek z Sarą
-Mówiłem Ci już,że to ona pierwsza mnie pocałowała
-Kendall widziałam wszystko
-No to źle widziałaś
-Dobrze widziałam
-Dobra mów se co chcesz.Widać,że to i tak nie ma sensu więc...
-Co masz na myśli?
-Odchodzę Lucy.Naprawdę odchodzę
Kendall chwycił nóż.Przestraszyłam się
-Nie rób tego Kendall
-A zrobię
-Kendall opanuj się
-Ha,ha,ha nie.Mówiłem Ci już,że jeżeli jeszcze raz się pokłócimy to odchodzę
Kendall przysunął nóż do swojego brzucha.Krzyknęłam.Spojrzał się na mnie.Łzy stanęły mi w oczach.Podeszłam do niego.Chciałam odebrać od niego nóż,niestety,ale wyrwał mi go z rąk kalecząc mnie przy tym.Syknęłam z bólu.Krew zaczęła sączyć się z mojej rany.Kendall podbiegł szybko do mnie.Łzy popłynęły mi po policzkach.Pobiegłam szybko do kuchni.Wyciągnęłam z szafki apteczkę.Owinęłam sobie rękę bandażem.Otarłam spływające łzy.Wtuliłam się w Kenda
-Przepraszam Cię
-Nic się nie stało,przecież był to wypadek
-No tak,ale wiesz skaleczyłem Cię
-Kendall nie myśl o tym,ważne,że Ci nic nie jest
-Ciekawe
Pocałowałam go.Kendall pogłębił pocałunek.Uśmiechnęłam się lekko
-No bardzo ciekawe kochanie
-......
-Misiaczku
-.......?
-Kendall mówiłam Ci kiedyś,że jesteś moim skarbem?
-Co Ci się wzięło na amory?
-A co nie można?
-Przecież ja nic nie mówię
podeszłam do drzwi.Chciałam je otworzyć,ale drogę zagrodził mi Kendall
-Gdzie się panienka wybiera?
-Muszę iść na chwilę do menadżera hotelu
Zobaczyłam,że Kendall zmarszczył czoło.Zdziwiłam się trochę.Odsunęłam go od drzwi.Otworzyłam je
-Do tego gbura?
-Dlaczego tak o nim mówisz?
-Bo on jest najgorszym człowiekiem jakiego znam
-Zrobił Ci coś?
-No nie,ale...
-A Wy tu czego szukacie?
Przestraszyłam się.Przed sobą ujrzałam mężczyznę w okularach.Był ubrany w marynarkę.Miał plakietkę z napisem menadżer
-Dzień dobry,ja właśnie szłam do pana
-A nie widzisz co ja robię?
-Przepraszam,ale grzecznie powinien się pan odzywać
-Bardzo śmieszne,taka smarkula jak ty nie będzie mówiła mi co ja mam robić
-Jest pan bezczelny
-I kto to mówi?.Niestety,ale muszę już iść.Palmowego dnia życzę
Mężczyzna odszedł.Pokręciłam z niedowierzania głową.Kendall objął mnie w pasie.Prychnęłam na tego gościa
-Kto to był?
-Menadżer Bitters.Zarządza tym hotelem
-Wiem,tylko pytałam się o imię
-Bitters
-Dzięki
-A po co Ci jego imię?
-Chciałam się tylko dowiedzieć ponieważ miałeś rację,że on jest gburem
-A nie mówiłem
-No dobra idę się przejść idziesz?
-A gdzie?
-Nie wiem
-Więc może chodźmy po Logana
-Nie zaczyna się zdania od więc,ale chodźmy
Poszliśmy po Logana.Musieliśmy na niego chwilę poczekać ponieważ go nie było.Po dziesięciu minutach Logan stanął w drzwiach.Był cały zdyszany.Z jego oczu płynęły łzy.Przeraziłam się
-Logan wszystko w porządku?
-Moniki nie ma
-Jak to nie ma?
-Byłem u niej,bo wzięła sobie osobny pokój.Wszedłem bez pukania i co wtedy zobaczyłem?,pusty pokój.Klucz leżał na stoliku
Logan osunął się na kolana.Podbiegłam do niego wraz z Kendallem
-Logan spokojnie powiedz nam czy pokłóciłeś się z Moniką?
-Nie,dlatego nie wiem dlaczego ona zwiała
-Kendall leć po Jamesa,a ja spróbuje go uspokoić
Jak powiedziałam tak też zrobił
(W tym samym czasie Kendall)
Biegłem szybko korytarzem do pokoju Jamesa.Musimy pomóc Loganowi,bo on zwariuje bez Moniki.Nareszcie dobiegłem do pokoju.Cały zdyszany zapukałem do drzwi.Po chwili otworzył mi James.Był w samym ręczniku.Wtargnąłem się do mieszkania
-Może byś się ubrał co?
-Przed chwilą brałem kąpiel.Pali się czy co?
-Nie,ale jest sprawa
-Jaka?
-Logan był u Moniki,ale jej nie zastał.Jej pokój był pusty,a klucze leżały na stoliku
-I to jest ta sprawa?
-Człowieku ona uciekła.Powinniśmy mu pomóc
-A dzwonił do niej?
-Tego to ja już nie wiem,bo Lucy kazała mi po Ciebie przyjść
-Dobra pójdę
-To chodź
-Najpierw to ja muszę się ubrać
(Powracając do Lucy)
Dałam Loganowi soku.Na szczęście się trochę uspokoił.W ten do pomieszczenia wszedł Kendall i James
-No nareszcie co tak długo?
-James musiał ułożyć sobie włosy
-Faceci
-Może zajmiecie się teraz mną?
-Dzwoniłeś do niej?
-No nie
-To na co czekasz Watsonie?
Logan wyjął telefon.Wykręcił numer do Moniki.Niestety,ale nie odbierała.Logan rzucił telefon na podłogę
-No i co kurde?.Nie wiem co jest.Wczoraj jeszcze wszystko było okej
-No to widać,że mamy problem.I to nie mały,tylko duży
Logan oparł głowę o moje ramię.Zaczęłam go głaskać.James zaczął krążyć tu i tam.Wkurzało mnie to
-Przestaniesz w końcu?
-O co Ci chodzi?.ja tu myślę
-No to fajnie myślisz
-Przestańcie do cholery się kłócić.Myślicie w ogóle o Loganie?
Logan wstał i podszedł do Kendalla.Spojrzałam się na niego
-O co Ci chodzi?
-No bo kurde karzesz mi iść po Jamesa,a sama się z nim kłócisz.No sory,ale tym sposobem mu nie pomożecie
-A co Cię wzięło
-Od kilku minut się kłócicie zamiast spiąć dupę i pomóc Loganowi w wyjaśnieniu tej tajemnicy
-No dobrze,a kto zaczął?
-Denerwuje mnie takie chodzenie
-Myślałem
-Ciekawe
-Skończcie się kłócić do jasnej cholery,bo inaczej ja sam mu pomogę
-A proszę bardzo tylko pamiętaj za nic w świecie po mnie nie przychódź,jak nie wyjaśnisz
James wyszedł trzaskając drzwiami.Schowałam twarz w dłonie
-Kurcze nie na widzę tego świata
-Sama jesteś sobie winna
-No super,co jeszcze zrobiłam nie tak?
-Nie pomogłaś mu
-Dobra wiesz co?.Powodzenia w wyjaśnianiu
Tym razem to ja wyszłam.Poszłam tam gdzie gdzie nogi mnie poniosły,czyli donikąd
środa, 16 września 2015
Sobowtór
W życiu są tylko piękne chwile.Okej,a czy te złe też się zaliczają?.Bo okazuje się,że w moim życiu nie ma pięknych chwil tylko są same złe.Owszem były,ale to było jak miałam 5 może nawet 6lat,a teraz mam 17 i nic się nie wydarzyło,no może oprócz tego,że mój były już chłopak mnie porzucił z nie wiadomych mi przyczyn.I od tego właśnie zaczniemy tą opowieść
Było to dokładnie,żeby nie skłamać miesiąc temu,może nawet mniej.Nie pamiętam tego dobrze,no ale mniejsza z tym.Szłam do szkoły,a że blisko miałam do swojego chłopaka postanowiłam,że po Niego pójdę.Skręciłam w boczną uliczkę prowadzącą do jego domu.Zatrzymałam się przy drzwiach i delikatnie zapukałam.Już po chwili w progu stanęła jego mama
-Dzień dobry czy jest może Kendall?-Zapytałam się po czym dostrzegłam w jej oczach zdziwienie
-Sabrino przecież byłaś po Kendalla kilka minut temu-Teraz ja się zdziwiłam.Jak ja mogłam być po Niego,jak ja co dopiero opuszczałam swój dom
-Przecież mnie tutaj nie było
-Ależ byłaś,przecież mój syn by żadnej innej dziewczyny nie pocałował-Wytrzeszczyłam na Nią oczy
-Dziękuje i do widzenia-Pożegnałam się po czym udałam się do szkoły
Okej to co powiedziała jego mama wydało mi się dosyć dziwnie.Przecież ja cały czas byłam w domu,nie mogłam od tak po Niego przyjść.A może ja zgłupiałam?.Nie wiem o co chodzi,ale to nie jest fajne.Gdy dochodziłam do budynku szkoły zauważyłam Kendalla i..... mojego sobowtóra?.Słucham?.Ktoś podszywa się pode mnie,żeby być z Kendallem?.To jest nie możliwe.Jak najprędzej tam podeszłam
-Co tu się dzieje?-Zapytałam się podchodząc bliżej nich.Ja,a raczej mój sobowtór spojrzał się na mnie
-Sabrina?-Kendall spojrzał się na mnie zdziwiony
-Sabrina,Sabrina,a to kto?-Pokazałam na dziewczynę stojącą obok
-Sabrina Holmes
-To przecież ja jestem Sabrina Holmes-Prawie krzyknęłam
-Nie prawda,bo to ja Nią jestem,a Kendall jest moim chłopakiem,a nie twoim
-Kendall uwierz mi,to na prawdę ja,a ona podszywa się tylko pode mnie,żeby mi Ciebie odbić-Kendall stał jak słup.Minę miał dosyć dziwną
-Nie wiem,ale wiem jedno,że Sabrina stoi po moim lewym boku,a ty chyba pod Nią się podszywasz-Nie no jeszcze lepiej.Kendall nie poznaje swojej dziewczyny.To wszystko przez tą dziewczynę.Nie wiem po co ona to zrobiła,ale widać,że wszystko wyszło po jej myśli.Łzy napłynęły mi do oczu.Ostatni raz spojrzałam się na Nich
-Powodzenia w nowym związku Kendall-Odwróciłam się i odeszłam stamtąd.
To jest nie fair,ponieważ z Kendallem układało mi się jak z nikim innym,a przyszła dziewczyna podszywająca się pod moją osobę i to wszystko zniszczyła.Najgorsze,że Kendall mnie nawet nie rozpoznał.Moje życie jest nie sprawiedliwe.Po raz kolejny doświadczyłam smaku porażki.Tak porażki,ponieważ mój związek z Kendallem zaczął się od głupiego zakładu z którego wynikło to,że na jego urodzinach wylądowaliśmy razem w łóżku.No i z czasem zakochaliśmy się w sobie no i jesteśmy razem,wróć byliśmy razem.Udałam się do parku.Nie poszłam do szkoły ponieważ oznaczało by to,że bym musiała patrzeć na Kendalla i na mojego sobowtóra, a tego bym nie zniosła.Usiadłam na ławce zaczęłam myśleć nad swoim życiem,który tak wprawdzie legł z gruzach.Mieliśmy plany z Kendallem,a tu co?,nici z tego wszystkiego.Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.Życzę Wam tego,abyście nigdy nie znalazły się w takiej sytuacji ponieważ to strasznie boli.Ściągnęłam plecak i wyjęłam z Niego swój notatnik.Otworzyłam go na ostatniej stronie.Były tam słowa,które Kendall mi kiedyś po kryjomu napisał.Zaczęłam czytać
-*,,Everything has changed since i kissed You
I never thought that feeling couldn't last
When You kissed me back
Cause everything has changed since i kissed you''
Łzy ponownie spływały mi po polikach.Kendall mi to napisał tydzień temu.Przewróciłam stronę wcześniejszą i przeczytałam tekst,który spowodował u mnie wybuch szlochu
-Sabrino,pamiętaj,że po mimo przeciwności losu ja zawsze będę Cię kochać,nawet jakbym w przyszłości spotkał twojego sobowtóra to i tak zawsze pozostaniesz w moim sercu.Bo pamiętaj moje serce bije tylko i wyłącznie dla Ciebie
-No i twoje słowa Kendall się nie sprawdziły,spotkałeś mojego sobowtóra,przebranego,ale to drobny szczegół,i nawet mnie nie poznałeś,a przecież do cholery to jestem ja Sabrina Holmes.Dlaczego uwierzyłeś jej,a nie mnie?-Wykrzyczałam na co ludzie spojrzeli się na mnie dziwacznym wzrokiem.Miałam to w dupie.Niestety zaczęło padać i byłam zmuszona wrócić do domu.Szłam powolnym krokiem.Głowę miałam spuszczoną,dlatego też nie widziałam jak idę.Nagle poczułam,że w coś,a raczej kogoś uderzyłam.Upadłam na ziemię.Spojrzałam do góry.Moim oczom ukazał się Kendall.Zdziwiłam się.Podniosłam się do pozycji pionowej.
-A ty tu czego?-Oczepałam swoje spodnie z pyłków.Moje włosy stały się mokre przez deszcz,tfu co ja mówię nie tylko włosy,ale cała jestem mokra
-Przyszedłem cię odszukać
-Nie powinieneś się trudzić Kendall.Powinieneś iść do szkoły i być ze swoją Sabrinką
-Sabrina-Kendall do mnie podszedł.Zrobiłam krok w tył
-Nie Kendall nie uwierzyłeś mi,że to ja jestem sobą,a nie ona,a po za tym powiedziałeś,że ona jest twoją dziewczyną.Więc dobrze życzę Ci powodzenia z nową Sabriną Holmes
Ominęłam go i jak najprędzej wróciłam do swojego domu.No i od tamtego czasu nie mam z Kendallem kontaktów.Widzę go w szkole z tą dziewczyną.Cały czas podszywa się pode mnie.Nie wiem czym ona chce przyciągnąć na siebie uwagę.Jedynie swoją głupotą,bo to co ona wyprawia jest po prostu żenujące.Gdy tak na Nią patrzę,to czasami wydaje mi się jakby to ona robiła na pokaz.Gdy tak sobie teraz siedzę i wspominam to co się stało to nachodzi mnie ochota na to,aby pójść do Kendalla i wytłumaczyć to wszystko co między Nami zaszło.Wstałam z łóżka i zeszłam po schodach na dół.Założyłam swoje buty i wyszłam z domu.Nie musiałam długo iść ponieważ Kendall siedział na schodach mojego domu.Gdy usłyszał,że drzwi się otwierają spojrzał się w moją stronę.Podszedł do mnie
-Sabrino,wybacz mi to co stało się miesiąc temu-A jednak Kendall pamięta ten incydent.Punkt dla Pana panie Kendall
-A co z tamtą Sabriną?-Zapytałam się spoglądając się w jego zielone oczy
-Nie było żadnej Sabriny.Moja prawdziwa Sabrina stoi tuż przede mną.Ona tylko udawała,że jest tobą
-Mówiłam Ci przecież,ale nie ty wolałeś słuchać tej głupiej dziewczyny-Wyszeptałam ze łzami w oczach
-Sabrino przepraszam Cię,ale wtedy byłem głupi,a teraz jak przejrzałem na oczy to zrozumiałem kto tak naprawdę mówił prawdę-W moim sercu pojawiło się ciepło.Podeszłam do Kendalla i pocałowałam go w usta.Odwzajemnił pocałunek
-Kocham Cię wiesz?-Uśmiechnęłam się do Niego
-A ja Ciebie jeszcze bardziej
I tak o to moje życie znowu nabrało kolorów.Kendall przejrzał w końcu na oczy.Zrozumiał kto był sobowtórem,a kto był tak naprawdę mną.Bo tak naprawdę ja potrawie rozgrywać siebie,a nie ktoś inny
*Fragment został wzięty z piosenki Heffron Drive ,,Everything Has Changed
Było to dokładnie,żeby nie skłamać miesiąc temu,może nawet mniej.Nie pamiętam tego dobrze,no ale mniejsza z tym.Szłam do szkoły,a że blisko miałam do swojego chłopaka postanowiłam,że po Niego pójdę.Skręciłam w boczną uliczkę prowadzącą do jego domu.Zatrzymałam się przy drzwiach i delikatnie zapukałam.Już po chwili w progu stanęła jego mama
-Dzień dobry czy jest może Kendall?-Zapytałam się po czym dostrzegłam w jej oczach zdziwienie
-Sabrino przecież byłaś po Kendalla kilka minut temu-Teraz ja się zdziwiłam.Jak ja mogłam być po Niego,jak ja co dopiero opuszczałam swój dom
-Przecież mnie tutaj nie było
-Ależ byłaś,przecież mój syn by żadnej innej dziewczyny nie pocałował-Wytrzeszczyłam na Nią oczy
-Dziękuje i do widzenia-Pożegnałam się po czym udałam się do szkoły
Okej to co powiedziała jego mama wydało mi się dosyć dziwnie.Przecież ja cały czas byłam w domu,nie mogłam od tak po Niego przyjść.A może ja zgłupiałam?.Nie wiem o co chodzi,ale to nie jest fajne.Gdy dochodziłam do budynku szkoły zauważyłam Kendalla i..... mojego sobowtóra?.Słucham?.Ktoś podszywa się pode mnie,żeby być z Kendallem?.To jest nie możliwe.Jak najprędzej tam podeszłam
-Co tu się dzieje?-Zapytałam się podchodząc bliżej nich.Ja,a raczej mój sobowtór spojrzał się na mnie
-Sabrina?-Kendall spojrzał się na mnie zdziwiony
-Sabrina,Sabrina,a to kto?-Pokazałam na dziewczynę stojącą obok
-Sabrina Holmes
-To przecież ja jestem Sabrina Holmes-Prawie krzyknęłam
-Nie prawda,bo to ja Nią jestem,a Kendall jest moim chłopakiem,a nie twoim
-Kendall uwierz mi,to na prawdę ja,a ona podszywa się tylko pode mnie,żeby mi Ciebie odbić-Kendall stał jak słup.Minę miał dosyć dziwną
-Nie wiem,ale wiem jedno,że Sabrina stoi po moim lewym boku,a ty chyba pod Nią się podszywasz-Nie no jeszcze lepiej.Kendall nie poznaje swojej dziewczyny.To wszystko przez tą dziewczynę.Nie wiem po co ona to zrobiła,ale widać,że wszystko wyszło po jej myśli.Łzy napłynęły mi do oczu.Ostatni raz spojrzałam się na Nich
-Powodzenia w nowym związku Kendall-Odwróciłam się i odeszłam stamtąd.
To jest nie fair,ponieważ z Kendallem układało mi się jak z nikim innym,a przyszła dziewczyna podszywająca się pod moją osobę i to wszystko zniszczyła.Najgorsze,że Kendall mnie nawet nie rozpoznał.Moje życie jest nie sprawiedliwe.Po raz kolejny doświadczyłam smaku porażki.Tak porażki,ponieważ mój związek z Kendallem zaczął się od głupiego zakładu z którego wynikło to,że na jego urodzinach wylądowaliśmy razem w łóżku.No i z czasem zakochaliśmy się w sobie no i jesteśmy razem,wróć byliśmy razem.Udałam się do parku.Nie poszłam do szkoły ponieważ oznaczało by to,że bym musiała patrzeć na Kendalla i na mojego sobowtóra, a tego bym nie zniosła.Usiadłam na ławce zaczęłam myśleć nad swoim życiem,który tak wprawdzie legł z gruzach.Mieliśmy plany z Kendallem,a tu co?,nici z tego wszystkiego.Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.Życzę Wam tego,abyście nigdy nie znalazły się w takiej sytuacji ponieważ to strasznie boli.Ściągnęłam plecak i wyjęłam z Niego swój notatnik.Otworzyłam go na ostatniej stronie.Były tam słowa,które Kendall mi kiedyś po kryjomu napisał.Zaczęłam czytać
-*,,Everything has changed since i kissed You
I never thought that feeling couldn't last
When You kissed me back
Cause everything has changed since i kissed you''
Łzy ponownie spływały mi po polikach.Kendall mi to napisał tydzień temu.Przewróciłam stronę wcześniejszą i przeczytałam tekst,który spowodował u mnie wybuch szlochu
-Sabrino,pamiętaj,że po mimo przeciwności losu ja zawsze będę Cię kochać,nawet jakbym w przyszłości spotkał twojego sobowtóra to i tak zawsze pozostaniesz w moim sercu.Bo pamiętaj moje serce bije tylko i wyłącznie dla Ciebie
-No i twoje słowa Kendall się nie sprawdziły,spotkałeś mojego sobowtóra,przebranego,ale to drobny szczegół,i nawet mnie nie poznałeś,a przecież do cholery to jestem ja Sabrina Holmes.Dlaczego uwierzyłeś jej,a nie mnie?-Wykrzyczałam na co ludzie spojrzeli się na mnie dziwacznym wzrokiem.Miałam to w dupie.Niestety zaczęło padać i byłam zmuszona wrócić do domu.Szłam powolnym krokiem.Głowę miałam spuszczoną,dlatego też nie widziałam jak idę.Nagle poczułam,że w coś,a raczej kogoś uderzyłam.Upadłam na ziemię.Spojrzałam do góry.Moim oczom ukazał się Kendall.Zdziwiłam się.Podniosłam się do pozycji pionowej.
