Hejka,hejka co się kochani z Wami dzieje?.Wczoraj było tyle wyświetleń,a dzisiaj tylko pięć?.Ja się dla Was staram,a Wy co?,olewacie sprawę.Ja się zastanawiam,czy czasami nie zawiesić tego bloga.No kurczę naprawdę z tego powodu mi jest strasznie smutno.Proszę Was nnapiście Mi czy mam zawiesić tego bloga czy nie.Kendallowych snów
wtorek, 11 sierpnia 2015
Włamanie
Rozdział 30
James zaparkował pod jakąś willą.Widok był przepiękny.No po prostu marzenie
-My też będziemy mieszkać w takim domu z dwójką małych dzieci
-Chciałbyś
-No wierz marzenia się spełniają
-Ale nie takie
-Zobaczymy
-Koniec gadania.Wchodzimy do tego domu,bo prawdopodobnie ktoś tu się włamał
-A skąd to wiesz?
-Zlokalizowałem
-Aha
-Kendall wejdziesz jako pierwszy
-Pod warunkiem,że za mną wchodzi Lucy
-Niech Ci będzie
Podeszłam do niego.Posłałam mu zachęcający uśmiech.Kendall nie pewnie nacisnął klamkę.Już miał wejść,ale się zawahał
-Jestem za tobą
Weszłam od razu za Kendallem,a reszta po mnie.Mieszkanie było zrujnowane.Wszystkie rzeczy były porozrzucane.Po prostu syf.W ten ujrzeliśmy jakiegoś chłopca
-Jak masz na imię?
-Antoś
-Mówiłem Ci smarkaczu,abyś nie odzywał się do obcych
-Ale tato
-Milcz,do swojego pokoju
Kendall mnie przytulił
-Nigdy nie będę tak mówił do naszego maluszka
-O ile będziemy go mieć
Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna.Wystraszyłam się go.Z tego powodu pisnęłam
-Już dobrze jestem tu
-Czego chcecie?
-Jesteśmy agentami
-Gówno mnie to obchodzi
Ten pan wydobył z kieszeni pistolet.Wycelował w......Wycelował w Kendalla
-Zabiję Cię
-Myślisz,że się Ciebie boję?.No dalej strzelań
Usłyszałam trzy krótkie strzały.Czym prędzej spojrzałam w stronę Kendalla.Runął na ziemię.Zaczęłam płakać
-Kurde co ja Wam zrobiłam?,no co?.Musicie mnie męczyć?.Zabiłeś mojego chłopaka rozumiesz to?.ZABIŁEŚ GO.Był moją najbliższą osobą,a ty co? zabiłeś go.Nienawidzę Was,nienawidzę
-Lucy
-Tak Kendall...Kendall?...Kendall! ty żyjesz,ale przecież
-Mam pancerz kulo odporny pod bluzką,i tak by mi się nic nie stało
-Wystraszyłeś mnie jak nie wiem
-Oj no przepraszam kochanie
-Ej ty miałeś umrzeć
-Oj naprawdę?,przepraszam,ale jakoś nie śpieszy mi się na tamten świat,chyba,że pan musi mnie zabić.
-Francis
-Ale,żeby to nastąpiło,to najpierw ja cię zabije
-Ha,ha,ha yyyy
Ujrzałam strużkę krwi,na jego twarzy.Mężczyzna upadł na posadzkę.Wokół niego pojawiła się krew
-Zabiłeś go
-No wiem
-Zabiłeś człowieka Kendall
-No przecież mowie,że wiem
-Idziemy szybko
Czym prędzej opuściliśmy ten budynek.Wsiedliśmy do auta.Ściągnęłam z siebie ten strój.Oparłam czoło o zimną szybę.Przymknęłam oczy
-Lucy
-....
-Lucy
-No co?
-Czemu milczysz?
Dlaczego oni muszą być tacy dociekliwi?.To już człowiek nie może po milczeć
-Bo mi się tak chce
-Masz na kogoś focha?
Spojrzałam się na Kendalla.Patrzał się na mnie.Słodko wyglądał.Wiem ciągle to mowie
-Na mnie się obraziłaś?
-Nie
-Dobra dajcie spokój dziewczyna jest po prostu zmęczona
-Dzięki Wera
-Spoko
James zaparkował pod hotelem.Wysiadłam z auta.Weszłam do hotelu.Spotkałam tam Angelę
-Hej
-Cześć
-Jak tam Logan?
-Nie jestem już z nim
-Jak to?
-Dowiedziałam się,że powrócił do swojej byłej
-Musi Ci być ciężko z tego powodu
-Nie ponieważ mam kogoś
-Znam go?
-Cześć jestem Kendall Knight
-Miło mi Angela Christi
-On jest moim chłopakiem
-Poczekaj tutaj
Angela pociągnęła mnie za rękę.Zdziwiłam się
-Skąd wytrzasnęłaś takie ciacho?