-A ty tu czego?-Oczepałam swoje spodnie z pyłków.Moje włosy stały się mokre przez deszcz,tfu co ja mówię nie tylko włosy,ale cała jestem mokra
-Przyszedłem cię odszukać
-Nie powinieneś się trudzić Kendall.Powinieneś iść do szkoły i być ze swoją Sabrinką
-Sabrina-Kendall do mnie podszedł.Zrobiłam krok w tył
-Nie Kendall nie uwierzyłeś mi,że to ja jestem sobą,a nie ona,a po za tym powiedziałeś,że ona jest twoją dziewczyną.Więc dobrze życzę Ci powodzenia z nową Sabriną Holmes
Ominęłam go i jak najprędzej wróciłam do swojego domu.No i od tamtego czasu nie mam z Kendallem kontaktów.Widzę go w szkole z tą dziewczyną.Cały czas podszywa się pode mnie.Nie wiem czym ona chce przyciągnąć na siebie uwagę.Jedynie swoją głupotą,bo to co ona wyprawia jest po prostu żenujące.Gdy tak na Nią patrzę,to czasami wydaje mi się jakby to ona robiła na pokaz.Gdy tak sobie teraz siedzę i wspominam to co się stało to nachodzi mnie ochota na to,aby pójść do Kendalla i wytłumaczyć to wszystko co między Nami zaszło.Wstałam z łóżka i zeszłam po schodach na dół.Założyłam swoje buty i wyszłam z domu.Nie musiałam długo iść ponieważ Kendall siedział na schodach mojego domu.Gdy usłyszał,że drzwi się otwierają spojrzał się w moją stronę.Podszedł do mnie
-Sabrino,wybacz mi to co stało się miesiąc temu-A jednak Kendall pamięta ten incydent.Punkt dla Pana panie Kendall
-A co z tamtą Sabriną?-Zapytałam się spoglądając się w jego zielone oczy
-Nie było żadnej Sabriny.Moja prawdziwa Sabrina stoi tuż przede mną.Ona tylko udawała,że jest tobą
-Mówiłam Ci przecież,ale nie ty wolałeś słuchać tej głupiej dziewczyny-Wyszeptałam ze łzami w oczach
-Sabrino przepraszam Cię,ale wtedy byłem głupi,a teraz jak przejrzałem na oczy to zrozumiałem kto tak naprawdę mówił prawdę-W moim sercu pojawiło się ciepło.Podeszłam do Kendalla i pocałowałam go w usta.Odwzajemnił pocałunek
-Kocham Cię wiesz?-Uśmiechnęłam się do Niego
-A ja Ciebie jeszcze bardziej
I tak o to moje życie znowu nabrało kolorów.Kendall przejrzał w końcu na oczy.Zrozumiał kto był sobowtórem,a kto był tak naprawdę mną.Bo tak naprawdę ja potrawie rozgrywać siebie,a nie ktoś inny
*Fragment został wzięty z piosenki Heffron Drive ,,Everything Has Changed
niedziela, 13 września 2015
Impreza
Rozdział 40
Impreza zaczynała się o ósmej.Zapakowałam prezent.Włożyłam go do torebki.Przebrałam się i wyszłam z pokoju.Pewnie myślicie dlaczego sama,a nie z Kendallem.Otóż mój jakże szanowany chłopak zaoferował swoją pomoc.Podeszłam do drzwi.Zapukałam.Już po chwili drzwi otworzył mi Carlos.Zaprosił mnie do środka
-Carlito wiem,że dostałeś już psiaka
W ten dobiegła do mnie Sydney.Pogłaskałam ją po głowie.Ciągnęłam dalej
-Ale to nic.Mam do Ciebie jeszcze jeden prezent,ale za nim Ci go dam chcę Ci złożyć życzenia.Carlito życzę Ci,abyś wytrzymał ze mną i Angelą do końca.Opiekuj się Sydney jak własnym dzieckiem.No i nie kłuć się z Kendallem.Podsumowując wszystkiego najlepszego
Przytuliłam Carlosa jak najmocniej.Odwzajemnił uścisk.Do holu wszedł Kendall
-I co dałaś mu ten prezent?
-Tak
Podałam Carlosowi torebkę.Zaczął rozpakowywać.Carlos mnie przytulił.Odwzajemniłam uścisk.Odsunęliśmy się od siebie.Poszłam do salonu.Zobaczyłam Angelę.Podeszłam do niej
-Hejka fajnego psiaka kupiłaś Carlosowi
-Złożyłam się z Loganem na Sydney
-Dzięki Wam bardzo
-Spoko
Angela mnie przytuliła.Zobaczyłam,że Kendall już jest na parkiecie.Usiadłam na fotelu.Puścili jakiś wolny kawałek.Patrzałam na wszystkie pary.Wypatrywałam Kendalla.W końcu go dostrzegłam.Przytulał się do jakiejś panienki,zaraz zaraz przecież to jest Sara.Zobaczyłam,że się pocałowali.Wkurzyłam się nie na żarty.Po piosence Kendall usiadł obok mnie.Próbowałam być spokojna,ale jakoś mi to za bardzo nie wychodziło
-Lucy co jest?
-Fajnie jest się całować ze swoją eks?
-Sara to nie jest moja...
Kendall się zaciął.Powstrzymuje łzy,ale niestety zaczęły spływać mi po policzkach
-No widzisz sam sobie odpowiedziałeś Kendall
-Tylko,że to ona pierwsza mnie pocałowała
Spojrzałam na niego.Kendall miał spuszczoną głowę.Wstałam i podałam mu rękę
-Idziesz czy będziesz tutaj siedział do końca?
-Ale gdzie idziemy?
-Się napić
Nalałam sobie drinka.Wiem,że nie powinnam,ale raz kozi śmierć.Po pół godzinie byłam już troszkę wstawiona.Kończyłam drinka,gdy obok mnie pojawił się Kendall
-Lucy daj mi to
-Kendall jesteśmy na imprezie.Baw się
-Lucy do jasnej cholery ty jesteś pijana.Idziemy
-Ja się stąd nie ruszam
-Idziemy
Kendall wziął mnie na ręce.Zaczęłam się śmiać sama nie wiem z czego.Weszliśmy do pokoju.Położył mnie na łóżku.Nagle moje powieki stały się ciężkie.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Impreza zaczynała się o ósmej.Zapakowałam prezent.Włożyłam go do torebki.Przebrałam się i wyszłam z pokoju.Pewnie myślicie dlaczego sama,a nie z Kendallem.Otóż mój jakże szanowany chłopak zaoferował swoją pomoc.Podeszłam do drzwi.Zapukałam.Już po chwili drzwi otworzył mi Carlos.Zaprosił mnie do środka
-Carlito wiem,że dostałeś już psiaka
W ten dobiegła do mnie Sydney.Pogłaskałam ją po głowie.Ciągnęłam dalej
-Ale to nic.Mam do Ciebie jeszcze jeden prezent,ale za nim Ci go dam chcę Ci złożyć życzenia.Carlito życzę Ci,abyś wytrzymał ze mną i Angelą do końca.Opiekuj się Sydney jak własnym dzieckiem.No i nie kłuć się z Kendallem.Podsumowując wszystkiego najlepszego
Przytuliłam Carlosa jak najmocniej.Odwzajemnił uścisk.Do holu wszedł Kendall
-I co dałaś mu ten prezent?
-Tak
Podałam Carlosowi torebkę.Zaczął rozpakowywać.Carlos mnie przytulił.Odwzajemniłam uścisk.Odsunęliśmy się od siebie.Poszłam do salonu.Zobaczyłam Angelę.Podeszłam do niej
-Hejka fajnego psiaka kupiłaś Carlosowi
-Złożyłam się z Loganem na Sydney
-Dzięki Wam bardzo
-Spoko
Angela mnie przytuliła.Zobaczyłam,że Kendall już jest na parkiecie.Usiadłam na fotelu.Puścili jakiś wolny kawałek.Patrzałam na wszystkie pary.Wypatrywałam Kendalla.W końcu go dostrzegłam.Przytulał się do jakiejś panienki,zaraz zaraz przecież to jest Sara.Zobaczyłam,że się pocałowali.Wkurzyłam się nie na żarty.Po piosence Kendall usiadł obok mnie.Próbowałam być spokojna,ale jakoś mi to za bardzo nie wychodziło
-Lucy co jest?
-Fajnie jest się całować ze swoją eks?
-Sara to nie jest moja...
Kendall się zaciął.Powstrzymuje łzy,ale niestety zaczęły spływać mi po policzkach
-No widzisz sam sobie odpowiedziałeś Kendall
-Tylko,że to ona pierwsza mnie pocałowała
Spojrzałam na niego.Kendall miał spuszczoną głowę.Wstałam i podałam mu rękę
-Idziesz czy będziesz tutaj siedział do końca?
-Ale gdzie idziemy?
-Się napić
Nalałam sobie drinka.Wiem,że nie powinnam,ale raz kozi śmierć.Po pół godzinie byłam już troszkę wstawiona.Kończyłam drinka,gdy obok mnie pojawił się Kendall
-Lucy daj mi to
-Kendall jesteśmy na imprezie.Baw się
-Lucy do jasnej cholery ty jesteś pijana.Idziemy
-Ja się stąd nie ruszam
-Idziemy
Kendall wziął mnie na ręce.Zaczęłam się śmiać sama nie wiem z czego.Weszliśmy do pokoju.Położył mnie na łóżku.Nagle moje powieki stały się ciężkie.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
piątek, 11 września 2015
Akcje związanie z sprowadzeniem Heffron Drive do Polski
Witajcie tak jak mówiłam przedstawię Wam to co się stało przez najbliższe miesiące
Na początku Kendall zauważył Polskę.Tak dobrze czytacie zauważył Nas a jego post na Facebooko,którego napisał na oficjalnej Polskiej stronie o Heffron Drive brzmiał tak
,,Cześć Polsko.Widzę Was.Dziękuję za wsparcie.Zamierzam Was wkrótce odwiedzić''.Przetłumaczyłam z Angielskiego na Polski a tak naprawdę to napisał tak
Gdy to zobaczyłam momentalnie na mojej buzi pojawił się wielki uśmiech.No i dlatego postanowiłam podzielić się tą wiadomością z Wami w poście bodajże z lipca.Okej następnie na tweeterze pojawiła się akcja zrobienia filmiku dla Kendalla.Trzeba było pisać Angielskie posty z hastagiem #HeffronDriveComeToPoland,oraz trzeba było wysyłać swoje zdjęcia z napisem na kartce np:Polands needs Heffron Drive.No i stego wszystkiego powstał filmik,który został wysłany do Kendalla
https://m.youtube.com/watch?v=cFJbDbPWGHc
No i zdarzył się znowu kolejny cud.Kendall zauważył Nasz filmik,którego udostępnił na swoim facebooko
No i następnie Kendall napisał,abyśmy przedstawili mu co zrobiliśmy przez te lata dla Big Time Rush oraz Heffron Drive.Musieliśmy dać Adminom na stronie Heffron Drive Poland swoje propozycje.Mogły być to zloty,które odbyły się w nie manym,filmiki,zdjęcia.Co kol wiek,ale,żeby odnosiło się do BTR oraz HD
Kolejnym newsem było to,że Kendall znowu opublikował na swoim facebooko wywiad,który przeprowadził pan Marek.Kto śledzi jego bloga ten wie.Panu Markowi dziękujemy za tak wspaniały wywiad,a Kendall znowu pokazuje,że o Nas pamięta
Kolejnym i ostatnim kilka dni temu Heffron Drive Poland ogłosili to,że Heffron Drive Fans proszą Nas o pomoc,ponieważ chcą zrobić filmik dla Kendalla i Dustina z okazji 1 rocznicy wydania Happy Mistakes.Trzeba było zrobić pomysłowy plakat i napisać swoją ulubioną piosenkę wraz z hastagiem,który pojawi się zaraz na zdjęciu,ale niestety już nie można wysyłać zdjęć
I teraz sami zobaczcie,że warto w takie rzeczy się angażować ponieważ dzięki temu Kendall Nas zauważył i teraz jest wielka szansa na to,że zobaczymy swojego idola w Polsce.Dlatego teraz proszę Was jak jeszcze jakaś akcja się pojawi,to angażujcie się,bo naprawdę warta.Kendallowych snów
Na początku Kendall zauważył Polskę.Tak dobrze czytacie zauważył Nas a jego post na Facebooko,którego napisał na oficjalnej Polskiej stronie o Heffron Drive brzmiał tak
,,Cześć Polsko.Widzę Was.Dziękuję za wsparcie.Zamierzam Was wkrótce odwiedzić''.Przetłumaczyłam z Angielskiego na Polski a tak naprawdę to napisał tak
Gdy to zobaczyłam momentalnie na mojej buzi pojawił się wielki uśmiech.No i dlatego postanowiłam podzielić się tą wiadomością z Wami w poście bodajże z lipca.Okej następnie na tweeterze pojawiła się akcja zrobienia filmiku dla Kendalla.Trzeba było pisać Angielskie posty z hastagiem #HeffronDriveComeToPoland,oraz trzeba było wysyłać swoje zdjęcia z napisem na kartce np:Polands needs Heffron Drive.No i stego wszystkiego powstał filmik,który został wysłany do Kendalla
https://m.youtube.com/watch?v=cFJbDbPWGHc
No i zdarzył się znowu kolejny cud.Kendall zauważył Nasz filmik,którego udostępnił na swoim facebooko
No i następnie Kendall napisał,abyśmy przedstawili mu co zrobiliśmy przez te lata dla Big Time Rush oraz Heffron Drive.Musieliśmy dać Adminom na stronie Heffron Drive Poland swoje propozycje.Mogły być to zloty,które odbyły się w nie manym,filmiki,zdjęcia.Co kol wiek,ale,żeby odnosiło się do BTR oraz HD
Kolejnym newsem było to,że Kendall znowu opublikował na swoim facebooko wywiad,który przeprowadził pan Marek.Kto śledzi jego bloga ten wie.Panu Markowi dziękujemy za tak wspaniały wywiad,a Kendall znowu pokazuje,że o Nas pamięta
Kolejnym i ostatnim kilka dni temu Heffron Drive Poland ogłosili to,że Heffron Drive Fans proszą Nas o pomoc,ponieważ chcą zrobić filmik dla Kendalla i Dustina z okazji 1 rocznicy wydania Happy Mistakes.Trzeba było zrobić pomysłowy plakat i napisać swoją ulubioną piosenkę wraz z hastagiem,który pojawi się zaraz na zdjęciu,ale niestety już nie można wysyłać zdjęć
I teraz sami zobaczcie,że warto w takie rzeczy się angażować ponieważ dzięki temu Kendall Nas zauważył i teraz jest wielka szansa na to,że zobaczymy swojego idola w Polsce.Dlatego teraz proszę Was jak jeszcze jakaś akcja się pojawi,to angażujcie się,bo naprawdę warta.Kendallowych snów
czwartek, 10 września 2015
Witajcie chciałam mam powiedzieć,że dziękuje za tyle wyświetleń i w ogóle za czytanie,bo szczerze mówiąc bez Was by ten blog nie istniał.Ten blog powstał trzy miesiące temu na początku lipca,a ile ma wyświetleń?,prawie 900.Jestem z Was ogromnie dumna i zadowolona,że chociaż ktoś na Niego wchodzi no i komentuje.Wiem,że zaczęła się szkoła i tak dalej,ale spoko rozdziały będą się pojawiać w wolnej chwili,ponieważ niestety,ale muszę pomału przygotowywać się do testów gimnazjalnych.Strasznie się tego boje,ale to nic.Więc jeszcze raz dziękuję i no co czas życzyć Kendallowych snów oraz miłego dnia jutro w szkole.Pod wieczór dam rozdział:-).Mam nadzieję,że angażujecie się we wszystko co pisałam w poprzednich postach.Jeżeli ktoś jeszcze się nie zaangażował,albo nie wie o co chodzi,to ja jutro napisze wszystko po kolei zaczynając od tego jak Kendall napisał że chce Nas odwiedzić,a skończywszy na tym co się przez ten czas działo.To jeszcze raz Kendallowych miśki:-) :-) :-)
środa, 9 września 2015
Okup
Rozdział 39
Rano poszłam do banku.Wypłaciłam tysiąc złotych.Wróciłam do hotelu.Po drodze spotkałam Angelę
-Hej gdzie tak pędzisz?
-Hej,nie mogę za bardzo rozmawiać ponieważ muszę te pieniądze włożyć do walizki
-No,a po co?
-Muszę zapłacić okup za Kendalla
-Jezu,a co się stało?
-Porwali go wczoraj na misji
-Ja pierdziele mam iść z tobą?
-Nie muszę to zrobić sama
-No to do później
Odeszłam stamtąd.Włożyłam kasę do walizki.O godzinie drugiej zaczęłam się pomału szykować.Wyszłam z pokoju.Skierowałam się w stronę parku.Dochodziła piętnasta.Zobaczyłam,że się zjawili.Podeszłam do nich.Rzuciłam mu walizkę pod nogi
-Zostaw Kendalla
-Grzeczna jesteś.Masz tu swojego lalusia
Przytuliłam Kendalla jak najmocniej.Chwyciliśmy się za ręce.Splotłam nasze palce.Wróciliśmy do hotelu
-Kendall co on Ci robił?
-Nic,a co miał mi robić?
Położyłam dłoń na jego ramieniu.Syknął
-Auć
-Aha jak dojdziemy do pokoju ściągasz bluzkę
-Lucy
-Kendall powiedziałam już coś
Weszliśmy do pokoju.Kendall ściągnął bluzkę.Zobaczyłam,że ma na ciele siniaki
-Czy on Cię bił?
-Nie
-Kendall powiedz prawdę
-Dobra,parę razy mnie uderzył
-Nie można było tak od razu?
-Mogę już założyć tą bluzkę?
-Tak
Usiadłam na kanapie.Postanowiłam,że jak jeszcze kiedyś zobaczę tego gościa to mu zadam ten sam ból,co on Kendallowi.No sory tak nie może być.Kurde,ale się narobiło.Myślałam,że Palm Woods zapewni mi bezpieczeństwo,ale mi nie zapewniło.To znaczy po części,a tą drugą część wypełniają kłopoty.No ile jeszcze mogę wytrzymać.Poczułam na sobie oddech Kendalla.Od razu zapomniałam o wszystkim.Teraz liczy się Kendall.Przytuliłam go
-Kocham Cię Lucy
-Ja Ciebie też
Kendall położył mnie na kanapie.W ten do pokoju wparowała moja mama
-Lucy idziemy na zakupy
-A po co?
-Trzeba Ci książki kupić
-A co z tymi innymi rzeczami?
-Też Ci kupiec
-Dobra pójdę,ale Kendall idzie z nami
-Trzeba kupić coś Carlosowi
-O kurde przecież dzisiaj są urodziny Carlosa.Jak ja mogłam zapomnieć
-No to ruszamy
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do galerii.Po drodze spotkaliśmy Logana.Pociągnęłam go za rękę
-Idziesz z nami
-Gdzie?
-Urodziny Carlosa
-A no właśnie nie wiesz jak tam Sydney?
-Od wczoraj go nie widziałam
-Aha
-Hej,o jakim psie mówicie?
-No bo my złożyliśmy się i kupiliśmy mu szczeniaka
-I ja o tym nic nie wiem?
Spojrzałam się na Kendalla błagalnym wzrokiem.Czy on musi być taki ciekawski?.Z kim ja chodzę.Wywróciłam znacząco oczami.Weszliśmy do galerii.Chciałam wejść do ciucholandi,ale moja mama przywołała mnie do porządku
-Nie przyszliśmy tutaj pooglądać ubrań,tylko po książki
-No,ale mamo
-Kochanie twoja mama ma racje
-Ty też?.Jezu dobra kupmy te zasrane książki
-Lucy!
Weszliśmy do księgarni.Kupiliśmy wszystkie potrzebne książki.Poszliśmy do papierniczego
-A wy zostaniecie tutaj(mojej mamie chodziło o mnie i o Kendzia)
-No to teraz możemy dokończyć to co zaczęliśmy w hotelu
Kendall podszedł do mnie.Spojrzał mi prosto w oczy.Musnął delikatnie moje usta.Odwzajemniłam to.Oparł swoje czoło o moje
-Co kupujemy Carlosowi?
-No nie wiem,może by tak coś z ubioru?
-Ty to naprawdę masz fioła na punkcie ciuchów
-A ty na vansach
Wyszczerzyłam się do niego.Kendall spojrzał się na mnie znacząco.W tej samej chwili ze sklepu wyszła moja mama i Logan
-No to teraz trzeba coś Carlosowi kupić
-Idziemy do New Yorkera
-Po co?
-Chcemy mu kupić ciuchy
Moja mama nic nie powiedziała.Było mi to na rękę.Weszliśmy do wspomnianego przeze mnie sklepu.Od razu zatraciłam się w przeglądaniu ciuchów.Wybrałam dla Carlosa czarne rurki i czarną bluzkę z napisem frazy.Zapłaciłam za to wszystko.Wszyscy byli już na zewnątrz
-Carlito wysłał mi wiadomość,że wieczorem robi imprezę z Angelą idziemy?
-No pewnie
-To teraz do hotelu
Rano poszłam do banku.Wypłaciłam tysiąc złotych.Wróciłam do hotelu.Po drodze spotkałam Angelę
-Hej gdzie tak pędzisz?
-Hej,nie mogę za bardzo rozmawiać ponieważ muszę te pieniądze włożyć do walizki
-No,a po co?
-Muszę zapłacić okup za Kendalla
-Jezu,a co się stało?
-Porwali go wczoraj na misji
-Ja pierdziele mam iść z tobą?
-Nie muszę to zrobić sama
-No to do później
Odeszłam stamtąd.Włożyłam kasę do walizki.O godzinie drugiej zaczęłam się pomału szykować.Wyszłam z pokoju.Skierowałam się w stronę parku.Dochodziła piętnasta.Zobaczyłam,że się zjawili.Podeszłam do nich.Rzuciłam mu walizkę pod nogi
-Zostaw Kendalla
-Grzeczna jesteś.Masz tu swojego lalusia
Przytuliłam Kendalla jak najmocniej.Chwyciliśmy się za ręce.Splotłam nasze palce.Wróciliśmy do hotelu
-Kendall co on Ci robił?
-Nic,a co miał mi robić?
Położyłam dłoń na jego ramieniu.Syknął
-Auć
-Aha jak dojdziemy do pokoju ściągasz bluzkę
-Lucy
-Kendall powiedziałam już coś
Weszliśmy do pokoju.Kendall ściągnął bluzkę.Zobaczyłam,że ma na ciele siniaki
-Czy on Cię bił?
-Nie
-Kendall powiedz prawdę
-Dobra,parę razy mnie uderzył
-Nie można było tak od razu?
-Mogę już założyć tą bluzkę?
-Tak
Usiadłam na kanapie.Postanowiłam,że jak jeszcze kiedyś zobaczę tego gościa to mu zadam ten sam ból,co on Kendallowi.No sory tak nie może być.Kurde,ale się narobiło.Myślałam,że Palm Woods zapewni mi bezpieczeństwo,ale mi nie zapewniło.To znaczy po części,a tą drugą część wypełniają kłopoty.No ile jeszcze mogę wytrzymać.Poczułam na sobie oddech Kendalla.Od razu zapomniałam o wszystkim.Teraz liczy się Kendall.Przytuliłam go
-Kocham Cię Lucy
-Ja Ciebie też
Kendall położył mnie na kanapie.W ten do pokoju wparowała moja mama
-Lucy idziemy na zakupy
-A po co?
-Trzeba Ci książki kupić
-A co z tymi innymi rzeczami?
-Też Ci kupiec
-Dobra pójdę,ale Kendall idzie z nami
-Trzeba kupić coś Carlosowi
-O kurde przecież dzisiaj są urodziny Carlosa.Jak ja mogłam zapomnieć
-No to ruszamy
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do galerii.Po drodze spotkaliśmy Logana.Pociągnęłam go za rękę
-Idziesz z nami
-Gdzie?
-Urodziny Carlosa
-A no właśnie nie wiesz jak tam Sydney?
-Od wczoraj go nie widziałam
-Aha
-Hej,o jakim psie mówicie?
-No bo my złożyliśmy się i kupiliśmy mu szczeniaka
-I ja o tym nic nie wiem?
Spojrzałam się na Kendalla błagalnym wzrokiem.Czy on musi być taki ciekawski?.Z kim ja chodzę.Wywróciłam znacząco oczami.Weszliśmy do galerii.Chciałam wejść do ciucholandi,ale moja mama przywołała mnie do porządku
-Nie przyszliśmy tutaj pooglądać ubrań,tylko po książki
-No,ale mamo
-Kochanie twoja mama ma racje
-Ty też?.Jezu dobra kupmy te zasrane książki
-Lucy!
Weszliśmy do księgarni.Kupiliśmy wszystkie potrzebne książki.Poszliśmy do papierniczego
-A wy zostaniecie tutaj(mojej mamie chodziło o mnie i o Kendzia)
-No to teraz możemy dokończyć to co zaczęliśmy w hotelu
Kendall podszedł do mnie.Spojrzał mi prosto w oczy.Musnął delikatnie moje usta.Odwzajemniłam to.Oparł swoje czoło o moje
-Co kupujemy Carlosowi?
-No nie wiem,może by tak coś z ubioru?
-Ty to naprawdę masz fioła na punkcie ciuchów
-A ty na vansach
Wyszczerzyłam się do niego.Kendall spojrzał się na mnie znacząco.W tej samej chwili ze sklepu wyszła moja mama i Logan
-No to teraz trzeba coś Carlosowi kupić
-Idziemy do New Yorkera
-Po co?
-Chcemy mu kupić ciuchy
Moja mama nic nie powiedziała.Było mi to na rękę.Weszliśmy do wspomnianego przeze mnie sklepu.Od razu zatraciłam się w przeglądaniu ciuchów.Wybrałam dla Carlosa czarne rurki i czarną bluzkę z napisem frazy.Zapłaciłam za to wszystko.Wszyscy byli już na zewnątrz
-Carlito wysłał mi wiadomość,że wieczorem robi imprezę z Angelą idziemy?
-No pewnie
-To teraz do hotelu
wtorek, 8 września 2015
Miłość pokona wszystko
Imagin dedykowany Sabinie Martuś.Mam nadzieję,że się podoba
Już od dwóch godzin siedzę na szpitalnym korytarzu.Oczy mam spuchnięte od nadmiaru łez,które z każdą chwilą wypływają na nowo.Moje serce jest rozdarte.Przez te dwie cholerne godziny nie dowiedziałam się niczego o stanie Kendalla.Ciągle czekam na jakie kol wiek wieści,ale słyszę,że nie mam się martwić.Jak do cholery nie mam się martwić,jak mój chłopak w każdej chwili może umrzeć.Ta myśl zaprząta mi głowę już od jakiegoś czasu.Próbuję wyrzucić ją z moich myśli,ale za nic w świecie nie mogę.W pewnej chwili dostrzegłam lekarza.Wstałam z miejsca i jak najszybciej podeszłam do Niego
-Powie mi pan wreszcie co z moim chłopakiem?
-Jest pani kimś z rodziny?
-Tak,jestem jego narzeczoną-Musiałam skłamać,bo inaczej bym się niczego nie dowiedziała
-To zaprasza za mną-Poszłam za lekarzem do jakiegoś pokoju.Zamknęłam drzwi i podeszłam do biurka
-Proszę usiąść
-Nie panie doktorze,od dwóch godzin siedzę na krześle i oczekuje wiadomości co z Kendallem,ale jakoś się nie doczekałam
-Panno Sabino zrobiliśmy podstawowe badania,i nic na razie nie wykazało,będziemy zatem szukać dalej,a na razie proszę być w dobrej myśli-Lekarz się do mnie uśmiechnął
-A mogę go chociaż zobaczyć?
-Tak oczywiście,na razie pani chłopak jest nie przytomny,ale proszę do Niego mówić,a na pewno panią usłyszy-Wyszłam z sali i poszłam do Kendalla.Założyłam szpitalny kitel i nie pewnym krokiem weszłam do sali gdzie leżał Kendall.Był przypięty do różnych urządzeń.Podeszłam do jego łóżka i chwyciłam jego rękę.Grzywka opadała mu na oczy.Wyglądał przecudownie.W tej samej chwili przypomniało mi się zdarzenie dzięki któremu znowu poczułam słone łzy na swoich policzkach
To było jakiś miesiąc temu.Obudziły mnie promienie słoneczne.Przewróciłam się na drugi bok.Nagle poczułam jak ktoś złożył na moich ustach pocałunek.Uśmiechnęłam się,bo już wiedziałam kto to
-Witam moją księżniczkę-Otworzyłam oczy i od razu mój wzrok spotkał się z oczami,które powodowały u mnie uśmiech każdego ranka
-Która godzina?-Przetarłam swoje zaspane oczy
-Dochodzi siódma czas wstawać
-Nie chcę mi się,chcę leżeć i to w dodatku z tobą-Kendall uśmiechnął się promiennie,a w jego policzkach ukazały się dołeczki.Mogłabym tak na Niego patrzeć godzinami
-Jak nie wstaniesz to czeka Cię kara
-Oj,ale się boję-Kendall odepchnął od siebie kołdrę,po czym zaczął mnie łaskotać.Nie mogłam już dłużej wytrzymać
-Kendall już wstaję-Mówiłam dusząc się ze śmiechu
-Na pewno?
-Tak,tylko przestań mnie łaskotać-Kendall usiadł obok mnie.Odetchnęłam z ulgą.Podniosłam się do pozycji siedzącej
-To co zrobisz śniadanko?-Kendall zrobił oczy psiaka.Zachichotałam
-Tobie to tylko jedzenie w głowie
Wstałam i ruszyłam do kuchni w celu zrobienia śniadania.Wyjęłam z szafki dwa kubki.Nalałam do czajnika wody i położyłam na gazie.Kiedy woda się gotowała ja zabrałam się za robienie kanapek.Posmarowałam chleb masłem,po czym położyłam sałatkę,pomidora i szynkę.Gdy kanapki były gotowe,wlałam wodę i zamieszałam herbatę.Z wszystkim udałam się do salonu
-No to smacznego-Położyłam talerz na stoliku
-Dziękuję i nawzajem-Po śniadaniu oglądaliśmy telewizję,leciały akurat reklamy
-Wiesz co Sabino?
-Co?-Spojrzałam się w jego tęczówki
-Kocham Cię
-Ja Ciebie jeszcze bardziej
Pocałowaliśmy się.Do końca dnia cieszyliśmy się sobą
Otarłam łzy,po czym usiadłam na krześle,który znajdował się przy jego łóżku.Zaczęłam bawić się jego palcami.Przypominały mi się słowa lekarza ,,Proszę do Niego mówić,a na pewno panią usłyszy''.Wzięłam głęboki w dech
-Kendall wiem,że mnie słyszysz,dlatego proszę Cię ocknij się.Nie karz mi więcej cierpieć-Przytuliłam się do jego ręki.Nagle poczułam,że ściska delikatnie moją dłoń.Spojrzałam się na Niego z niedowierzaniem.Kendall powoli otworzył oczy.Pobiegłam po lekarza.Kazali czekać mi znowu na poczekalni.Jestem taka szczęśliwa,ale jedno mnie martwi,co zdarzyło się w zakładzie mechanicznym.Rano Kendall oznajmił mi,że gdzieś wychodzi.Po kilku godzinach zadzwonili do mnie ze szpitala.No i jestem.W ten dostrzegłam lekarza
-Może pani wejść
-Dziękuję doktorze-Weszłam do sali.Kendall spojrzał się w moją stronę.Uśmiechnął się lekko
-Sabino-Położyłam mu palec na ustach
-Odpoczywaj-Kendall przymknął oczy.Zaczęłam głaskać go po policzku.Kendall zasnął.Postanowiłam pojechać do domu.Jutro do Niego przyjadę
Zjadłam śniadanie i pojechałam do szpitala.Po drodze kupiłam mu sok,owoce.Weszłam do sali.Kendall leżał na boku.Zakupy położyłam na stoliczku nocnym
-Kendall przyjechałam
-Był u Ciebie?-Usiadłam na brzegu łóżka
-Kto?
-No,facet od długów-Kendall był przerażony.Przestraszyłam się
-Powoli,jaki facet od długów?
-No bo ja narobiłem wielkich długów.Wczoraj spotkałem się z Nim w tym zakładzie.No i wylądowałem tutaj-Kendall schował twarz w dłoniach.Przytuliłam go
-Spokojnie,ile masz tych długów?
-Oj strasznie dużo.Podniosłam wzrok.W drzwiach stał tęgi mężczyzna.Kendall jeszcze bardziej się we mnie wtulił
-To właśnie on mnie pobił,za to,że nie oddałem mu kasy na czas-Mężczyzna podszedł do łóżka.Wystraszyłam się
-To teraz oddasz mi to czego mi nie dałeś-Kendall złapał moją dłoń
-On nie ma tej kasy
-Gówno mnie to obchodzi,ma mieć i koniec
-Ale nie rozumiesz,że on Ci w trybie natychmiastowym nie weźmie tej kasy,bo jej nie ma
-Słuchaj no laluniu,bądź taka dobra i zamknij swoją twarz choć na chwilę-Mężczyzna podszedł do mnie i pogroził mi palcem.Spojrzałam się na jego bluzkę.Miał plakietkę z imieniem.A nazywał się Dawid
-A co jeśli nie zamknę?-Podniosłam znacząco brwi
-Wtedy będę musiał coś innego zrobić-Kendall spojrzał się na Nas przerażonym wzrokiem
-Ale się boję-Nagle poczułam solny ból na prawym policzku.Zatoczyłam się,ale nie upadłam.Łzy pojawiły się w moich oczach.Złapałam się za bolący policzek
-I co żeś durniu zrobił?-Kendall prawie krzyknął
-Zamknij się,teraz czas na Ciebie
-Pomocy!-Krzyknęłam na całe gardło.Już po chwili w sali pojawili się lekarze
-Co tu się dzieje?
-Panie doktorze przyszedłem odwiedzić swojego brata,a ta dziewczyna zaczęła krzyczeć
-Nie prawda,niech panowie mu nie wierzą.On mnie uderzył,a potem chciał zrobić coś Kendallowi-Lekarz podszedł do łóżka Kendalla
-Panie Kendallu proszę powiedzieć jak było
-Moja dziewczyna mówi prawdę-Ulżyło mi trochę,że nie muszę robić z siebie idiotki
-Wyjdzie pan z nami,czy mam wezwać ochronę?-Dawid obrzucił Nas złowrogim spojrzeniem
-Nie daruje Wam tego-I znowu w sali zostałam ja i Kendall
-Sabina przytul mnie-Spełniłam jego prośbę.Zaczęłam głaskać go po policzku
-Kocham Cię Sabino-Uśmiechnęłam się
-Ja Ciebie też kocham Kendall-Poczułam,że jego oddech staje się inny.Położyłam go na poduszce.Kendall zasnął
-I co gotowa?-Kendall stanął w drzwiach,trzymając moją walizkę
-Jasne,wezmę tylko klucze i możemy jechać
Zeszliśmy po schodach na dół.Zgarnęłam po drodze klucze,które znajdowały się na szafce
-To co ruszamy na Figi?-Zapytałam się zamykając dom na klucz
-No przecież,że tak-Włożyliśmy bagaże do samochodu i ruszyliśmy.Na miejscu byliśmy kilka godzin później
-To gdzie teraz?
-Do pięciogwiazdkowego hotelu-Zatrzymałam się w miejscu
-Że co?,wykupiłeś pięciogwiazdkowy hotel?
-Tak i to specjalnie dla Nas-Pocałowałam go w usta.Kendall obrócił mnie wokół własnej osi
-Jesteś cudowny,wyszedłeś ze szpitala,jesteśmy na Figi,tylko ty i ja.Czyżby wszystko zaczynało się od nowa?
-Tak,w Naszym życiu rozpoczyna się nowy rozdział,a tamten już jest dawno zamknięty
-Och Kendall nie wiem co by było gdybym Cię nie poznała
-Hm..,pomyślmy i tak byś mnie poznała-Zdziwiłam się
-Jak to?
-Bo ja bym na Ciebie czekał,aż do usranej śmierci
-Kocham Cię Kendall
-A ja Ciebie jeszcze bardziej Sabino Schmidt
-Słucham?-Kendall wydobył z kieszeni czerwone pudełeczko i uklęknął na jedno kolano
-Czekałem na tą chwilę całe życie i w końcu mogę to zrobić.Sabino moja miłość do Ciebie nie ma początku ani końca.Nie umiem jej wyrazić za pomocą słów,dlatego zrobię to inaczej.Czy zrobisz ze mnie najszczęśliwszego faceta na ziemi i zostaniesz moją panią Schmidt?-Kendall otworzył pudełeczko.Moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek z brylantem w środku.Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy
-Tak zostanę twoją panią Schmidt-Kendall wstał i założył mi pierścionek na palec.Pocałowałam go jak najczulej w usta
-Mam nadzieję,że wytrzymasz ze mną do końca życia
-Na pewno tak będzie,obiecuje Ci to
I tak o to zakończyła się historia dwóch ludzi,którzy po mimo trudności w swoim życiu,potrafili zawalczyć o swoją miłość
Już od dwóch godzin siedzę na szpitalnym korytarzu.Oczy mam spuchnięte od nadmiaru łez,które z każdą chwilą wypływają na nowo.Moje serce jest rozdarte.Przez te dwie cholerne godziny nie dowiedziałam się niczego o stanie Kendalla.Ciągle czekam na jakie kol wiek wieści,ale słyszę,że nie mam się martwić.Jak do cholery nie mam się martwić,jak mój chłopak w każdej chwili może umrzeć.Ta myśl zaprząta mi głowę już od jakiegoś czasu.Próbuję wyrzucić ją z moich myśli,ale za nic w świecie nie mogę.W pewnej chwili dostrzegłam lekarza.Wstałam z miejsca i jak najszybciej podeszłam do Niego
-Powie mi pan wreszcie co z moim chłopakiem?
-Jest pani kimś z rodziny?
-Tak,jestem jego narzeczoną-Musiałam skłamać,bo inaczej bym się niczego nie dowiedziała
-To zaprasza za mną-Poszłam za lekarzem do jakiegoś pokoju.Zamknęłam drzwi i podeszłam do biurka
-Proszę usiąść
-Nie panie doktorze,od dwóch godzin siedzę na krześle i oczekuje wiadomości co z Kendallem,ale jakoś się nie doczekałam
-Panno Sabino zrobiliśmy podstawowe badania,i nic na razie nie wykazało,będziemy zatem szukać dalej,a na razie proszę być w dobrej myśli-Lekarz się do mnie uśmiechnął
-A mogę go chociaż zobaczyć?
-Tak oczywiście,na razie pani chłopak jest nie przytomny,ale proszę do Niego mówić,a na pewno panią usłyszy-Wyszłam z sali i poszłam do Kendalla.Założyłam szpitalny kitel i nie pewnym krokiem weszłam do sali gdzie leżał Kendall.Był przypięty do różnych urządzeń.Podeszłam do jego łóżka i chwyciłam jego rękę.Grzywka opadała mu na oczy.Wyglądał przecudownie.W tej samej chwili przypomniało mi się zdarzenie dzięki któremu znowu poczułam słone łzy na swoich policzkach
To było jakiś miesiąc temu.Obudziły mnie promienie słoneczne.Przewróciłam się na drugi bok.Nagle poczułam jak ktoś złożył na moich ustach pocałunek.Uśmiechnęłam się,bo już wiedziałam kto to
-Witam moją księżniczkę-Otworzyłam oczy i od razu mój wzrok spotkał się z oczami,które powodowały u mnie uśmiech każdego ranka
-Która godzina?-Przetarłam swoje zaspane oczy
-Dochodzi siódma czas wstawać
-Nie chcę mi się,chcę leżeć i to w dodatku z tobą-Kendall uśmiechnął się promiennie,a w jego policzkach ukazały się dołeczki.Mogłabym tak na Niego patrzeć godzinami
-Jak nie wstaniesz to czeka Cię kara
-Oj,ale się boję-Kendall odepchnął od siebie kołdrę,po czym zaczął mnie łaskotać.Nie mogłam już dłużej wytrzymać
-Kendall już wstaję-Mówiłam dusząc się ze śmiechu
-Na pewno?
-Tak,tylko przestań mnie łaskotać-Kendall usiadł obok mnie.Odetchnęłam z ulgą.Podniosłam się do pozycji siedzącej
-To co zrobisz śniadanko?-Kendall zrobił oczy psiaka.Zachichotałam
-Tobie to tylko jedzenie w głowie
Wstałam i ruszyłam do kuchni w celu zrobienia śniadania.Wyjęłam z szafki dwa kubki.Nalałam do czajnika wody i położyłam na gazie.Kiedy woda się gotowała ja zabrałam się za robienie kanapek.Posmarowałam chleb masłem,po czym położyłam sałatkę,pomidora i szynkę.Gdy kanapki były gotowe,wlałam wodę i zamieszałam herbatę.Z wszystkim udałam się do salonu
-No to smacznego-Położyłam talerz na stoliku
-Dziękuję i nawzajem-Po śniadaniu oglądaliśmy telewizję,leciały akurat reklamy
-Wiesz co Sabino?
-Co?-Spojrzałam się w jego tęczówki
-Kocham Cię
-Ja Ciebie jeszcze bardziej
Pocałowaliśmy się.Do końca dnia cieszyliśmy się sobą
Otarłam łzy,po czym usiadłam na krześle,który znajdował się przy jego łóżku.Zaczęłam bawić się jego palcami.Przypominały mi się słowa lekarza ,,Proszę do Niego mówić,a na pewno panią usłyszy''.Wzięłam głęboki w dech
-Kendall wiem,że mnie słyszysz,dlatego proszę Cię ocknij się.Nie karz mi więcej cierpieć-Przytuliłam się do jego ręki.Nagle poczułam,że ściska delikatnie moją dłoń.Spojrzałam się na Niego z niedowierzaniem.Kendall powoli otworzył oczy.Pobiegłam po lekarza.Kazali czekać mi znowu na poczekalni.Jestem taka szczęśliwa,ale jedno mnie martwi,co zdarzyło się w zakładzie mechanicznym.Rano Kendall oznajmił mi,że gdzieś wychodzi.Po kilku godzinach zadzwonili do mnie ze szpitala.No i jestem.W ten dostrzegłam lekarza
-Może pani wejść
-Dziękuję doktorze-Weszłam do sali.Kendall spojrzał się w moją stronę.Uśmiechnął się lekko
-Sabino-Położyłam mu palec na ustach
-Odpoczywaj-Kendall przymknął oczy.Zaczęłam głaskać go po policzku.Kendall zasnął.Postanowiłam pojechać do domu.Jutro do Niego przyjadę
Zjadłam śniadanie i pojechałam do szpitala.Po drodze kupiłam mu sok,owoce.Weszłam do sali.Kendall leżał na boku.Zakupy położyłam na stoliczku nocnym
-Kendall przyjechałam
-Był u Ciebie?-Usiadłam na brzegu łóżka
-Kto?
-No,facet od długów-Kendall był przerażony.Przestraszyłam się
-Powoli,jaki facet od długów?