-Gdy mieszkałam w Kansas,to na moim osiedlu mieszkał właśnie Kendall.Pewnego dnia do mojej mamy miała przyjść przyjaciółka wraz ze swoim synem.No i co się później okazało
-Czekaj,okazało się,że tym chłopakiem okazał się Kendall
-Dokładnie
-Ale z Ciebie szczęściara
-Dzięki
-Co mnie obgadujecie?
Kendall mnie przytulił.Uśmiechnęłam się
-My Cię nie obgadujemy
-Słyszałem wszystko
-Podsłuchiwałeś?
-Nie
-Kendall no
Uderzyłam go lekko w klatkę piersiową.Kendall się tylko zaśmiał
-Angela przecież go znasz
-Nie
-Opowiadałam Ci o nim
-No może
W ten podszedł do nas Carlito.Spojrzał na Angelę
-Cześć Kendall
-Hej Carlos
-Hej,a my?
-Hej Lucy no i witam piękną panią
-Cześć
-Jak ma pani na imię?
-Angela
-Miło mi Carlos jestem
Carlos wziął rękę Angeli i ją pocałował.Ta się tylko uśmiechnęła
-To my może pójdziemy
-Dlaczego?
Dałam Kendallowi kuksańca w bok.Chyba zrozumiał,bo kiwnął głową.Poszliśmy nad basen.Usiedliśmy na leżakach.Kendall poszedł po lemoniadę.Nagle zrobiło mi się zimno.Nie wiedziałam co się dzieje.Gdy doszłam do siebie zobaczyłam,że jestem w wodzie.Obok mnie stał roześmiany Kendall
-I z czego się tak śmiejesz?
-Z Ciebie
-Jesteś debilem,po co to zrobiłeś?
-Przecież jest gorąco
-A mi jest zimno przez Ciebie
-Oj daj spokój Lucy sierpień jest
-Cholera przecież od września do szkoły,jak mogłam o tym zapomnieć?
-Musisz?
-Nie wiesz? nie muszę,a po za tym ty i tak jedziesz w trasę więc...
-Więc nie będę Cię widział przez kilka miesięcy
-Jak to?
-Wczoraj zadzwonił do mnie Greg i powiedział,że wylatujemy nie za tydzień,ale w ten poniedziałek i wrócimy dopiero po kilku miesiącach
Łzy zaczęły mi lecieć po twarzy.Wtuliłam się w Kenda.Nie chcę,żeby mnie opuszczał,nie na tak długo.Nie wytrzymam tyle
-Nie wytrzymam tyle bez Ciebie
-Ani ja bez Ciebie
-Pomóc Ci się spakować?
-Jakbym mógł prosić
Wyszliśmy z wody i poszliśmy do pokoju
James zaparkował pod jakąś willą.Widok był przepiękny.No po prostu marzenie
-My też będziemy mieszkać w takim domu z dwójką małych dzieci
-Chciałbyś
-No wierz marzenia się spełniają
-Ale nie takie
-Zobaczymy
-Koniec gadania.Wchodzimy do tego domu,bo prawdopodobnie ktoś tu się włamał
-A skąd to wiesz?
-Zlokalizowałem
-Aha
-Kendall wejdziesz jako pierwszy
-Pod warunkiem,że za mną wchodzi Lucy
-Niech Ci będzie
Podeszłam do niego.Posłałam mu zachęcający uśmiech.Kendall nie pewnie nacisnął klamkę.Już miał wejść,ale się zawahał
-Jestem za tobą
Weszłam od razu za Kendallem,a reszta po mnie.Mieszkanie było zrujnowane.Wszystkie rzeczy były porozrzucane.Po prostu syf.W ten ujrzeliśmy jakiegoś chłopca
-Jak masz na imię?
-Antoś
-Mówiłem Ci smarkaczu,abyś nie odzywał się do obcych
-Ale tato
-Milcz,do swojego pokoju
Kendall mnie przytulił
-Nigdy nie będę tak mówił do naszego maluszka
-O ile będziemy go mieć
Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna.Wystraszyłam się go.Z tego powodu pisnęłam
-Już dobrze jestem tu
-Czego chcecie?
-Jesteśmy agentami
-Gówno mnie to obchodzi
Ten pan wydobył z kieszeni pistolet.Wycelował w......Wycelował w Kendalla
-Zabiję Cię
-Myślisz,że się Ciebie boję?.No dalej strzelań
Usłyszałam trzy krótkie strzały.Czym prędzej spojrzałam w stronę Kendalla.Runął na ziemię.Zaczęłam płakać
-Kurde co ja Wam zrobiłam?,no co?.Musicie mnie męczyć?.Zabiłeś mojego chłopaka rozumiesz to?.ZABIŁEŚ GO.Był moją najbliższą osobą,a ty co? zabiłeś go.Nienawidzę Was,nienawidzę
-Lucy
-Tak Kendall...Kendall?...Kendall! ty żyjesz,ale przecież
-Mam pancerz kulo odporny pod bluzką,i tak by mi się nic nie stało
-Wystraszyłeś mnie jak nie wiem
-Oj no przepraszam kochanie
-Ej ty miałeś umrzeć
-Oj naprawdę?,przepraszam,ale jakoś nie śpieszy mi się na tamten świat,chyba,że pan musi mnie zabić.