-No bo ja narobiłem wielkich długów.Wczoraj spotkałem się z Nim w tym zakładzie.No i wylądowałem tutaj-Kendall schował twarz w dłoniach.Przytuliłam go
-Spokojnie,ile masz tych długów?
-Oj strasznie dużo.Podniosłam wzrok.W drzwiach stał tęgi mężczyzna.Kendall jeszcze bardziej się we mnie wtulił
-To właśnie on mnie pobił,za to,że nie oddałem mu kasy na czas-Mężczyzna podszedł do łóżka.Wystraszyłam się
-To teraz oddasz mi to czego mi nie dałeś-Kendall złapał moją dłoń
-On nie ma tej kasy
-Gówno mnie to obchodzi,ma mieć i koniec
-Ale nie rozumiesz,że on Ci w trybie natychmiastowym nie weźmie tej kasy,bo jej nie ma
-Słuchaj no laluniu,bądź taka dobra i zamknij swoją twarz choć na chwilę-Mężczyzna podszedł do mnie i pogroził mi palcem.Spojrzałam się na jego bluzkę.Miał plakietkę z imieniem.A nazywał się Dawid
-A co jeśli nie zamknę?-Podniosłam znacząco brwi
-Wtedy będę musiał coś innego zrobić-Kendall spojrzał się na Nas przerażonym wzrokiem
-Ale się boję-Nagle poczułam solny ból na prawym policzku.Zatoczyłam się,ale nie upadłam.Łzy pojawiły się w moich oczach.Złapałam się za bolący policzek
-I co żeś durniu zrobił?-Kendall prawie krzyknął
-Zamknij się,teraz czas na Ciebie
-Pomocy!-Krzyknęłam na całe gardło.Już po chwili w sali pojawili się lekarze
-Co tu się dzieje?
-Panie doktorze przyszedłem odwiedzić swojego brata,a ta dziewczyna zaczęła krzyczeć
-Nie prawda,niech panowie mu nie wierzą.On mnie uderzył,a potem chciał zrobić coś Kendallowi-Lekarz podszedł do łóżka Kendalla
-Panie Kendallu proszę powiedzieć jak było
-Moja dziewczyna mówi prawdę-Ulżyło mi trochę,że nie muszę robić z siebie idiotki
-Wyjdzie pan z nami,czy mam wezwać ochronę?-Dawid obrzucił Nas złowrogim spojrzeniem
-Nie daruje Wam tego-I znowu w sali zostałam ja i Kendall
-Sabina przytul mnie-Spełniłam jego prośbę.Zaczęłam głaskać go po policzku
-Kocham Cię Sabino-Uśmiechnęłam się
-Ja Ciebie też kocham Kendall-Poczułam,że jego oddech staje się inny.Położyłam go na poduszce.Kendall zasnął
-I co gotowa?-Kendall stanął w drzwiach,trzymając moją walizkę
-Jasne,wezmę tylko klucze i możemy jechać
Zeszliśmy po schodach na dół.Zgarnęłam po drodze klucze,które znajdowały się na szafce
-To co ruszamy na Figi?-Zapytałam się zamykając dom na klucz
-No przecież,że tak-Włożyliśmy bagaże do samochodu i ruszyliśmy.Na miejscu byliśmy kilka godzin później
-To gdzie teraz?
-Do pięciogwiazdkowego hotelu-Zatrzymałam się w miejscu
-Że co?,wykupiłeś pięciogwiazdkowy hotel?
-Tak i to specjalnie dla Nas-Pocałowałam go w usta.Kendall obrócił mnie wokół własnej osi
-Jesteś cudowny,wyszedłeś ze szpitala,jesteśmy na Figi,tylko ty i ja.Czyżby wszystko zaczynało się od nowa?
-Tak,w Naszym życiu rozpoczyna się nowy rozdział,a tamten już jest dawno zamknięty
-Och Kendall nie wiem co by było gdybym Cię nie poznała
-Hm..,pomyślmy i tak byś mnie poznała-Zdziwiłam się
-Jak to?
-Bo ja bym na Ciebie czekał,aż do usranej śmierci
-Kocham Cię Kendall
-A ja Ciebie jeszcze bardziej Sabino Schmidt
-Słucham?-Kendall wydobył z kieszeni czerwone pudełeczko i uklęknął na jedno kolano
-Czekałem na tą chwilę całe życie i w końcu mogę to zrobić.Sabino moja miłość do Ciebie nie ma początku ani końca.Nie umiem jej wyrazić za pomocą słów,dlatego zrobię to inaczej.Czy zrobisz ze mnie najszczęśliwszego faceta na ziemi i zostaniesz moją panią Schmidt?-Kendall otworzył pudełeczko.Moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek z brylantem w środku.Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy
-Tak zostanę twoją panią Schmidt-Kendall wstał i założył mi pierścionek na palec.Pocałowałam go jak najczulej w usta
-Mam nadzieję,że wytrzymasz ze mną do końca życia
-Na pewno tak będzie,obiecuje Ci to
I tak o to zakończyła się historia dwóch ludzi,którzy po mimo trudności w swoim życiu,potrafili zawalczyć o swoją miłość
poniedziałek, 7 września 2015
Porwanie
Rozdział 38
Nie możemy nigdzie znaleźć Kendalla.Już od pół godziny go szukamy.Jesteśmy w jakiejś szopie.Przecież nie mógł od tak wyjść.Nie wiem,ale nie podoba mi się to.W pewnej chwili James się odezwał
-Ktoś go musiał porwać
Stanęłam jak wryta.Spojrzałam się na Jamesa
-Jak to porwać?
-To nie jest normalne,żeby ktoś zniknął bez słowa nie?.Musi być coś na rzeczy
-No,ale nie żeby akurat porwał
-Lucy widzisz go gdzieś?
Nagle zadzwonił mój telefon.Był to Kendall
-Zrób na głośno mówiący
-Halo?
-L....Lucy.N.....Nie.....Martw......Się.....O.....O mnie
-Kendall co tak przerywa?
-K......Kocham....C.....Cię
-Dobra wystarczy tego,daj to.Twój chłopak jest bezpieczny.Nic mu nie grozi do czasu.Jeżeli jutro nie dostaje tysiąca złotych,to ujrzysz swojego chłopaka martwego zrozumiałaś?
-Kim ty jesteś?
-Pamiętaj jutro godzina piętnasta,tysiąc złotych.Zostaw je przed wejściem do parku.Jeżeli tak zrobisz to dostaniesz blondaska,jeżeli nie to koniec
Nie znajomy się rozłączył.Zaczęłam płakać.Boże co ja Wam takiego kurde zrobiłam?.No co?.Logan objął mnie.Odepchnęłam go.Wybiegłam z tej szopy.Zaczęłam krzyczeć
-Lucy opanuj się
-Bujaj się.Powiedz mi lepiej co ja Wam takiego zrobiłam?
-Nam nic
-To dlaczego kłopoty ciągle mi się przytrafiają?
-Tobie?,chyba Kendallowi
-A co to za różnica?
-Wielka
-Wiecie co?,mam Was gdzieś.Dam mu te zasrane pieniądze,byle by zobaczyć Kendalla całego i zdrowego
-Lucy
-Wrócę tramwajem
Odeszłam stamtąd.Wsiadłam do tramwaju i wróciłam do Palm Woods
Nie możemy nigdzie znaleźć Kendalla.Już od pół godziny go szukamy.Jesteśmy w jakiejś szopie.Przecież nie mógł od tak wyjść.Nie wiem,ale nie podoba mi się to.W pewnej chwili James się odezwał
-Ktoś go musiał porwać
Stanęłam jak wryta.Spojrzałam się na Jamesa
-Jak to porwać?
-To nie jest normalne,żeby ktoś zniknął bez słowa nie?.Musi być coś na rzeczy
-No,ale nie żeby akurat porwał
-Lucy widzisz go gdzieś?
Nagle zadzwonił mój telefon.Był to Kendall
-Zrób na głośno mówiący
-Halo?
-L....Lucy.N.....Nie.....Martw......Się.....O.....O mnie
-Kendall co tak przerywa?
-K......Kocham....C.....Cię
-Dobra wystarczy tego,daj to.Twój chłopak jest bezpieczny.Nic mu nie grozi do czasu.Jeżeli jutro nie dostaje tysiąca złotych,to ujrzysz swojego chłopaka martwego zrozumiałaś?
-Kim ty jesteś?
-Pamiętaj jutro godzina piętnasta,tysiąc złotych.Zostaw je przed wejściem do parku.Jeżeli tak zrobisz to dostaniesz blondaska,jeżeli nie to koniec
Nie znajomy się rozłączył.Zaczęłam płakać.Boże co ja Wam takiego kurde zrobiłam?.No co?.Logan objął mnie.Odepchnęłam go.Wybiegłam z tej szopy.Zaczęłam krzyczeć
-Lucy opanuj się
-Bujaj się.Powiedz mi lepiej co ja Wam takiego zrobiłam?
-Nam nic
-To dlaczego kłopoty ciągle mi się przytrafiają?
-Tobie?,chyba Kendallowi
-A co to za różnica?
-Wielka
-Wiecie co?,mam Was gdzieś.Dam mu te zasrane pieniądze,byle by zobaczyć Kendalla całego i zdrowego
-Lucy
-Wrócę tramwajem
Odeszłam stamtąd.Wsiadłam do tramwaju i wróciłam do Palm Woods
niedziela, 6 września 2015
Mój Crush
Nie mam już po co żyć,w sumie to nigdy nie miałam.Moi rodzice najukochańsi rodzice osierocili swoją jedyną córeczkę,którą kochali nad życie,a ona ich.Tak,tak moi rodzice nie żyją.Zginęli w pożarze domu.Dowiedziałam się o tym od ich najlepszego przyjaciela.Byłam akurat u moich dziadków,a gdy wróciłam dowiedziałam się o tej tragedii.Moje życie legło w gruzach.Wszystkie moje rzeczy poszły z dymem.Mieszkam teraz u moich dziadków na wsi.Zamierzam się przeprowadzić do LA,ponieważ za dwa tygodnie kończę osiemnaście lat i nareszcie będę dorosłą osobą odpowiedzialną za swoje życie.Mam parę oszczędności,wystarczy mi na wstępną zapłatę za mieszkanie.Na szczęście tutaj nie jestem sama.Mam tu swojego crusha,którego kocham jak własnego brata,a nazywa się Kendall.Zawsze jak mam jakieś problemy,to do Niego idę i zawsze mi pomaga.Kocham go za to.W ten do mojego pokoju weszła babcia
-Samanto masz gościa-W drzwiach pojawił się mój crush.Uśmiechnęłam się na jego widok
-Cześć-Kendall rozłożył ręce,wtuliłam się w Niego jak najszybciej.
-Hej,jak dobrze,że przyszedłeś Kendall
-No wiesz,że ja zawsze przyjdę do swojej najlepszej przyjaciółki-Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej
-Kendall muszę Ci coś powiedzieć-Odsunęłam się zmuszając się przy tym do spojrzenia w jego oczy
No i przyszedł taki czas,że muszę mu powiedzieć o mojej przeprowadzce.Nie powiedziałam mu o tym,ponieważ był by smutny,ale teraz gdy czas dobiega końca muszę to zrobić.Boję się jego reakcji,ale cóż ,,Niech się dzieje wola Nieba''.Usiadłam spowrotem na krześle i spuściłam głowę.Kendall ukucnął łapiąc mnie za ręce
-Słucham-Łzy zbierają się w moich oczach,ale robię wszystko,aby nie zacząć płakać
-Za kilka tygodni kończę osiemnaście lat i przyszedł w życiu taki czas,że będę odpowiedzialna za swoje życie
-No wiem,ale co z tym wspólnego masz ty?
-Wyprowadzam się-Powiedziałam na jednym wdechu.Kendall spojrzał się na mnie.Wiedziałam,że tak będzie,ale jestem przygotowana na najgorsze
-Jak to się wyprowadzasz,gdzie?-Kendall puścił moje ręce.W jego oczach nie było widać już iskierek,które zawsze gościły,teraz pojawił się smutek.Żal mi się go zrobiło
-Kendall ja muszę wyjechać
-Kurcze,a pomyślałaś o mnie?,ja bez Ciebie nie wytrzymam,ani minuty,a co dopiero to-Kendall wstał i zaczął chodzić po pokoju
-Ale ja muszę to zrobić-Chciałam wstać,ale Kendall podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona
-Nic nie musisz,a po za tym nie musisz się wyprowadzać,nie teraz jak Cię spotkałem *,,Everything Has Changed Since I Met You''.Rozumiesz co powiedziałem?-Kiwnęłam głową na tak.Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.Kendall otarł mi je kciukiem
-Kendall ja już nie wiem co mam zrobić,z jednej strony chcę się wyprowadzić do LA,ale z drugiej nie chcę Cię zostawiać-Zaniosłam się głośnym szlochem
-To zostań tutaj dla mnie-Spojrzałam się w jego zielone tęczówki
-Ale to jest dla mnie trudne-Kendall podał mi chusteczkę higieniczną.Wydmuchałam nos i wytarłam swoje łzy
-A myślisz,że dla mnie nie?,no kurde dla mnie to jest jeszcze trudniej,ponieważ bardzo Cię polubiłem i nikogo takiego już nigdy nie znajdę-Jego słowa trochę mi poprawiły humor.Ponownie się w Niego wtuliłam
-Kendall zastanowię się jeszcze nad wszystkim okej?
-Okej,mam nadzieję,że zostaniesz dla mnie
Nareszcie jest środa,czyli moje urodziny.Przez dwa tygodnie myślałam nad tą przeprowadzką i ogólnie nad swoim życiem i postanowiłam,że zostanę dla Kendalla.Szczerze to ja bym też bez Niego nie wytrzymała.Od samego rana zaczęłam przyrządzać smakołyki.Na swoje urodziny zaprosiłam tylko Kendalla i nikogo więcej.Chciałam go tylko widzieć,bo przy innych musiała bym go odrzucić na boczny tor.Po południu poszłam wziąść szybki prysznic.Ubrałam się i poszłam do swojego pokoju.Po drodze,ktoś zapukał do drzwi.Szybko otworzyłam drzwi.W progu stał mój crush.Wtuliłam się w Niego
-No witam moją osiemnastolatkę
-No hej-Odebrałam od Niego białą różyczkę.Włożyłam ją do wazonu,a swojego gościa zaprowadziłam do salonu
-Dzień dobry państwu-Kendall przywitał się z moimi dziadkami
-Witamy w naszych skromnych progach-Usiedliśmy na sofie.Dziadek nalał po lampce wina
-Wstańmy wszyscy,ponieważ muszę coś ważnego ogłosić-Kendall zastukał łyżeczka w kieliszek.Wstaliśmy ze swoich miejsc
-A więc Samanto,dzisiaj są twoje osiemnaste urodziny i wiem,że już jesteś pełnoletnia dlatego zapytam Ci się tutaj na oczach wszystkich.Jako twój Crush chcę Ci się zapytać *,,Will You My Girlfriend?''-Nagle odjęło mi mowę.Kendall zapytał mi się czy chcę być jego dziewczyną.Pewnie,że chcę
-Pewnie,że chcę nią być-Rzuciłam mu się na szyję.Kendall pocałował mnie czule w usta.Oddałam pocałunek
-*I Love You Samanto-Kendall wypowiedział te słowa z taką miłością,że momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy
-*Me Too Kendall,Me Too-Ponownie się pocałowaliśmy.Nagle usłyszałam oklaski.Uśmiechnęłam się po przez pocałunek
-Brawo za Samantę i Kendalla,oby Wam się poszczęściło-Babcia przytuliła mnie jak najmocniej
-Gratuluję Wam i szczęścia na nowej drodze życia-Zaśmiałam się
-Dziadku,ale my nie jesteśmy małżeństwem
-Oj no wiem,powiedziałem tak,bo w twoim życiu zaczyna się nowy rozdział.Rozdział,w którym jesteś ty i Kendall-Mój dziadek miał rację.Zaczął się nowy rozdział,a tamten zamknęłam na zawsze
-Za Samantę?-Kendall podniósł kieliszek
-Za Samantę
No i tak zaczęło się wszystko od nowa.Jestem z Kendallem i moje życie znowu nabrało sensu.Jestem z tego powodu szczęśliwa,a Kendall zawsze pozostanie moim Crushem już do końca życia
*Everything Has Changed Since I Met You-Wszystko się zmieniło odkąd Cię poznałem(tekst wzięty z piosenki Heffron Drive)
*Will You My Girlfriend-Czy zostaniesz moją dziewczyną?
*I Love You Samanto-Kocham Cię Samanto
-Me Too Kendall-Ja Ciebie też Kendall
-Samanto masz gościa-W drzwiach pojawił się mój crush.Uśmiechnęłam się na jego widok
-Cześć-Kendall rozłożył ręce,wtuliłam się w Niego jak najszybciej.
-Hej,jak dobrze,że przyszedłeś Kendall
-No wiesz,że ja zawsze przyjdę do swojej najlepszej przyjaciółki-Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej
-Kendall muszę Ci coś powiedzieć-Odsunęłam się zmuszając się przy tym do spojrzenia w jego oczy
No i przyszedł taki czas,że muszę mu powiedzieć o mojej przeprowadzce.Nie powiedziałam mu o tym,ponieważ był by smutny,ale teraz gdy czas dobiega końca muszę to zrobić.Boję się jego reakcji,ale cóż ,,Niech się dzieje wola Nieba''.Usiadłam spowrotem na krześle i spuściłam głowę.Kendall ukucnął łapiąc mnie za ręce
-Słucham-Łzy zbierają się w moich oczach,ale robię wszystko,aby nie zacząć płakać
-Za kilka tygodni kończę osiemnaście lat i przyszedł w życiu taki czas,że będę odpowiedzialna za swoje życie
-No wiem,ale co z tym wspólnego masz ty?
-Wyprowadzam się-Powiedziałam na jednym wdechu.Kendall spojrzał się na mnie.Wiedziałam,że tak będzie,ale jestem przygotowana na najgorsze
-Jak to się wyprowadzasz,gdzie?-Kendall puścił moje ręce.W jego oczach nie było widać już iskierek,które zawsze gościły,teraz pojawił się smutek.Żal mi się go zrobiło
-Kendall ja muszę wyjechać
-Kurcze,a pomyślałaś o mnie?,ja bez Ciebie nie wytrzymam,ani minuty,a co dopiero to-Kendall wstał i zaczął chodzić po pokoju
-Ale ja muszę to zrobić-Chciałam wstać,ale Kendall podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona
-Nic nie musisz,a po za tym nie musisz się wyprowadzać,nie teraz jak Cię spotkałem *,,Everything Has Changed Since I Met You''.Rozumiesz co powiedziałem?-Kiwnęłam głową na tak.Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.Kendall otarł mi je kciukiem
-Kendall ja już nie wiem co mam zrobić,z jednej strony chcę się wyprowadzić do LA,ale z drugiej nie chcę Cię zostawiać-Zaniosłam się głośnym szlochem
-To zostań tutaj dla mnie-Spojrzałam się w jego zielone tęczówki
-Ale to jest dla mnie trudne-Kendall podał mi chusteczkę higieniczną.Wydmuchałam nos i wytarłam swoje łzy
-A myślisz,że dla mnie nie?,no kurde dla mnie to jest jeszcze trudniej,ponieważ bardzo Cię polubiłem i nikogo takiego już nigdy nie znajdę-Jego słowa trochę mi poprawiły humor.Ponownie się w Niego wtuliłam
-Kendall zastanowię się jeszcze nad wszystkim okej?
-Okej,mam nadzieję,że zostaniesz dla mnie
Nareszcie jest środa,czyli moje urodziny.Przez dwa tygodnie myślałam nad tą przeprowadzką i ogólnie nad swoim życiem i postanowiłam,że zostanę dla Kendalla.Szczerze to ja bym też bez Niego nie wytrzymała.Od samego rana zaczęłam przyrządzać smakołyki.Na swoje urodziny zaprosiłam tylko Kendalla i nikogo więcej.Chciałam go tylko widzieć,bo przy innych musiała bym go odrzucić na boczny tor.Po południu poszłam wziąść szybki prysznic.Ubrałam się i poszłam do swojego pokoju.Po drodze,ktoś zapukał do drzwi.Szybko otworzyłam drzwi.W progu stał mój crush.Wtuliłam się w Niego
-No witam moją osiemnastolatkę
-No hej-Odebrałam od Niego białą różyczkę.Włożyłam ją do wazonu,a swojego gościa zaprowadziłam do salonu
-Dzień dobry państwu-Kendall przywitał się z moimi dziadkami
-Witamy w naszych skromnych progach-Usiedliśmy na sofie.Dziadek nalał po lampce wina
-Wstańmy wszyscy,ponieważ muszę coś ważnego ogłosić-Kendall zastukał łyżeczka w kieliszek.Wstaliśmy ze swoich miejsc
-A więc Samanto,dzisiaj są twoje osiemnaste urodziny i wiem,że już jesteś pełnoletnia dlatego zapytam Ci się tutaj na oczach wszystkich.Jako twój Crush chcę Ci się zapytać *,,Will You My Girlfriend?''-Nagle odjęło mi mowę.Kendall zapytał mi się czy chcę być jego dziewczyną.Pewnie,że chcę
-Pewnie,że chcę nią być-Rzuciłam mu się na szyję.Kendall pocałował mnie czule w usta.Oddałam pocałunek
-*I Love You Samanto-Kendall wypowiedział te słowa z taką miłością,że momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy
-*Me Too Kendall,Me Too-Ponownie się pocałowaliśmy.Nagle usłyszałam oklaski.Uśmiechnęłam się po przez pocałunek
-Brawo za Samantę i Kendalla,oby Wam się poszczęściło-Babcia przytuliła mnie jak najmocniej
-Gratuluję Wam i szczęścia na nowej drodze życia-Zaśmiałam się
-Dziadku,ale my nie jesteśmy małżeństwem
-Oj no wiem,powiedziałem tak,bo w twoim życiu zaczyna się nowy rozdział.Rozdział,w którym jesteś ty i Kendall-Mój dziadek miał rację.Zaczął się nowy rozdział,a tamten zamknęłam na zawsze
-Za Samantę?-Kendall podniósł kieliszek
-Za Samantę
No i tak zaczęło się wszystko od nowa.Jestem z Kendallem i moje życie znowu nabrało sensu.Jestem z tego powodu szczęśliwa,a Kendall zawsze pozostanie moim Crushem już do końca życia
*Everything Has Changed Since I Met You-Wszystko się zmieniło odkąd Cię poznałem(tekst wzięty z piosenki Heffron Drive)
*Will You My Girlfriend-Czy zostaniesz moją dziewczyną?
*I Love You Samanto-Kocham Cię Samanto
-Me Too Kendall-Ja Ciebie też Kendall
piątek, 4 września 2015
czwartek, 3 września 2015
Fałszywa Przyjaciółka
Imagin dedykowany Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba:-)
Był piękny poranek.Siedziałam sobie na swoim ulubionym bujanym fotelu.Na kolanach trzymałam album ze zdjęciami.Przerzucam strony i przypominam sobie swoje ulubione chwile z mojego życia.Nie które wyciskają łzy,a nie które po prostu bawią.Mieszkam w małym miasteczku nieopodal wsi.Nikogo tutaj nie znam,no może oprócz Kendalla.Jest moją bratnią duszą,ciągle mi pomaga,wspiera.Kocham go za to,ale jesteśmy tylko przyjaciółmi,nic więcej.Trochę mi szkoda,ponieważ od jakiegoś czasu na sam widok Kendalla nogi pode mną się uginają.W brzuchu mam stado motyli.Nie chce nic mówić,ale chyba się w Nim zakochałam.Na szczęście o moim uczuciu wie tylko jedna osoba czyli moja przyjaciółka Victoria.Gdy tak wspominałam swoje chwile z życia ktoś zapukał do drzwi.Odłożyłam album na stół.Wstałam i poszłam zobaczyć,kto zechciał mnie odwiedzić o tak wczesnej porze.Otworzyłam drzwi i omal nie upadłam z wrażenia.W progu stał Kendall wraz z Vic.Trzymali się za ręce.Obdarzyłam ją złowrogim wzrokiem,ta tylko się głupkowato do mnie uśmiechnęła.
-Wpuścisz Nas?-Kendall przekroczył próg domu ciągnąc za sobą Victorię.Zatrzasnęłam drzwi z wielkim hukiem.Udałam się do salonu.Było mi obojętne co oni sobie o mnie pomyślą
-Hej co Ci jest?-Vic udawała troskę.Odepchnęłam ją od siebie.
-Nie twoja zasrana sprawa,i powiedz mi po jaką cholerę ją tu przyprowadziłeś?-Spojrzałam się na Kendalla
-Wiktorio chciałem Ci przedstawić moją nową dziewczynę,ale widzę,że przyszedłem nie w porę
-Możemy pogadać?-Vic skierowała się w stronę kuchni.Nie pozostało mi nic innego jak pójść za Nią,i jej wszystko wygarnąć
-Posłuchaj mnie-Przerwałam jej automatycznie
-Nie to ty mnie posłuchaj,nie po to mówiłam Ci o moich uczuciach co do Kendalla,żeby teraz dowiadywać się,że moja przyjaciółka i to w dodatku najlepsza związała się z chłopakiem moich marzeń-Victoria patrzyła się na mnie smutnym wzrokiem.W moich oczach pojawiły się łzy
-Wiktoria ja tego nie zrobiłam specjalnie
-Zrobiłaś,od zawsze Ci się podobał Kendall,chciałaś go na własność,to teraz masz.Mam nadzieję,że jesteś szczęśliwa z tego co zrobiłaś-Zaczęłam płakać.
-Kochani co się tu dzieje?-Kendall wparował do kuchni jak burza.Chwyciłam za szklankę stojącą na blacie kuchennym
-Nic,po prostu moja przyjaciółka odbiła mi chłopaka marzeń-Cisnęłam szklanym przedmiotem o podłogę.Kawałki szkła poleciały w cztery różne strony.Spojrzałam się na Nich załzawionymi oczami
-Wiktoria wybacz mi-Victoria zaniosła się głośnym szlocham.Kendall ją do siebie przytulił.Bolało mnie to,że to nie ja jestem na jej miejscu.To on powinien mnie przytulać,całować na dzień dobry każdego ranka,ale nie bo akurat ona musiała się pojawić
-Kelly co ty odwalasz?
-Kocham Cię Kendall nie zapominaj o tym-Wybiegłam stamtąd.Udałam się do Naszego ulubionego miejsca,a tym miejscem był plac zabaw.Wiem,że to śmieszne,ale za każdym razem gdy spędzałam czas z Kendallem przychodziliśmy właśnie tutaj.Bujaliśmy się na huśtawkach,kręciliśmy się na karuzeli,niestety od dzisiaj mogę zapomnieć o tych wszystkich rzeczach.Usiadłam na ławce.Zaniosłam się głośnym szlochem.Nie mogłam do siebie tego przyjąć.to nie jest już moja przyjaciółka.prawdziwi przyjaciele nie odbijają chłopaków.W tej samej chwili poczułam jak ktoś mnie przytula.Poznałam ten uścisk.Odsunęłam się od Niego.Nigdzie nie mogłam dostrzec Victorii.Ucieszyłam się,że nie będę musiała oglądać jej parszywego uśmieszku.
-Wiktorio czy to co mówiłaś w domu było prawdą?-Nie kurwa kłamstwem.Na szczęście tego nie powiedziałam na głos
-A co?-Otarłam łzy,ale na marne.bo tam gdzie były stare pojawiały się nowe
-Nic,tylko mnie zdziwiłaś tym wyznaniem.Mam pomysł opowiedz mi o czym rozmawiałaś z Vic
-Niech Ci będzie.Splotłam swoje palce,po czym kontynuowałam-Kiedyś jeszcze za Nim zacząłeś chodzić z Vic zakochałam się w tobie.No i powiedziałam to Victorii.Myślałam,że to uszanuje,a ona zaczęła z tobą chodzić-Znowu zaniosłam się płaczem
-Wiktoria-Spojrzałam się na Niego po przez łzy.Kendall dotknął mój policzek.Zadrżałam pod jego dotykiem
-A gdzie jest Vic?-Zapytałam patrząc się w jego zielone oczy
-Zerwała ze mną,ponieważ nie chciała kończyć waszej przyjaźni-W moim sercu pojawiła się nadzieja
-Przepraszam to przeze mnie zerwaliście,nie powinieneś do mnie przychodzić
-Wiktorio,dzięki temu wiem kogo tak naprawdę kocham
-A kogo kochasz?-Zapytałam się
-Ciebie-Kendall przybliżył swoją twarz do mojej.Złożył na moich ustach gorący pocałunek.To był wspaniały moment
-Kendall nie powinniśmy się całować.przecież-Kendall ponownie mnie pocałował
-Nic nie mów tylko mnie kochaj-Wtuliłam się w Kendalla.Boże nie wieże w taki obrót sprawy.Jestem z Kendallem.Z Victorią się na szczęście pogodziłam.A teraz cieszę się każdą chwilą spędzoną z Kendallem
Był piękny poranek.Siedziałam sobie na swoim ulubionym bujanym fotelu.Na kolanach trzymałam album ze zdjęciami.Przerzucam strony i przypominam sobie swoje ulubione chwile z mojego życia.Nie które wyciskają łzy,a nie które po prostu bawią.Mieszkam w małym miasteczku nieopodal wsi.Nikogo tutaj nie znam,no może oprócz Kendalla.Jest moją bratnią duszą,ciągle mi pomaga,wspiera.Kocham go za to,ale jesteśmy tylko przyjaciółmi,nic więcej.Trochę mi szkoda,ponieważ od jakiegoś czasu na sam widok Kendalla nogi pode mną się uginają.W brzuchu mam stado motyli.Nie chce nic mówić,ale chyba się w Nim zakochałam.Na szczęście o moim uczuciu wie tylko jedna osoba czyli moja przyjaciółka Victoria.Gdy tak wspominałam swoje chwile z życia ktoś zapukał do drzwi.Odłożyłam album na stół.Wstałam i poszłam zobaczyć,kto zechciał mnie odwiedzić o tak wczesnej porze.Otworzyłam drzwi i omal nie upadłam z wrażenia.W progu stał Kendall wraz z Vic.Trzymali się za ręce.Obdarzyłam ją złowrogim wzrokiem,ta tylko się głupkowato do mnie uśmiechnęła.
-Wpuścisz Nas?-Kendall przekroczył próg domu ciągnąc za sobą Victorię.Zatrzasnęłam drzwi z wielkim hukiem.Udałam się do salonu.Było mi obojętne co oni sobie o mnie pomyślą
-Hej co Ci jest?-Vic udawała troskę.Odepchnęłam ją od siebie.
-Nie twoja zasrana sprawa,i powiedz mi po jaką cholerę ją tu przyprowadziłeś?-Spojrzałam się na Kendalla
-Wiktorio chciałem Ci przedstawić moją nową dziewczynę,ale widzę,że przyszedłem nie w porę
-Możemy pogadać?-Vic skierowała się w stronę kuchni.Nie pozostało mi nic innego jak pójść za Nią,i jej wszystko wygarnąć
-Posłuchaj mnie-Przerwałam jej automatycznie
-Nie to ty mnie posłuchaj,nie po to mówiłam Ci o moich uczuciach co do Kendalla,żeby teraz dowiadywać się,że moja przyjaciółka i to w dodatku najlepsza związała się z chłopakiem moich marzeń-Victoria patrzyła się na mnie smutnym wzrokiem.W moich oczach pojawiły się łzy
-Wiktoria ja tego nie zrobiłam specjalnie
-Zrobiłaś,od zawsze Ci się podobał Kendall,chciałaś go na własność,to teraz masz.Mam nadzieję,że jesteś szczęśliwa z tego co zrobiłaś-Zaczęłam płakać.
-Kochani co się tu dzieje?-Kendall wparował do kuchni jak burza.Chwyciłam za szklankę stojącą na blacie kuchennym
-Nic,po prostu moja przyjaciółka odbiła mi chłopaka marzeń-Cisnęłam szklanym przedmiotem o podłogę.Kawałki szkła poleciały w cztery różne strony.Spojrzałam się na Nich załzawionymi oczami
-Wiktoria wybacz mi-Victoria zaniosła się głośnym szlocham.Kendall ją do siebie przytulił.Bolało mnie to,że to nie ja jestem na jej miejscu.To on powinien mnie przytulać,całować na dzień dobry każdego ranka,ale nie bo akurat ona musiała się pojawić
-Kelly co ty odwalasz?
-Kocham Cię Kendall nie zapominaj o tym-Wybiegłam stamtąd.Udałam się do Naszego ulubionego miejsca,a tym miejscem był plac zabaw.Wiem,że to śmieszne,ale za każdym razem gdy spędzałam czas z Kendallem przychodziliśmy właśnie tutaj.Bujaliśmy się na huśtawkach,kręciliśmy się na karuzeli,niestety od dzisiaj mogę zapomnieć o tych wszystkich rzeczach.Usiadłam na ławce.Zaniosłam się głośnym szlochem.Nie mogłam do siebie tego przyjąć.to nie jest już moja przyjaciółka.prawdziwi przyjaciele nie odbijają chłopaków.W tej samej chwili poczułam jak ktoś mnie przytula.Poznałam ten uścisk.Odsunęłam się od Niego.Nigdzie nie mogłam dostrzec Victorii.Ucieszyłam się,że nie będę musiała oglądać jej parszywego uśmieszku.
-Wiktorio czy to co mówiłaś w domu było prawdą?-Nie kurwa kłamstwem.Na szczęście tego nie powiedziałam na głos
-A co?-Otarłam łzy,ale na marne.bo tam gdzie były stare pojawiały się nowe
-Nic,tylko mnie zdziwiłaś tym wyznaniem.Mam pomysł opowiedz mi o czym rozmawiałaś z Vic
-Niech Ci będzie.Splotłam swoje palce,po czym kontynuowałam-Kiedyś jeszcze za Nim zacząłeś chodzić z Vic zakochałam się w tobie.No i powiedziałam to Victorii.Myślałam,że to uszanuje,a ona zaczęła z tobą chodzić-Znowu zaniosłam się płaczem
-Wiktoria-Spojrzałam się na Niego po przez łzy.Kendall dotknął mój policzek.Zadrżałam pod jego dotykiem
-A gdzie jest Vic?-Zapytałam patrząc się w jego zielone oczy
-Zerwała ze mną,ponieważ nie chciała kończyć waszej przyjaźni-W moim sercu pojawiła się nadzieja
-Przepraszam to przeze mnie zerwaliście,nie powinieneś do mnie przychodzić
-Wiktorio,dzięki temu wiem kogo tak naprawdę kocham
-A kogo kochasz?-Zapytałam się
-Ciebie-Kendall przybliżył swoją twarz do mojej.Złożył na moich ustach gorący pocałunek.To był wspaniały moment
-Kendall nie powinniśmy się całować.przecież-Kendall ponownie mnie pocałował
-Nic nie mów tylko mnie kochaj-Wtuliłam się w Kendalla.Boże nie wieże w taki obrót sprawy.Jestem z Kendallem.Z Victorią się na szczęście pogodziłam.A teraz cieszę się każdą chwilą spędzoną z Kendallem
środa, 2 września 2015
Szkolny Wychowawca
Imagin dedykowany Asii Augustyn.Mam nadzieję,że się podoba:-)
No i nadszedł taki czas,że wakacje musiały się skończyć.Jak ja nie na widzę szkoły.Kto by ją lubił.Jutro znowu ujrzeć te same twarze,znowu zacznie się odrabianie zadań,testy,kartkówki.Na samą myśl o tej szkole robi mi się słabo.Muszę przestać o Niej myśleć,bo inaczej dostanę białej gorączki.Podeszłam do szafy i wyjęłam z Niej kremową sukienkę,do tego kremowe buty na obcasie.Po uszykowaniu eleganckiego stroju poszłam do salonu.Chwyciłam za telefon.Miałam jedną nie odebrane połączenie.Postanowiłam oddzwonić
-Halo?-Usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
-Dzwoniłaś do mnie
-Ach tak,słuchaj podobno będziemy mieć nowego wychowawcę
-Kogo?-Zapytałam się siadając przy tym na tapczanie
-Wiem tylko,że ma na imię Kendall,a dalej to już nic nie wiem
-Aha dzięki za info-Rozłączyłam się.Ciekawe jaki będzie ten Nasz nowy wychowawca.Poprzedni był strasznie wkurzający.Co ktoś zrobił,to albo szedł do dyrektora,albo od razu jedynka w dzienniku.Mam nadzieję,że Kendall taki nie jest.Pod wieczór poszłam wziąść długą i odprężającą kąpiel.Następnie ubrałam się w pidżamę i poszłam spać
No i mamy 1 września.Rozpoczęcie zaczyna się o godzinie 9:00,a ja już jestem na nogach.Zjadłam śniadanie i przebrałam się w ciuchy,które sobie uszykowałam.O wyznaczonej godzinie udałam się do szkoły.Wszyscy zbierali się na boisku szkolnym,więc ja też poszłam.Odnalazłam swoją klasę.
-Asia,Asia-Usłyszałam nawoływanie mojej przyjaciółki.Podeszłam do Niej
-No hej Amy,co jest?
-Widziałaś już go?-Amy była czymś podekscytowana
-Nie,a o kogo Ci chodzi?
-O Kendalla-Mogłam się domyśleć,że o Niego chodzi
-Jest,aż tak przystojny?-Zaśmiałam się,na co Amy obdarzyła mnie złośliwym spojrzeniem
-O właśnie idzie-Spojrzałam się w stronę,którą wskazała mi Amy.Nagle doznałam szoku.W naszą stronę szedł przystojny blondyn.Ubrany był w garnitur,a włosy miał zaczesane na bok.Wyglądał przecudownie
-Hejka dziewczyny,która jesteście klasa?-Spojrzałam się w te jego zielone tęczówki.Momentalnie poczułam motyki w brzuchu
-Trzecia H-Poczułam jak moje policzki stają się różowe
-Czyli dobrze trafiłem
Nasz wychowawca stanął nieopodal Nas.Zaczął się apel.Co chwila spoglądałam w jego stronę.Nie mogę uwierzyć,że ktoś taki jak on będzie Nas uczył.Po skończeniu poszliśmy do swoich klas.Usiadłam najbliżej jego biurka,czyli w pierwszej ławce
-Witam Was moi drodzy.Nazywam się Kendall Schmidt i będę Waszym wychowawcą.Mam nadzieję,że będzie Nam się miło pracowało-Kendall spojrzał się na mnie,posyłając w moją stronę przecudowny uśmiech
-Oj będzie-Powiedziałam,ale po cichu
-No dobrze,to na początek powiecie mi jak macie na imię-Każdy zaczął się przedstawiać,aż w końcu nadeszła moja kolej.Wstałam z miejsca i jak najładniej tylko potrafiłam powiedziałam
-Nazywam się Asia Holmes
-Zaraz,zaraz nazywasz się tak samo jak ten słynny detektyw,tylko jak on miał na imię?
-Sherlock Holmes proszę pana-Powiedziałam patrząc się w jego zielone tęczówki
-Ach tak Sherlock Holmes,dzięki za pomoc Asiu-No nie wierzę,zapamiętał moje imię.Usiadłam spowrotem w ławce.Po pięciu minutach Kendall znowu przemówił
-No dobrze,nie które imiona zapamiętałem,a nie które nie,dlatego mam do Was ogromną prośbę,na jutro przynieście karteczki ze swoimi imionami
-Z tym akurat nie będzie problemu-Cała klasa zgodziła się ze mną
-To co do jutra.Asiu zostaniesz chwilę-Poczekaliśmy,aż wszyscy opuszczą salę.Następnie Kendall zamknął drzwi
-Widziałem dzisiaj jak się na mnie patrzałaś-Moje policzki znowu stały się różowe
-Przepraszam już nie będę-Schmidt złapał mnie za policzek.Zadrżałam pod jego dodatkiem
-Patrz ile w lesie,tylko pamiętaj nigdy w obecności kogoś
-Nie rozumiem?
-Możesz patrzeć,ale sama-Kendall przybliżył swoją twarz do mojej
-A na lekcji?
-Na lekcji to wszyscy,na przerwie też,ale jak ty chcesz na mnie patrzeć to tylko i wyłącznie sama-Kendall złożył na moich ustach delikatny pocałunek.Przestraszyłam się
-Do widzenia Asiu-Otworzyłam drzwi.Zerknęłam ostatni raz na Kendalla
-Do widzenia
Przez następne tygodnie było cudownie.Trzymałam się tego co powiedział mi Kendall.Stałam się jego ulubienicą.Czasami zdarzało mu się mnie pocałować,ale to mi nie przeszkadzało,wręcz przeciwnie.Dzisiaj niestety Kendall był inny.Akurat miałam z Nim lekcję,gdy podszedł do mojego stolika
-Asiu wstań-Spełniłam jego prośbę
-O co chodzi?-Wszystkie oczy zwróciły się w Naszym kierunku
-Co to ma być?
-To są moje notatki proszę pana-Uśmiechnęłam się,po czym tego pożałowałam,ponieważ usłyszałam kilka słów,które zabolały jak cholera
-To mają być twoje notatki?,wiesz co Ci powiem?.To jest gówno,a nie notatka.Jesteś najgorszą uczennicą jaką mogłem spotkać.Teraz siadaj i do końca lekcji się nie odzywaj
Kurwa co on sobie myśli?,że może traktować mnie jak szmatę?.Nie daruje mu tego.Na te pocałunki przymykałam oko,ale teraz to on przesądził.Postanowiłam,że po lekcji powiem mu to,co o Nim sądzą.Mam nadzieję,że to postawi go do pionu.Gdy dzwonek zadzwonił zostałam w klasie
-A ty co,nie idziesz na przerwę?-Kendall podszedł do mnie.Zrobiłam krok w tył
-Po tym co dzisiaj usłyszałam masz czelność do mnie podchodzić?
-A od kiedy my jesteśmy na TY?-Zaśmiałam się ironicznie
-Co już zapomniałeś,jak powiedziałeś ,,Mów mi po imieniu,ale w szkole normalnie''
-Przepraszam zapomniałem-Prychnęłam lekko wkurzona
-Przepraszam?,przeprosić mnie powinieneś,za to co powiedziałeś,bo uwierz mi,ale te słowa zabolały
-Naprawdę?