-Francis
-Ale,żeby to nastąpiło,to najpierw ja cię zabije
-Ha,ha,ha yyyy
Ujrzałam strużkę krwi,na jego twarzy.Mężczyzna upadł na posadzkę.Wokół niego pojawiła się krew
-Zabiłeś go
-No wiem
-Zabiłeś człowieka Kendall
-No przecież mowie,że wiem
-Idziemy szybko
Czym prędzej opuściliśmy ten budynek.Wsiedliśmy do auta.Ściągnęłam z siebie ten strój.Oparłam czoło o zimną szybę.Przymknęłam oczy
-Lucy
-....
-Lucy
-No co?
-Czemu milczysz?
Dlaczego oni muszą być tacy dociekliwi?.To już człowiek nie może po milczeć
-Bo mi się tak chce
-Masz na kogoś focha?
Spojrzałam się na Kendalla.Patrzał się na mnie.Słodko wyglądał.Wiem ciągle to mowie
-Na mnie się obraziłaś?
-Nie
-Dobra dajcie spokój dziewczyna jest po prostu zmęczona
-Dzięki Wera
-Spoko
James zaparkował pod hotelem.Wysiadłam z auta.Weszłam do hotelu.Spotkałam tam Angelę
-Hej
-Cześć
-Jak tam Logan?
-Nie jestem już z nim
-Jak to?
-Dowiedziałam się,że powrócił do swojej byłej
-Musi Ci być ciężko z tego powodu
-Nie ponieważ mam kogoś
-Znam go?
-Cześć jestem Kendall Knight
-Miło mi Angela Christi
-On jest moim chłopakiem
-Poczekaj tutaj
Angela pociągnęła mnie za rękę.Zdziwiłam się
-Skąd wytrzasnęłaś takie ciacho?
-Gdy mieszkałam w Kansas,to na moim osiedlu mieszkał właśnie Kendall.Pewnego dnia do mojej mamy miała przyjść przyjaciółka wraz ze swoim synem.No i co się później okazało
-Czekaj,okazało się,że tym chłopakiem okazał się Kendall
-Dokładnie
-Ale z Ciebie szczęściara
-Dzięki
-Co mnie obgadujecie?
Kendall mnie przytulił.Uśmiechnęłam się
-My Cię nie obgadujemy
-Słyszałem wszystko
-Podsłuchiwałeś?
-Nie
-Kendall no
Uderzyłam go lekko w klatkę piersiową.Kendall się tylko zaśmiał
-Angela przecież go znasz
-Nie
-Opowiadałam Ci o nim
-No może
W ten podszedł do nas Carlito.Spojrzał na Angelę
-Cześć Kendall
-Hej Carlos
-Hej,a my?
-Hej Lucy no i witam piękną panią
-Cześć
-Jak ma pani na imię?
-Angela
-Miło mi Carlos jestem
Carlos wziął rękę Angeli i ją pocałował.Ta się tylko uśmiechnęła
-To my może pójdziemy
-Dlaczego?
Dałam Kendallowi kuksańca w bok.Chyba zrozumiał,bo kiwnął głową.Poszliśmy nad basen.Usiedliśmy na leżakach.Kendall poszedł po lemoniadę.Nagle zrobiło mi się zimno.Nie wiedziałam co się dzieje.Gdy doszłam do siebie zobaczyłam,że jestem w wodzie.Obok mnie stał roześmiany Kendall
-I z czego się tak śmiejesz?
-Z Ciebie
-Jesteś debilem,po co to zrobiłeś?
-Przecież jest gorąco
-A mi jest zimno przez Ciebie
-Oj daj spokój Lucy sierpień jest
-Cholera przecież od września do szkoły,jak mogłam o tym zapomnieć?
-Musisz?
-Nie wiesz? nie muszę,a po za tym ty i tak jedziesz w trasę więc...
-Więc nie będę Cię widział przez kilka miesięcy
-Jak to?
-Wczoraj zadzwonił do mnie Greg i powiedział,że wylatujemy nie za tydzień,ale w ten poniedziałek i wrócimy dopiero po kilku miesiącach
Łzy zaczęły mi lecieć po twarzy.Wtuliłam się w Kenda.Nie chcę,żeby mnie opuszczał,nie na tak długo.Nie wytrzymam tyle
-Nie wytrzymam tyle bez Ciebie
-Ani ja bez Ciebie
-Pomóc Ci się spakować?
-Jakbym mógł prosić
Wyszliśmy z wody i poszliśmy do pokoju
Subskrybuj:
Posty (Atom)