-Wiesz co?,jesteś chamem wiesz?,wyzywać to mnie możesz?-Spojrzałam się na Niego.Kendall miał głowę spuszczoną
-Nie chciałem tego zrobić
-Ale zrobiłeś Kendall,zraniłeś mnie jeszcze do tego.Jestem Ci za to bardzo wdzięczna.Przez Ciebie wszyscy z mojej klasy będą mnie uważać za tą najgorszą.Zadowolony jesteś z siebie?-W moich oczach pojawiły się łzy
-Asiu
-Nie Kendall,skończyło się od dzisiaj.Nie ma już całowania.Nie po tym co dzisiaj usłyszałam-Wybiegłam z klasy cała zapłakana.Kendall nawet za mną nie wyszedł.I bardzo dobrze.Nie pozwolę na to,aby traktowano mnie jak zabawkę.Ja do cholery jestem człowiekiem i mam uczucia.Od dzisiaj będę go traktowała jak zwykłego nauczyciela
Tak jak pomyślałam,tak też zrobiłam.W szkole traktuję go jak wychowawcę.Kendall próbował ze mną porozmawiać,ale ja albo uciekałam przed Nim,albo udawałam,że go nie słyszę.Dzisiaj jednak było inaczej.Jestem w swoim pokoju i próbuję zrobić zadanie domowe,ale za chiny mi to nie wychodzi.W pewnym momencie do mojego pokoju weszła moja mama
-Asiu masz gościa
-Kogo?-W drzwiach stanął Kendall.Zdziwiłam się trochę
-Witaj Asiu
-Dzień dobry panie Schmidt-Kendall do mnie podszedł.Wstałam z miejsca.Moja mama wyszła zamykając za sobą drzwi
-To teraz mnie wysłuchaj
-Nie Kendall to ty mnie wysłuchaj,nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.Traktuje Cię jako normalnego nauczyciela.Tamto co było już nie istnieje-Chciałam coś jeszcze dodać,ale Kendall złożył na moich ustach delikatny pocałunek.Brakowało mi właśnie tego.Oddawałam pocałunki
-Asiu skradłaś moje serce i nic tego nie zmieni-Uśmiechnęłam się
-A ty Kendall skradłeś moje
No i nadszedł taki czas,że wakacje musiały się skończyć.Jak ja nie na widzę szkoły.Kto by ją lubił.Jutro znowu ujrzeć te same twarze,znowu zacznie się odrabianie zadań,testy,kartkówki.Na samą myśl o tej szkole robi mi się słabo.Muszę przestać o Niej myśleć,bo inaczej dostanę białej gorączki.Podeszłam do szafy i wyjęłam z Niej kremową sukienkę,do tego kremowe buty na obcasie.Po uszykowaniu eleganckiego stroju poszłam do salonu.Chwyciłam za telefon.Miałam jedną nie odebrane połączenie.Postanowiłam oddzwonić
-Halo?-Usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
-Dzwoniłaś do mnie
-Ach tak,słuchaj podobno będziemy mieć nowego wychowawcę
-Kogo?-Zapytałam się siadając przy tym na tapczanie
-Wiem tylko,że ma na imię Kendall,a dalej to już nic nie wiem
-Aha dzięki za info-Rozłączyłam się.Ciekawe jaki będzie ten Nasz nowy wychowawca.Poprzedni był strasznie wkurzający.Co ktoś zrobił,to albo szedł do dyrektora,albo od razu jedynka w dzienniku.Mam nadzieję,że Kendall taki nie jest.Pod wieczór poszłam wziąść długą i odprężającą kąpiel.Następnie ubrałam się w pidżamę i poszłam spać
No i mamy 1 września.Rozpoczęcie zaczyna się o godzinie 9:00,a ja już jestem na nogach.Zjadłam śniadanie i przebrałam się w ciuchy,które sobie uszykowałam.O wyznaczonej godzinie udałam się do szkoły.Wszyscy zbierali się na boisku szkolnym,więc ja też poszłam.Odnalazłam swoją klasę.
-Asia,Asia-Usłyszałam nawoływanie mojej przyjaciółki.Podeszłam do Niej
-No hej Amy,co jest?
-Widziałaś już go?-Amy była czymś podekscytowana
-Nie,a o kogo Ci chodzi?
-O Kendalla-Mogłam się domyśleć,że o Niego chodzi
-Jest,aż tak przystojny?-Zaśmiałam się,na co Amy obdarzyła mnie złośliwym spojrzeniem
-O właśnie idzie-Spojrzałam się w stronę,którą wskazała mi Amy.Nagle doznałam szoku.W naszą stronę szedł przystojny blondyn.Ubrany był w garnitur,a włosy miał zaczesane na bok.Wyglądał przecudownie
-Hejka dziewczyny,która jesteście klasa?-Spojrzałam się w te jego zielone tęczówki.Momentalnie poczułam motyki w brzuchu
-Trzecia H-Poczułam jak moje policzki stają się różowe
-Czyli dobrze trafiłem
Nasz wychowawca stanął nieopodal Nas.Zaczął się apel.Co chwila spoglądałam w jego stronę.Nie mogę uwierzyć,że ktoś taki jak on będzie Nas uczył.Po skończeniu poszliśmy do swoich klas.Usiadłam najbliżej jego biurka,czyli w pierwszej ławce
-Witam Was moi drodzy.Nazywam się Kendall Schmidt i będę Waszym wychowawcą.Mam nadzieję,że będzie Nam się miło pracowało-Kendall spojrzał się na mnie,posyłając w moją stronę przecudowny uśmiech
-Oj będzie-Powiedziałam,ale po cichu
-No dobrze,to na początek powiecie mi jak macie na imię-Każdy zaczął się przedstawiać,aż w końcu nadeszła moja kolej.Wstałam z miejsca i jak najładniej tylko potrafiłam powiedziałam
-Nazywam się Asia Holmes
-Zaraz,zaraz nazywasz się tak samo jak ten słynny detektyw,tylko jak on miał na imię?
-Sherlock Holmes proszę pana-Powiedziałam patrząc się w jego zielone tęczówki
-Ach tak Sherlock Holmes,dzięki za pomoc Asiu-No nie wierzę,zapamiętał moje imię.Usiadłam spowrotem w ławce.Po pięciu minutach Kendall znowu przemówił
-No dobrze,nie które imiona zapamiętałem,a nie które nie,dlatego mam do Was ogromną prośbę,na jutro przynieście karteczki ze swoimi imionami
-Z tym akurat nie będzie problemu-Cała klasa zgodziła się ze mną
-To co do jutra.Asiu zostaniesz chwilę-Poczekaliśmy,aż wszyscy opuszczą salę.Następnie Kendall zamknął drzwi
-Widziałem dzisiaj jak się na mnie patrzałaś-Moje policzki znowu stały się różowe
-Przepraszam już nie będę-Schmidt złapał mnie za policzek.Zadrżałam pod jego dodatkiem
-Patrz ile w lesie,tylko pamiętaj nigdy w obecności kogoś
-Nie rozumiem?
-Możesz patrzeć,ale sama-Kendall przybliżył swoją twarz do mojej
-A na lekcji?
-Na lekcji to wszyscy,na przerwie też,ale jak ty chcesz na mnie patrzeć to tylko i wyłącznie sama-Kendall złożył na moich ustach delikatny pocałunek.Przestraszyłam się
-Do widzenia Asiu-Otworzyłam drzwi.Zerknęłam ostatni raz na Kendalla
-Do widzenia
Przez następne tygodnie było cudownie.Trzymałam się tego co powiedział mi Kendall.Stałam się jego ulubienicą.Czasami zdarzało mu się mnie pocałować,ale to mi nie przeszkadzało,wręcz przeciwnie.Dzisiaj niestety Kendall był inny.Akurat miałam z Nim lekcję,gdy podszedł do mojego stolika
-Asiu wstań-Spełniłam jego prośbę
-O co chodzi?-Wszystkie oczy zwróciły się w Naszym kierunku
-Co to ma być?
-To są moje notatki proszę pana-Uśmiechnęłam się,po czym tego pożałowałam,ponieważ usłyszałam kilka słów,które zabolały jak cholera
-To mają być twoje notatki?,wiesz co Ci powiem?.To jest gówno,a nie notatka.Jesteś najgorszą uczennicą jaką mogłem spotkać.Teraz siadaj i do końca lekcji się nie odzywaj
Kurwa co on sobie myśli?,że może traktować mnie jak szmatę?.Nie daruje mu tego.Na te pocałunki przymykałam oko,ale teraz to on przesądził.Postanowiłam,że po lekcji powiem mu to,co o Nim sądzą.Mam nadzieję,że to postawi go do pionu.Gdy dzwonek zadzwonił zostałam w klasie
-A ty co,nie idziesz na przerwę?-Kendall podszedł do mnie.Zrobiłam krok w tył
-Po tym co dzisiaj usłyszałam masz czelność do mnie podchodzić?
-A od kiedy my jesteśmy na TY?-Zaśmiałam się ironicznie
-Co już zapomniałeś,jak powiedziałeś ,,Mów mi po imieniu,ale w szkole normalnie''
-Przepraszam zapomniałem-Prychnęłam lekko wkurzona
-Przepraszam?,przeprosić mnie powinieneś,za to co powiedziałeś,bo uwierz mi,ale te słowa zabolały
-Naprawdę?
-Wiesz co?,jesteś chamem wiesz?,wyzywać to mnie możesz?-Spojrzałam się na Niego.Kendall miał głowę spuszczoną
-Nie chciałem tego zrobić
-Ale zrobiłeś Kendall,zraniłeś mnie jeszcze do tego.Jestem Ci za to bardzo wdzięczna.Przez Ciebie wszyscy z mojej klasy będą mnie uważać za tą najgorszą.Zadowolony jesteś z siebie?-W moich oczach pojawiły się łzy
-Asiu
-Nie Kendall,skończyło się od dzisiaj.Nie ma już całowania.Nie po tym co dzisiaj usłyszałam-Wybiegłam z klasy cała zapłakana.Kendall nawet za mną nie wyszedł.I bardzo dobrze.Nie pozwolę na to,aby traktowano mnie jak zabawkę.Ja do cholery jestem człowiekiem i mam uczucia.Od dzisiaj będę go traktowała jak zwykłego nauczyciela
Tak jak pomyślałam,tak też zrobiłam.W szkole traktuję go jak wychowawcę.Kendall próbował ze mną porozmawiać,ale ja albo uciekałam przed Nim,albo udawałam,że go nie słyszę.Dzisiaj jednak było inaczej.Jestem w swoim pokoju i próbuję zrobić zadanie domowe,ale za chiny mi to nie wychodzi.W pewnym momencie do mojego pokoju weszła moja mama
-Asiu masz gościa
-Kogo?-W drzwiach stanął Kendall.Zdziwiłam się trochę
-Witaj Asiu
-Dzień dobry panie Schmidt-Kendall do mnie podszedł.Wstałam z miejsca.Moja mama wyszła zamykając za sobą drzwi
-To teraz mnie wysłuchaj
-Nie Kendall to ty mnie wysłuchaj,nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.Traktuje Cię jako normalnego nauczyciela.Tamto co było już nie istnieje-Chciałam coś jeszcze dodać,ale Kendall złożył na moich ustach delikatny pocałunek.Brakowało mi właśnie tego.Oddawałam pocałunki
-Asiu skradłaś moje serce i nic tego nie zmieni-Uśmiechnęłam się
-A ty Kendall skradłeś moje
wtorek, 1 września 2015
Wspomnienia przelane na papier
Imagin dedykowany Amelii Szybowskiej.Mam nadzieję,że się podoba:-)
Wpis I
Za nic w świecie nie myślałam,że kiedykolwiek tutaj trafię,ale niestety stało się i już tego nie cofnę.Jestem w szpitalu na oddziale psychiatrycznym.Popadłam w depresję,po tym jak mój ukochany,i jedyny chłopak zmarł w tragicznym wypadku.Dowiedziałam się o tym dopiero niedawno.Nie mogłam przyjąć do siebie tej myśli.W sali jestem sama.Powoli mam dość tych czterech białych ścian.Z nikim nie rozmawiam,zamknęłam się w sobie,po tym jak straciłam Kendalla.Oho ktoś idzie,muszę skończyć
Wpis II
Wczoraj był u mnie psycholog,mówił coś do mnie,ale ja go nawet nie słuchałam.Myślami byłam u Kendalla.Zastanawia mnie to,czy on tam jest szczęśliwy,mam nadzieję,że tak,ponieważ ja bym zrobiła wszystko byle był szczęśliwy.Ciągle ktoś do mnie przychodzi,a to psycholog,a to Lekarz prowadzący.Nie mam zamiaru z Nimi gadać,chcę tylko znaleźć się przy Kendallu i być z Nim szczęśliwa
Wpis III
Muszę chować swój pamiętnik,przed salowymi.Nie chcę,aby odkryli moje zapiski,ponieważ to by ich zmusiło do tego,aby zadawać mi jeszcze więcej pytań niż do tej pory.Życie bez Kendalla jest jak jedne wielkie bagno,z którego nie potrafisz wyjść.I ja właśnie w takie bagno weszłam.Nie mogę otrząsnąć się po stracie swojego blond aniołka z zielonymi tęczówkami.Gdy zamknę oczy choć na chwilę,to widzę obraz Kendalla.Nie wiem dlaczego,ale to mnie przeraża.No nie znowu ktoś idzie.Po raz kolejny mój zeszyt idzie pod poduszkę
Wpis IV
Kurwa ja już tak dłużej nie wytrzymam.Dzisiaj w nocy obudziłam się cała zlana potem.Usiadłam na szpitalnym łóżku i doznałam wielkiego szoku.Na szpitalnym krześle siedział nie kto inny niż Kendall.Miał całe ręce we krwi.Ubrany był w czarny garnitur,w którym został pochowany.Uszczypnęłam się w rękę,ale to nie był sen.Drżącym głosem zapytałam
-Kendall czy to ty?-Kendall,a raczej duch Kendalla wstał i podszedł do mojego łóżka.Strasznie się boję
-Witaj Amelio jak dobrze Cię znów widzieć
-Kendall,ale-I w tym samym czasie poczułam,że ktoś mną szturcha.Był to lekarz.Powiedział mi,że płakałam przez sen.Chciał się dowiedzieć co mi się śniło,nic nie powiedziałam,to chciał,abym napisała znowu nic.Oni nie rozumieją,że oddalają mnie od Kendalla?
Wpis V
Tej nocy nic nie spałam.Bałam się,że znowu przyśni mi się to co w tedy.Zamiast tego przypominałam sobie Nasze wspólne chwile.Jeden moment utkwił mi w głowie na zawsze
Byliśmy nad morzem w Kalifornii.Było strasznie gorąca.Słońce grzało jak diabli.Siedzieliśmy sobie w hotelu,gdyż nagle Kendall wypalił
-Idziemy na plaże!-Spojrzałam się na Niego z nad książki
-Że co?,ty chcesz w taki upał wychodzić
-A co chcesz się kisić w hotelu,gdzie nawet nie ma klimy?-Kendall miał rację.Ten hotel nie ma klimatyzacji.Westchnęłam głęboko,po czym powiedziałam
-Jeżeli dostanę udaru słonecznego,to pamiętaj będzie to wyłącznie twoja wina-Wstałam i poszłam założyć na siebie strój kąpielowy.Po pół godzinie byliśmy już na plaży.Kendall rozłożył koc.
-Amelio idziesz do wody?
-Zimna jest-Na samą myśl dostałam gęsiej skórki
-Och już nie przesadzaj,patrz ile ludzi się kąpie
-Kendall ja nie jestem Nimi
-Nie to nie-Kendall wstał i przerzucił mnie przez ramię jak worek kartofli.Zaczęłam krzyczeć
-Puszczaj mnie ty idioto,nie na widzę Cię-Zaczęłam mu się wyrywać,ale na marne
-Po pierwsze powinnaś powiedzieć ,,puszczaj mnie ty mój idioto'',a po drugie nie wygrasz ze mną bo ja jestem silniejszy od Ciebie-I w tym właśnie momencie poczułam,że wpadam do wody.Było mi strasznie zimno,dlatego też się wynurzyłam
-Ty ośle i co najlepszego narobiłeś?,przez Ciebie jest mi strasznie zimno-Kendall mnie przytulił
-Oj przestano narzekać Amelio,ważne,że jesteśmy tutaj razem i ważne,że Cię Kocham
Na to wspomnienie pojedyncza łza spłynęła po moim policzku,następnie druga,trzecia,aż przerodziło się to wszystko w płacz.Biłam poduszkę pięściami mówiąc ,,dlaczego akurat mnie to spotkało?''.Po jakimś czasie poczułam,że moje oczy stają się ciężkie,aż usnęłam
Wpis VI
Na drugi dzień psycholog pytał mi się dlaczego jestem taka smutna.W pewnej chwili nie wytrzymałam i powiedziałam
-Co to Was obchodzi?,moje życie i moja sprawa.Wy tylko utrudniacie mi pójście do Kendalla.Dlatego odwalcie się ode mnie i pozwólcie mi odejść z tego świata,ponieważ chcę w końcu znaleźć się przy osobie którą kocham
Psycholog chyba zrozumiał.bo już więcej nie zadawałam pytań.Cieszyłam się z tego powodu.Wieczorem musiałam skorzystać z toalety.Schowałam pamiętnik i poszłam,a jak wróciłam zastałam salową jak czytała mój pamiętnik
-Co pani robi do cholery?-Podeszłam do Niej i wyrwałam jej zeszyt z rąk
-P.przepraszam,ale myślałam,że ktoś zgubił-Kobieta zaczęła się jąkać
-To niech pani pamięta,że to co jest w tym pokoju należy do mnie,TYLKO DO MNIE-Na te ostatnie słowa dałam specjalny nacisk
-Tak jest,i jeszcze raz przepraszam
Muszę szczelniej chować notatnik
Wpis VII
Przez ostatnie dni nic nie pisałam,ponieważ znowu śnił mi się Kendall i cały czas płakałam.Oczy pieką mnie jak cholera,ale daję radę,to znaczy nie daję,kurde już sama nie wiem.Jutro jest jakieś święto i wszyscy gdzieś idą.Zostaję tylko ja i ktoś jeszcze.Nareszcie będę mogła dopiąć swego
Wpis VIII
Około godziny dziewiątej wieczorem zakradłam się do kuchni.Wyciągnęłam z szuflady nóż i spowrotem wróciłam do sali.Po drodze zobaczyłam,czy nikt nie ma akurat dyżuru.Na szczęście nie.Usiadłam na łóżku i chwyciłam szczelniej nóż.Przyłożyłam ostrze do swojego brzucha.
-Już nie długo Kendall
Wzięłam głęboki wdech,po czym jak najmocniej tylko potrafiłam wbiłam sobie nóż w brzuch.Bolało jak diabli,ale myśl o tym,że za chwilę znajdę się przy Kendallu uśmierzała ból
Wpis IX
No i stało się lekarze odnaleźli mnie martwą.Nareszcie udało mi się dostać do osoby,na której bardzo mi zależało,zależy i zależeć będzie
Amelia straciła swojego chłopaka w tragicznym wypadku.Popadła przez to w depresję i trafiła do szpitala,ale to jej nie powstrzymało przed zrobieniem czegoś,co pozwoli jej być bliżej przy swoim chłopaku.I po mimo bólu,nie przespanych nocy,postanowiła to zrobić.Zakradła się do kuchni i wzięła nóż.Wróciła do swojego pokoju i zadała sobie cierpienie,ale dzięki temu jest szczęśliwa z chłopakiem,którego nigdy nie przestała kochać
Wpis I
Za nic w świecie nie myślałam,że kiedykolwiek tutaj trafię,ale niestety stało się i już tego nie cofnę.Jestem w szpitalu na oddziale psychiatrycznym.Popadłam w depresję,po tym jak mój ukochany,i jedyny chłopak zmarł w tragicznym wypadku.Dowiedziałam się o tym dopiero niedawno.Nie mogłam przyjąć do siebie tej myśli.W sali jestem sama.Powoli mam dość tych czterech białych ścian.Z nikim nie rozmawiam,zamknęłam się w sobie,po tym jak straciłam Kendalla.Oho ktoś idzie,muszę skończyć
Wpis II
Wczoraj był u mnie psycholog,mówił coś do mnie,ale ja go nawet nie słuchałam.Myślami byłam u Kendalla.Zastanawia mnie to,czy on tam jest szczęśliwy,mam nadzieję,że tak,ponieważ ja bym zrobiła wszystko byle był szczęśliwy.Ciągle ktoś do mnie przychodzi,a to psycholog,a to Lekarz prowadzący.Nie mam zamiaru z Nimi gadać,chcę tylko znaleźć się przy Kendallu i być z Nim szczęśliwa
Wpis III
Muszę chować swój pamiętnik,przed salowymi.Nie chcę,aby odkryli moje zapiski,ponieważ to by ich zmusiło do tego,aby zadawać mi jeszcze więcej pytań niż do tej pory.Życie bez Kendalla jest jak jedne wielkie bagno,z którego nie potrafisz wyjść.I ja właśnie w takie bagno weszłam.Nie mogę otrząsnąć się po stracie swojego blond aniołka z zielonymi tęczówkami.Gdy zamknę oczy choć na chwilę,to widzę obraz Kendalla.Nie wiem dlaczego,ale to mnie przeraża.No nie znowu ktoś idzie.Po raz kolejny mój zeszyt idzie pod poduszkę
Wpis IV
Kurwa ja już tak dłużej nie wytrzymam.Dzisiaj w nocy obudziłam się cała zlana potem.Usiadłam na szpitalnym łóżku i doznałam wielkiego szoku.Na szpitalnym krześle siedział nie kto inny niż Kendall.Miał całe ręce we krwi.Ubrany był w czarny garnitur,w którym został pochowany.Uszczypnęłam się w rękę,ale to nie był sen.Drżącym głosem zapytałam
-Kendall czy to ty?-Kendall,a raczej duch Kendalla wstał i podszedł do mojego łóżka.Strasznie się boję
-Witaj Amelio jak dobrze Cię znów widzieć
-Kendall,ale-I w tym samym czasie poczułam,że ktoś mną szturcha.Był to lekarz.Powiedział mi,że płakałam przez sen.Chciał się dowiedzieć co mi się śniło,nic nie powiedziałam,to chciał,abym napisała znowu nic.Oni nie rozumieją,że oddalają mnie od Kendalla?
Wpis V
Tej nocy nic nie spałam.Bałam się,że znowu przyśni mi się to co w tedy.Zamiast tego przypominałam sobie Nasze wspólne chwile.Jeden moment utkwił mi w głowie na zawsze
Byliśmy nad morzem w Kalifornii.Było strasznie gorąca.Słońce grzało jak diabli.Siedzieliśmy sobie w hotelu,gdyż nagle Kendall wypalił
-Idziemy na plaże!-Spojrzałam się na Niego z nad książki
-Że co?,ty chcesz w taki upał wychodzić
-A co chcesz się kisić w hotelu,gdzie nawet nie ma klimy?-Kendall miał rację.Ten hotel nie ma klimatyzacji.Westchnęłam głęboko,po czym powiedziałam
-Jeżeli dostanę udaru słonecznego,to pamiętaj będzie to wyłącznie twoja wina-Wstałam i poszłam założyć na siebie strój kąpielowy.Po pół godzinie byliśmy już na plaży.Kendall rozłożył koc.
-Amelio idziesz do wody?
-Zimna jest-Na samą myśl dostałam gęsiej skórki
-Och już nie przesadzaj,patrz ile ludzi się kąpie
-Kendall ja nie jestem Nimi
-Nie to nie-Kendall wstał i przerzucił mnie przez ramię jak worek kartofli.Zaczęłam krzyczeć
-Puszczaj mnie ty idioto,nie na widzę Cię-Zaczęłam mu się wyrywać,ale na marne
-Po pierwsze powinnaś powiedzieć ,,puszczaj mnie ty mój idioto'',a po drugie nie wygrasz ze mną bo ja jestem silniejszy od Ciebie-I w tym właśnie momencie poczułam,że wpadam do wody.Było mi strasznie zimno,dlatego też się wynurzyłam
-Ty ośle i co najlepszego narobiłeś?,przez Ciebie jest mi strasznie zimno-Kendall mnie przytulił
-Oj przestano narzekać Amelio,ważne,że jesteśmy tutaj razem i ważne,że Cię Kocham
Na to wspomnienie pojedyncza łza spłynęła po moim policzku,następnie druga,trzecia,aż przerodziło się to wszystko w płacz.Biłam poduszkę pięściami mówiąc ,,dlaczego akurat mnie to spotkało?''.Po jakimś czasie poczułam,że moje oczy stają się ciężkie,aż usnęłam
Wpis VI
Na drugi dzień psycholog pytał mi się dlaczego jestem taka smutna.W pewnej chwili nie wytrzymałam i powiedziałam
-Co to Was obchodzi?,moje życie i moja sprawa.Wy tylko utrudniacie mi pójście do Kendalla.Dlatego odwalcie się ode mnie i pozwólcie mi odejść z tego świata,ponieważ chcę w końcu znaleźć się przy osobie którą kocham
Psycholog chyba zrozumiał.bo już więcej nie zadawałam pytań.Cieszyłam się z tego powodu.Wieczorem musiałam skorzystać z toalety.Schowałam pamiętnik i poszłam,a jak wróciłam zastałam salową jak czytała mój pamiętnik
-Co pani robi do cholery?-Podeszłam do Niej i wyrwałam jej zeszyt z rąk
-P.przepraszam,ale myślałam,że ktoś zgubił-Kobieta zaczęła się jąkać
-To niech pani pamięta,że to co jest w tym pokoju należy do mnie,TYLKO DO MNIE-Na te ostatnie słowa dałam specjalny nacisk
-Tak jest,i jeszcze raz przepraszam
Muszę szczelniej chować notatnik
Wpis VII
Przez ostatnie dni nic nie pisałam,ponieważ znowu śnił mi się Kendall i cały czas płakałam.Oczy pieką mnie jak cholera,ale daję radę,to znaczy nie daję,kurde już sama nie wiem.Jutro jest jakieś święto i wszyscy gdzieś idą.Zostaję tylko ja i ktoś jeszcze.Nareszcie będę mogła dopiąć swego
Wpis VIII
Około godziny dziewiątej wieczorem zakradłam się do kuchni.Wyciągnęłam z szuflady nóż i spowrotem wróciłam do sali.Po drodze zobaczyłam,czy nikt nie ma akurat dyżuru.Na szczęście nie.Usiadłam na łóżku i chwyciłam szczelniej nóż.Przyłożyłam ostrze do swojego brzucha.
-Już nie długo Kendall
Wzięłam głęboki wdech,po czym jak najmocniej tylko potrafiłam wbiłam sobie nóż w brzuch.Bolało jak diabli,ale myśl o tym,że za chwilę znajdę się przy Kendallu uśmierzała ból
Wpis IX
No i stało się lekarze odnaleźli mnie martwą.Nareszcie udało mi się dostać do osoby,na której bardzo mi zależało,zależy i zależeć będzie
Amelia straciła swojego chłopaka w tragicznym wypadku.Popadła przez to w depresję i trafiła do szpitala,ale to jej nie powstrzymało przed zrobieniem czegoś,co pozwoli jej być bliżej przy swoim chłopaku.I po mimo bólu,nie przespanych nocy,postanowiła to zrobić.Zakradła się do kuchni i wzięła nóż.Wróciła do swojego pokoju i zadała sobie cierpienie,ale dzięki temu jest szczęśliwa z chłopakiem,którego nigdy nie przestała kochać
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Nieuleczalna Choroba i Spełnione Marzenia
Imagin dedykowany Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba
Muszę Wam coś powiedzieć.Nie wiem od czego zacząć,ale od czegoś muszę prawda?.No dobrze to było kilka dni temu.Zaczęłam chodzić z Carlosem,ale to nie o tym porozmawiamy,ale o tym co się stało później.Rano zadzwonił do mnie Carlos,wydawało mi się,że coś jest nie tak,Po rozmowie z Nim jak najprędzej udałam się do jego mieszkania.Drzwi otworzyła mi jego mama.Popędziłam szybko do jego pokoju.Carlos leżał na łóżku.Podeszłam do Niego
-Carlos co Ci się dzieje?-Zapytałam łapiąc go za rękę
-Wiktorio usiądź tu przy mnie
-No to słucham?-Carlos ścisnął moją dłoń
-Bo ja,ja jestem chory-Zdziwiłam się
-No to pójdę po jakieś lekarstwa i za kilka dni znów będziesz na nogach
-Wiktorio ja jestem nieuleczalnie chory-Carlos spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-Ale jak to?
-Mam raka-Nie mogłam w to uwierzyć.Mój Carlos,ten co tętni życiem ma raka?.To nie może być prawda
-Carlos ty nie możesz być chory,nie teraz kiedy znalazłam swoją połówkę-Mówiłam dusząc się łzami
-Lekarze kilka dni temu wykryli u mnie raka,ale spokojnie na szczęście jest nie groźny
-Czy ty będziesz zdrowy?-Spojrzałam się w jego śliczne oczy
-Po długim leczeniu tak-Przytuliłam go jak najmocniej
-Mam zostać u Ciebie na noc?
-Jakbym mógł prosić-Poszłam zobaczyć co robi jego mama.Stała przy szafce w kuchni.Stanęłam w drzwiach
-Dzień dobry,przepraszam,że dopiero teraz,ale
-Carlos Ci już wszystko powiedział prawda?-Pani Pena do mnie podeszła.Pokiwałam głową
-Tak Carlos mi powiedział o raku,ale go da się wyleczyć
-On Cię okłamał-Cofnęłam się o krok w tył
-Jak to okłamał?
-Kilka dni temu rozmawiałam z lekarzem.Jego rak okazał się bardzo złośliwy.Lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia-Słuchałam ze łzami w oczach.W pewnym momencie osunęłam się ziemię.Zaczęłam szlochać.Carlos wbiegł do kuchni
-Mamo,dlaczego ona płacze?-Wstałam pomału z podłogi
-A nie wiem-Jego mama wz ruszyła ramionami
-Słucham?,najpierw mówi mi pani,że jego rak jest złośliwy,lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia,a teraz co?,wzrusza pani ramionami?
-Mamo czy to prawda?-Carlos mnie przytulił
-Carlos posłuchaj mnie
-Nie będę Ciebie słuchał,odpowiedz mi tylko na to jedno pytanie-Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Tak to prawda
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Carlos-Próbowałam go uspokoić,ale na marne
-Dajcie mi wszyscy święty spokój-Carlos wybiegł z domu.Nie wiedziałam gdzie jest,próbowałam się do Niego dodzwonić.Nie odbierał ode mnie.Cała roztrzęsiona udałam się na tak zwaną ,,górkę miłości''.Nazwaliśmy ją tak ze względu na to,że to właśnie tam Carlos mi wyznał uczucia.Nikt o Niej nie wiedział,tylko my dwoje.Weszłam po marmurowych schodkach na górę.Na ostatnim stopniu ujrzałam Carlosa.Siedział plecami do mnie.Patrzał się w jeden punkt przed sobą.Podeszłam do Niego powoli
-Dlaczego to spotkało akurat mnie?-Szatyn zaczął płakać.Usiadłam przy Nim
-Carlos wszystko będzie dobrze zobaczysz
-Wiktoria już nic nie będzie dobrze,mam tylko kilka miesięcy życia,a tyle mam do zrobienia-Carlos zrobił się cały czerwony od płaczu.Zrobiło mi się go żal
-To na co czekasz?,*nie czekaj,aż ktoś spełni twoje marzenia,samemu je spełniaj-Klasnęłam w dłonie.Carlos spojrzał się na mnie dziwnie
-Niby jak to mam zrobić?,przecież to jest niewykonalne
-I tu się właśnie mylisz kochanie,bo uwierz mi,marzenia się spełniają
-Masz na to dowody?-Uśmiechnęłam się
-A mam,na przykład miałam marzenie,aby spotkać przystojnego szatyna,o piwnych oczach.No i co?,spełniło się
-Ale moje marzenie jest niewykonalne-Zmarszczyłam czoło,na co Carlos się zaśmiał
-No to powiedz jakie jest twoje marzenie?
-Moim marzeniem jest zostać agentem FBI-Carlos zaczął udawać agenta
-Myślisz,że to się nie spełni?-Zapytałam się patrząc na Niego
-No nie
-Zaczekaj,zaraz wrócę-Wstałam i zbiegłam na dół.Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Sama.Już po jednym sygnale odebrał
-No co chciałaś?-Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu
-Mam do Ciebie ogromną prośbę
-No słucham?
-Bo widzisz,okazało się,że Carlos ma raka.Lekarze dają mu kilka miesięcy życia.No i on teraz chce spełnić swoje marzenia i jednym z nich jest zostanie agentem FBI-Sam przerwał mi na chwilę
-Czekaj,czy ty prosisz mnie o to,abym wziął twojego chłopaka do FBI?
-Zrób to dla mnie-Wyszeptałam
-Ugh niech Ci będzie-Pisnęłam z radości
-Jesteś cudowny
-Podaj mi jego numer,ale nic mu nie mów-Posłusznie wykonałam to co powiedział Sam.Rozłączyłam się i wróciłam do Carlosa
-Gdzie byłaś?
-Musiałam do kogoś zadzwonić-Pocałowałam go w usta.Carlos uśmiechnął się po przez pocałunek
-Wracamy?-Wstałam podając Carlosowi rękę
-Wracamy-W ten zadzwonił jego telefon.Carlos odebrał.W pewnej chwili telefon wypadł mu z ręki-Co jest?
-Zostałem agentem FBI.Moje marzenie się spełniło-Carlito obrócił mnie wokół własnej osi
-A nie mówiłam,że marzenia się spełniają?
-No tak,przepraszam,że Ci nie uwierzyłem
-Pogłaskałam go po policzku
-A jakie są twoje kolejne marzenia?-Chwyciliśmy się za ręce.Zaczęliśmy schodzić z góry.Podczas drogi do domu dowiedziałam się dużo o jego marzeniach.Chce iść na mecz hokeja,drugie,chce zjeść choć raz miskę pełną Corndogów,trzecie,chce,abym go wzięła do lunaparku i parę innych,ale to już pozostawię dla siebie.Doszliśmy do jego domu
-Carlos ja zaraz przyjdę,pójdę tylko po kilka rzeczy
-No dobrze-Cmoknęłam go w policzek.Weszłam do swojego domu.Moja mama spojrzała się na mnie smutno,aha czyli pani Pena musiała jej wszystko powiedzieć.No nic weszłam do pokoju i od razu dobrałam się do mojego komputera.Zaczęłam przeszukiwać czy są u Nas mecze hokeja.No i były.Zamówiłam dwa bilety.Okej jedno już mamy,teraz drugie.Wzięłam kilka rzeczy i wyszłam z pokoju zamykając drzwi
-Wiktorio,a ty gdzie się wybierasz?-Moja mam stanęła w progu
-Będę nocowała u Carlosa-Wyszłam z domu i poszłam do sklepu.Kupiłam paczkę Corndogów.Zapłaciłam i poszłam do Carlosa.Gdy weszłam poszłam od razu do kuchni.Wyciągnęłam z szafki miskę.Nasypałam Corndogów i poszłam do jego pokoju
-Co mój królewicz robi?-Wychyliłam głowę z za drzwi.Miskę mam z tyłu
-Nic,a co?
-To dobrze,bo o to twoje następne marzenie się spełniło-Podałam mu miskę.Carlos spojrzał się na Nią,a potem na mnie
-Jesteś cudowna-Pocałowałam go w czubek głowy
-Jedz,jedz ty mój hokeisto-Nagle poczułam,że dostałam esemesa.Pisali,że bilety otrzymamy przy kasie,a mecz jest jutro
-No to Carlos szykuj się na jutro
-Czemu?
-Mecz hokeja się kłania-Wyszeptałam na co Carlos zaczął się cieszyć
-Boże,jak ja się cieszę,że Ciebie mam-Przytuliliśmy się
-No widzisz,to co idziemy spać?
-Jasne-Poszłam się przebrać.Położyłam się obok Niego.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Next Day
Obudziłam się wczesnym rankiem.Zobaczyłam,że Carlos śpi.Wstałam po cichu,żeby go nie obudzić.Udałam się do kuchni.Wlałam wody do czajnika.Uszykowałam trzy kubki na herbatę.Spojrzałam w bok.Obok mnie stał Carlos
-A pan już nie śpi?-Cmoknęłam go lekko w usta
-Nie,bo nie było Ciebie-Wtuliłam się w jego tors
-To co dzisiaj na hokeja idziemy?
-A no idziemy
Po południu poszliśmy na mecz hokeja.Carlos był szczęśliwy.Uśmiechałam się z tego powodu.Po meczu wyszliśmy na dwór
-To co gdzie teraz?-W pewnej chwili dostrzegłam lunapark
-Chodź-Pobiegliśmy w wspomniane prze ze mnie miejsce.Carlos bawił się wyśmienicie.Po szaleńczej zabawie wróciliśmy do domów
-Gdzie była?-Zapytała się moja rodzicielka
-Spełniałam marzenia mamo
Przez następne kilka dni spełniałam to czego Wam nie powiedziałam.Carlos był szczęśliwy.Raz nawet zadzwonił do Niego sam,więc Carlos przeżył swoją ,,pierwsze tajną misję''.Teraz gdy tak o tym wspominam jest mi smutno z tego powodu ponieważ Carlos już nigdy tego nie zobaczy.Z trudem przechodzi mi to przez gardło,ale trudno powiem.Carlos nie żyje,zmarł po tym jak w szkole zemdlał.Lekarze stwierdzili u Niego nie dopływ krwi.Pomimo reanimacji Carlos zmarł.Płakałam,i jeszcze raz płakałam za Nim.Nawet teraz łzy cisną mi się do oczu.Dzisiaj zamierzam dać to Carlosowi.Wstałam i założyłam buty.Wyszłam i skierowałam się na cmentarz.Przechodziłam alejką przez wszystkie groby,aż w końcu doszłam do tego właściwego.Zapaliłam znicz i usiadłam na ławce,która znajdowała się obok grobu Carlosa
-Co u Ciebie słychać?-Odpowiedziała mi głucha cisza-Jak zwykle dobrze
Zaczęłam mu opowiadać co u mnie się działo.W ręce trzymam to co miałam mu dać
-Carlos mam tu coś dla Ciebie-Położyłam mu kartkę na grobie-Mam nadzieję,że przeczytasz to.Kocham Cię Carlos i nigdy nie przestanę
Rozmawiałam z Nim jeszcze przez dwie godziny.Od tego czasu nikogo nie poznałam.W moim sercu zawsze będzie Carlos.Z jednego jestem tylko szczęśliwa,a mianowicie z tego,że udało mi się spełnić marzenia,które miał Carlos
Muszę Wam coś powiedzieć.Nie wiem od czego zacząć,ale od czegoś muszę prawda?.No dobrze to było kilka dni temu.Zaczęłam chodzić z Carlosem,ale to nie o tym porozmawiamy,ale o tym co się stało później.Rano zadzwonił do mnie Carlos,wydawało mi się,że coś jest nie tak,Po rozmowie z Nim jak najprędzej udałam się do jego mieszkania.Drzwi otworzyła mi jego mama.Popędziłam szybko do jego pokoju.Carlos leżał na łóżku.Podeszłam do Niego
-Carlos co Ci się dzieje?-Zapytałam łapiąc go za rękę
-Wiktorio usiądź tu przy mnie
-No to słucham?-Carlos ścisnął moją dłoń
-Bo ja,ja jestem chory-Zdziwiłam się
-No to pójdę po jakieś lekarstwa i za kilka dni znów będziesz na nogach
-Wiktorio ja jestem nieuleczalnie chory-Carlos spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-Ale jak to?
-Mam raka-Nie mogłam w to uwierzyć.Mój Carlos,ten co tętni życiem ma raka?.To nie może być prawda
-Carlos ty nie możesz być chory,nie teraz kiedy znalazłam swoją połówkę-Mówiłam dusząc się łzami
-Lekarze kilka dni temu wykryli u mnie raka,ale spokojnie na szczęście jest nie groźny
-Czy ty będziesz zdrowy?-Spojrzałam się w jego śliczne oczy
-Po długim leczeniu tak-Przytuliłam go jak najmocniej
-Mam zostać u Ciebie na noc?
-Jakbym mógł prosić-Poszłam zobaczyć co robi jego mama.Stała przy szafce w kuchni.Stanęłam w drzwiach
-Dzień dobry,przepraszam,że dopiero teraz,ale
-Carlos Ci już wszystko powiedział prawda?-Pani Pena do mnie podeszła.Pokiwałam głową
-Tak Carlos mi powiedział o raku,ale go da się wyleczyć
-On Cię okłamał-Cofnęłam się o krok w tył
-Jak to okłamał?
-Kilka dni temu rozmawiałam z lekarzem.Jego rak okazał się bardzo złośliwy.Lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia-Słuchałam ze łzami w oczach.W pewnym momencie osunęłam się ziemię.Zaczęłam szlochać.Carlos wbiegł do kuchni
-Mamo,dlaczego ona płacze?-Wstałam pomału z podłogi
-A nie wiem-Jego mama wz ruszyła ramionami
-Słucham?,najpierw mówi mi pani,że jego rak jest złośliwy,lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia,a teraz co?,wzrusza pani ramionami?
-Mamo czy to prawda?-Carlos mnie przytulił
-Carlos posłuchaj mnie
-Nie będę Ciebie słuchał,odpowiedz mi tylko na to jedno pytanie-Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Tak to prawda
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Carlos-Próbowałam go uspokoić,ale na marne
-Dajcie mi wszyscy święty spokój-Carlos wybiegł z domu.Nie wiedziałam gdzie jest,próbowałam się do Niego dodzwonić.Nie odbierał ode mnie.Cała roztrzęsiona udałam się na tak zwaną ,,górkę miłości''.Nazwaliśmy ją tak ze względu na to,że to właśnie tam Carlos mi wyznał uczucia.Nikt o Niej nie wiedział,tylko my dwoje.Weszłam po marmurowych schodkach na górę.Na ostatnim stopniu ujrzałam Carlosa.Siedział plecami do mnie.Patrzał się w jeden punkt przed sobą.Podeszłam do Niego powoli
-Dlaczego to spotkało akurat mnie?-Szatyn zaczął płakać.Usiadłam przy Nim
-Carlos wszystko będzie dobrze zobaczysz
-Wiktoria już nic nie będzie dobrze,mam tylko kilka miesięcy życia,a tyle mam do zrobienia-Carlos zrobił się cały czerwony od płaczu.Zrobiło mi się go żal
-To na co czekasz?,*nie czekaj,aż ktoś spełni twoje marzenia,samemu je spełniaj-Klasnęłam w dłonie.Carlos spojrzał się na mnie dziwnie
-Niby jak to mam zrobić?,przecież to jest niewykonalne
-I tu się właśnie mylisz kochanie,bo uwierz mi,marzenia się spełniają
-Masz na to dowody?-Uśmiechnęłam się
-A mam,na przykład miałam marzenie,aby spotkać przystojnego szatyna,o piwnych oczach.No i co?,spełniło się
-Ale moje marzenie jest niewykonalne-Zmarszczyłam czoło,na co Carlos się zaśmiał
-No to powiedz jakie jest twoje marzenie?
-Moim marzeniem jest zostać agentem FBI-Carlos zaczął udawać agenta
-Myślisz,że to się nie spełni?-Zapytałam się patrząc na Niego
-No nie
-Zaczekaj,zaraz wrócę-Wstałam i zbiegłam na dół.Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Sama.Już po jednym sygnale odebrał
-No co chciałaś?-Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu
-Mam do Ciebie ogromną prośbę
-No słucham?
-Bo widzisz,okazało się,że Carlos ma raka.Lekarze dają mu kilka miesięcy życia.No i on teraz chce spełnić swoje marzenia i jednym z nich jest zostanie agentem FBI-Sam przerwał mi na chwilę
-Czekaj,czy ty prosisz mnie o to,abym wziął twojego chłopaka do FBI?
-Zrób to dla mnie-Wyszeptałam
-Ugh niech Ci będzie-Pisnęłam z radości
-Jesteś cudowny
-Podaj mi jego numer,ale nic mu nie mów-Posłusznie wykonałam to co powiedział Sam.Rozłączyłam się i wróciłam do Carlosa
-Gdzie byłaś?
-Musiałam do kogoś zadzwonić-Pocałowałam go w usta.Carlos uśmiechnął się po przez pocałunek
-Wracamy?-Wstałam podając Carlosowi rękę
-Wracamy-W ten zadzwonił jego telefon.Carlos odebrał.W pewnej chwili telefon wypadł mu z ręki-Co jest?
-Zostałem agentem FBI.Moje marzenie się spełniło-Carlito obrócił mnie wokół własnej osi
-A nie mówiłam,że marzenia się spełniają?
-No tak,przepraszam,że Ci nie uwierzyłem
-Pogłaskałam go po policzku
-A jakie są twoje kolejne marzenia?-Chwyciliśmy się za ręce.Zaczęliśmy schodzić z góry.Podczas drogi do domu dowiedziałam się dużo o jego marzeniach.Chce iść na mecz hokeja,drugie,chce zjeść choć raz miskę pełną Corndogów,trzecie,chce,abym go wzięła do lunaparku i parę innych,ale to już pozostawię dla siebie.Doszliśmy do jego domu
-Carlos ja zaraz przyjdę,pójdę tylko po kilka rzeczy
-No dobrze-Cmoknęłam go w policzek.Weszłam do swojego domu.Moja mama spojrzała się na mnie smutno,aha czyli pani Pena musiała jej wszystko powiedzieć.No nic weszłam do pokoju i od razu dobrałam się do mojego komputera.Zaczęłam przeszukiwać czy są u Nas mecze hokeja.No i były.Zamówiłam dwa bilety.Okej jedno już mamy,teraz drugie.Wzięłam kilka rzeczy i wyszłam z pokoju zamykając drzwi
-Wiktorio,a ty gdzie się wybierasz?-Moja mam stanęła w progu
-Będę nocowała u Carlosa-Wyszłam z domu i poszłam do sklepu.Kupiłam paczkę Corndogów.Zapłaciłam i poszłam do Carlosa.Gdy weszłam poszłam od razu do kuchni.Wyciągnęłam z szafki miskę.Nasypałam Corndogów i poszłam do jego pokoju
-Co mój królewicz robi?-Wychyliłam głowę z za drzwi.Miskę mam z tyłu
-Nic,a co?
-To dobrze,bo o to twoje następne marzenie się spełniło-Podałam mu miskę.Carlos spojrzał się na Nią,a potem na mnie
-Jesteś cudowna-Pocałowałam go w czubek głowy
-Jedz,jedz ty mój hokeisto-Nagle poczułam,że dostałam esemesa.Pisali,że bilety otrzymamy przy kasie,a mecz jest jutro
-No to Carlos szykuj się na jutro
-Czemu?
-Mecz hokeja się kłania-Wyszeptałam na co Carlos zaczął się cieszyć
-Boże,jak ja się cieszę,że Ciebie mam-Przytuliliśmy się
-No widzisz,to co idziemy spać?
-Jasne-Poszłam się przebrać.Położyłam się obok Niego.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Next Day
Obudziłam się wczesnym rankiem.Zobaczyłam,że Carlos śpi.Wstałam po cichu,żeby go nie obudzić.Udałam się do kuchni.Wlałam wody do czajnika.Uszykowałam trzy kubki na herbatę.Spojrzałam w bok.Obok mnie stał Carlos
-A pan już nie śpi?-Cmoknęłam go lekko w usta
-Nie,bo nie było Ciebie-Wtuliłam się w jego tors
-To co dzisiaj na hokeja idziemy?
-A no idziemy
Po południu poszliśmy na mecz hokeja.Carlos był szczęśliwy.Uśmiechałam się z tego powodu.Po meczu wyszliśmy na dwór
-To co gdzie teraz?-W pewnej chwili dostrzegłam lunapark
-Chodź-Pobiegliśmy w wspomniane prze ze mnie miejsce.Carlos bawił się wyśmienicie.Po szaleńczej zabawie wróciliśmy do domów
-Gdzie była?-Zapytała się moja rodzicielka
-Spełniałam marzenia mamo
Przez następne kilka dni spełniałam to czego Wam nie powiedziałam.Carlos był szczęśliwy.Raz nawet zadzwonił do Niego sam,więc Carlos przeżył swoją ,,pierwsze tajną misję''.Teraz gdy tak o tym wspominam jest mi smutno z tego powodu ponieważ Carlos już nigdy tego nie zobaczy.Z trudem przechodzi mi to przez gardło,ale trudno powiem.Carlos nie żyje,zmarł po tym jak w szkole zemdlał.Lekarze stwierdzili u Niego nie dopływ krwi.Pomimo reanimacji Carlos zmarł.Płakałam,i jeszcze raz płakałam za Nim.Nawet teraz łzy cisną mi się do oczu.Dzisiaj zamierzam dać to Carlosowi.Wstałam i założyłam buty.Wyszłam i skierowałam się na cmentarz.Przechodziłam alejką przez wszystkie groby,aż w końcu doszłam do tego właściwego.Zapaliłam znicz i usiadłam na ławce,która znajdowała się obok grobu Carlosa
-Co u Ciebie słychać?-Odpowiedziała mi głucha cisza-Jak zwykle dobrze
Zaczęłam mu opowiadać co u mnie się działo.W ręce trzymam to co miałam mu dać
-Carlos mam tu coś dla Ciebie-Położyłam mu kartkę na grobie-Mam nadzieję,że przeczytasz to.Kocham Cię Carlos i nigdy nie przestanę
Rozmawiałam z Nim jeszcze przez dwie godziny.Od tego czasu nikogo nie poznałam.W moim sercu zawsze będzie Carlos.Z jednego jestem tylko szczęśliwa,a mianowicie z tego,że udało mi się spełnić marzenia,które miał Carlos
niedziela, 30 sierpnia 2015
Rozdział 36
Vpis XVII
Monika zerwała z Loganem.Tak dobrze słyszycie.Dokładnie wczoraj jak poszłam do Logana,może i dobrze,że się tak stało.Logan został wywalony z branży,za to,że się z Kendallem nie pogodził.Logan jest uparty jak osioł.Kendall dzisiaj gra koncert.Naradzie skończę pisać
Odłożyłam zeszyt na stół.Wstałam i poszłam do kuchni.Monika siedziała przed moim laptopem?
-Monika co ty robisz przed moim laptopem?
-Kendall dzwonił chciałam z nim pogadać
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?
-Nawet się o Ciebie nie pytał
-Słucham?,czekaj czy ty próbujesz mi wmówić,że Kendall się o mnie nie pytał?
-No tak
-Zejdź
-Nie
-Zejdź,bo to jest mój laptop
Monika posłusznie wykonała moje polecenie.Zadzwoniłam do Kendalla
-Hejka Lucy
-Czy Ciebie coś łączy z Moniką?
-Zwariowałaś?,przecież wiesz,że nie odbiłbym dziewczyny swojemu przyjacielowi
-Przyjacielowi?
-Wczoraj zadzwonił do mnie Logan.Przeprosił mnie,a potem zaczęliśmy gadać
-No nie wieże Loggie się nawrócił
-Pozdrów go ode mnie
-Lucy Logan przyszedł
Odwróciłam się w stronę drzwi.Na przeciw mnie stał Logan z bukietem róż.Jak najprędzej się w niego wtuliłam
-Przepraszam Cię Lucy byłem nie mądry w stosunku do Kendalla.Miałaś rację okazał się fajnym gościem
-A nie mówiłam
-Halo ja nadal tutaj jestem
-A właśnie to dla Ciebie
-Idź z nim pogadaj,a ja je włożę do wazonu
Udałam się do kuchni.Włożyłam kwiaty do wazony.Następnie poszłam do Logana.Usiadłam obok niego
-Mam nadzieję,że ta zgoda jest prawdziwa
-No przecież
-Jeżeli okaże się fałszywa,to ja już nigdy więcej się do Ciebie nie odezwę
-Spoko
-Będziecie oglądać mój koncert?
-W telewizji?
-Tak
-No,a o której?
-O dwudziestej
-Będziemy oglądać
-Kendall mamy próbę dźwiękowa
-Zadzwonię później
-Okej
Rozłączyłam się.Wtuliłam się w Logana.Objął mnie w pasie
-I co nie lepiej się pogodzić?
-No lepiej
-Napiszę Jamesowi,że się pogodziłeś z Kendallem
Napisałam wiadomość,po czym udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie obiadu.Logan przyszedł mi pomóc
-Co jeszcze mam pokroić?
-Pomidora i cebulę
-Już się robi
-Idziesz od września do szkoły?
-Tak tylko,że do Liceum
-Ja niestety do gimnazjum
-Który dzisiaj jest?
-Trzynasty sierpnia,a co?
-Przecież za dwa dni są urodziny Carlosa
-Rzeczywiście
-Jutro idziemy na zakupy i coś mu kupujemy
-Koniecznie
-Tylko co?
-On lubi zwierzęta
-No to może kupimy mu psa
-Świetny pomysł
-To jutro idziemy do schroniska
Zamieszałam sałatkę.Wyciągnęłam z niej talerze.Rozłożyłam na stole
-Zjesz ze mną?
-Pewnie
-To mów ile chcesz
-Dobra starczy
-Okej,a teraz ja
Gdy już nałożyłam wzięłam widelce.Podałam jeden Loganowi
-No to smacznego
-Nawzajem
Obiad zjedliśmy w ciszy.Następnie umyłam talerze.Udałam się do salonu.Logan pisał coś na komórce
-Loguś co robimy?
-Nie wiem,może ja pójdę do sklepu i kupie coś na Kendalla koncert?
-Zaczekaj dam Ci pieniądze
Gdy chciałam wyjąć kasę Logan położył mi rękę na mojej dłoni.Wzdrygnęłam się
-Lucy ja kupie za swoje
- Dam Ci pieniądze,nie będziesz musiał płacić ze swoich
-Lucy powiedziałem coś
Już chciałam coś powiedzieć,lecz Logan wyszedł.Włączyłam telewizor.Leciały reklamy.Zaczęłam sobie myśleć o swoim życiu.Ciekawe co bym teraz robiła gdybym nie była z Kendallem,na pewno nadal bym mieszkała w Kansas,albo bym została zabita przez Niemców.Tego bym nie chciała.W sumie moje życie diametralnie się zmieniło.Ciekawe czy kiedy kolwiek pojedziemy do Kansas.Jestem ciekawa jak tam teraz jest.Na pewno wszystko jest poniszczone,albo już odbudowali.Ile mnie tam nie było?,dobre pół roku.Muszę zapytać się Kendallowi czy jak przyjedzie w październiku z trasy to pojedziemy do Kansas.Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos Logana.Kiedy on przyszedł?,nawet nie wiem
-Co kupiłeś?
-Pepsi czekoladę i murzynki
-To ile jestem Ci winna?
-Lucy!
-Oj no dobra żartowałam
-Włanczaj pomału koncert,ja pójdę po szklanki
-Jasne
Przełączyłam na MTV.Pomału zaczęli zbierać się ludzie.Logan usiadł obok mnie.Zaczął się koncert.W pewnej chwili Kendall zaprosił fankę na scenę.Już miał zacząć śpiewać,gdy ta dziewczyna go pocałowała.Kendall jej nawet nie odepchnął,tylko oddał pocałunek.Wytrzeszczyłam oczy.Po chwili usłyszałam jego głos.Śpiewał Parallel.Przed oczami ciągle pojawiał mi się obraz Kendalla całującego się z fanką.Po koncercie włączyłam komputer.Kendall o dziwo zadzwonił
-Hej co tam?
-Czy ty przypadkiem nie masz mi nic do powiedzenia?
-A o co chodzi bo nie wiem?
-Ty już dobrze wiesz o co chodzi,tylko rżniesz głupa
-Lucy ja naprawdę nie wiem o co chodzi
-To ja Ci powiem(Tutaj wtrącił się Logan)
-Chodzi o twój pocałunek na koncercie
Kendall zamilkł.Czekałam na jakie kolwiek wyjaśnienia z jego strony.No to się chyba nie doczekam
-Lucy to nie tak jak myślisz
-A jak?,może mi to łaskawie wytłumaczysz?
-No właśnie
-Logan
-Co?,ach tak,tak ja już pójdę.Cześć Lucy,naradzie Kendall
-No to słucham
-Tak jak widziałaś ona pierwsza mnie pocałowała
-No dobrze,ale powiedz mi dlaczego jej nie odepchnąłeś?
-Sam nie wiem
-Ach nie wiesz?,no dobra to my chyba sobie podarujemy to wszystko
-Lucy mam odejść?
-Przestań ciągle mi o tym nawijać
-No przepraszam bardzo wystarczy?
-Nie wiem
-Lucy ja bardzo żałuję tego co się stało,ale jak wiadomo czasu nie można cofnąć
-Bardzo żałujesz?
-Bardzo,bardzo
-Masz szczęście,że Cię strasznie kocham
-Czyli wybaczyłaś mi?
-Tak
-Wiedziałem,że tak zrobisz.Kocham Cię Lucy
-Nie podlizuj się lepiej
-Stwierdzam fakty
-Lizus
-Ha,ha,ha
-Gdzie macie teraz koncert?
-W Las Vegas
-A kiedy?
-Jutro
-No to masz czas by wypocząć
-Dobra jutro zadzwonię
-Budź mnie kiedy chcesz
-No to do jutra,no i oczywiście Kendallowych snów
-Dlaczego,akurat Kendallowych?
-Bo chcę,żeby Ci się przyśnił twój chłopak,który Cię bardzo kocha
-No to dobranoc
Wyłączyłam laptopa.Poszłam się przebrać.Położyłam się na łóżku.Bard
Vpis XVII
Monika zerwała z Loganem.Tak dobrze słyszycie.Dokładnie wczoraj jak poszłam do Logana,może i dobrze,że się tak stało.Logan został wywalony z branży,za to,że się z Kendallem nie pogodził.Logan jest uparty jak osioł.Kendall dzisiaj gra koncert.Naradzie skończę pisać
Odłożyłam zeszyt na stół.Wstałam i poszłam do kuchni.Monika siedziała przed moim laptopem?
-Monika co ty robisz przed moim laptopem?
-Kendall dzwonił chciałam z nim pogadać
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?
-Nawet się o Ciebie nie pytał
-Słucham?,czekaj czy ty próbujesz mi wmówić,że Kendall się o mnie nie pytał?
-No tak
-Zejdź
-Nie
-Zejdź,bo to jest mój laptop
Monika posłusznie wykonała moje polecenie.Zadzwoniłam do Kendalla
-Hejka Lucy
-Czy Ciebie coś łączy z Moniką?
-Zwariowałaś?,przecież wiesz,że nie odbiłbym dziewczyny swojemu przyjacielowi
-Przyjacielowi?
-Wczoraj zadzwonił do mnie Logan.Przeprosił mnie,a potem zaczęliśmy gadać
-No nie wieże Loggie się nawrócił
-Pozdrów go ode mnie
-Lucy Logan przyszedł
Odwróciłam się w stronę drzwi.Na przeciw mnie stał Logan z bukietem róż.Jak najprędzej się w niego wtuliłam
-Przepraszam Cię Lucy byłem nie mądry w stosunku do Kendalla.Miałaś rację okazał się fajnym gościem
-A nie mówiłam
-Halo ja nadal tutaj jestem
-A właśnie to dla Ciebie
-Idź z nim pogadaj,a ja je włożę do wazonu
Udałam się do kuchni.Włożyłam kwiaty do wazony.Następnie poszłam do Logana.Usiadłam obok niego
-Mam nadzieję,że ta zgoda jest prawdziwa
-No przecież
-Jeżeli okaże się fałszywa,to ja już nigdy więcej się do Ciebie nie odezwę
-Spoko
-Będziecie oglądać mój koncert?
-W telewizji?
-Tak
-No,a o której?
-O dwudziestej
-Będziemy oglądać
-Kendall mamy próbę dźwiękowa
-Zadzwonię później
-Okej
Rozłączyłam się.Wtuliłam się w Logana.Objął mnie w pasie
-I co nie lepiej się pogodzić?
-No lepiej
-Napiszę Jamesowi,że się pogodziłeś z Kendallem
Napisałam wiadomość,po czym udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie obiadu.Logan przyszedł mi pomóc
-Co jeszcze mam pokroić?
-Pomidora i cebulę
-Już się robi
-Idziesz od września do szkoły?
-Tak tylko,że do Liceum
-Ja niestety do gimnazjum
-Który dzisiaj jest?
-Trzynasty sierpnia,a co?
-Przecież za dwa dni są urodziny Carlosa
-Rzeczywiście
-Jutro idziemy na zakupy i coś mu kupujemy
-Koniecznie
-Tylko co?
-On lubi zwierzęta
-No to może kupimy mu psa
-Świetny pomysł
-To jutro idziemy do schroniska
Zamieszałam sałatkę.Wyciągnęłam z niej talerze.Rozłożyłam na stole
-Zjesz ze mną?
-Pewnie
-To mów ile chcesz
-Dobra starczy
-Okej,a teraz ja
Gdy już nałożyłam wzięłam widelce.Podałam jeden Loganowi
-No to smacznego
-Nawzajem
Obiad zjedliśmy w ciszy.Następnie umyłam talerze.Udałam się do salonu.Logan pisał coś na komórce
-Loguś co robimy?
-Nie wiem,może ja pójdę do sklepu i kupie coś na Kendalla koncert?
-Zaczekaj dam Ci pieniądze
Gdy chciałam wyjąć kasę Logan położył mi rękę na mojej dłoni.Wzdrygnęłam się
-Lucy ja kupie za swoje
- Dam Ci pieniądze,nie będziesz musiał płacić ze swoich
-Lucy powiedziałem coś
Już chciałam coś powiedzieć,lecz Logan wyszedł.Włączyłam telewizor.Leciały reklamy.Zaczęłam sobie myśleć o swoim życiu.Ciekawe co bym teraz robiła gdybym nie była z Kendallem,na pewno nadal bym mieszkała w Kansas,albo bym została zabita przez Niemców.Tego bym nie chciała.W sumie moje życie diametralnie się zmieniło.Ciekawe czy kiedy kolwiek pojedziemy do Kansas.Jestem ciekawa jak tam teraz jest.Na pewno wszystko jest poniszczone,albo już odbudowali.Ile mnie tam nie było?,dobre pół roku.Muszę zapytać się Kendallowi czy jak przyjedzie w październiku z trasy to pojedziemy do Kansas.Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos Logana.Kiedy on przyszedł?,nawet nie wiem
-Co kupiłeś?
-Pepsi czekoladę i murzynki
-To ile jestem Ci winna?
-Lucy!
-Oj no dobra żartowałam
-Włanczaj pomału koncert,ja pójdę po szklanki
-Jasne
Przełączyłam na MTV.Pomału zaczęli zbierać się ludzie.Logan usiadł obok mnie.Zaczął się koncert.W pewnej chwili Kendall zaprosił fankę na scenę.Już miał zacząć śpiewać,gdy ta dziewczyna go pocałowała.Kendall jej nawet nie odepchnął,tylko oddał pocałunek.Wytrzeszczyłam oczy.Po chwili usłyszałam jego głos.Śpiewał Parallel.Przed oczami ciągle pojawiał mi się obraz Kendalla całującego się z fanką.Po koncercie włączyłam komputer.Kendall o dziwo zadzwonił
-Hej co tam?
-Czy ty przypadkiem nie masz mi nic do powiedzenia?
-A o co chodzi bo nie wiem?
-Ty już dobrze wiesz o co chodzi,tylko rżniesz głupa
-Lucy ja naprawdę nie wiem o co chodzi
-To ja Ci powiem(Tutaj wtrącił się Logan)
-Chodzi o twój pocałunek na koncercie
Kendall zamilkł.Czekałam na jakie kolwiek wyjaśnienia z jego strony.No to się chyba nie doczekam
-Lucy to nie tak jak myślisz
-A jak?,może mi to łaskawie wytłumaczysz?
-No właśnie
-Logan
-Co?,ach tak,tak ja już pójdę.Cześć Lucy,naradzie Kendall
-No to słucham
-Tak jak widziałaś ona pierwsza mnie pocałowała
-No dobrze,ale powiedz mi dlaczego jej nie odepchnąłeś?
-Sam nie wiem
-Ach nie wiesz?,no dobra to my chyba sobie podarujemy to wszystko
-Lucy mam odejść?
-Przestań ciągle mi o tym nawijać
-No przepraszam bardzo wystarczy?
-Nie wiem
-Lucy ja bardzo żałuję tego co się stało,ale jak wiadomo czasu nie można cofnąć
-Bardzo żałujesz?
-Bardzo,bardzo
-Masz szczęście,że Cię strasznie kocham
-Czyli wybaczyłaś mi?
-Tak
-Wiedziałem,że tak zrobisz.Kocham Cię Lucy
-Nie podlizuj się lepiej
-Stwierdzam fakty
-Lizus
-Ha,ha,ha
-Gdzie macie teraz koncert?
-W Las Vegas
-A kiedy?
-Jutro
-No to masz czas by wypocząć
-Dobra jutro zadzwonię
-Budź mnie kiedy chcesz
-No to do jutra,no i oczywiście Kendallowych snów
-Dlaczego,akurat Kendallowych?
-Bo chcę,żeby Ci się przyśnił twój chłopak,który Cię bardzo kocha
-No to dobranoc
Wyłączyłam laptopa.Poszłam się przebrać.Położyłam się na łóżku.Bard
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















