Rozdział 17
-Kendall co robimy?
-A co chcesz?
-A ty co chcesz?
-Czekam na twoją propozycję
-No to pozwolisz,że ja pójdę do sklepu
-Co ty tak chodzisz po te zakupy.Czekaj,czekaj,a może ty masz innego co?
-Zwariowałeś czy co/.Myślisz,że ja mogła bym Cię zdradzić
-No ja nie mam pewności
Gdy to usłyszałam to momentalnie serce mnie zabolało.Jak on mógł tak powiedzieć
-Jak mogłeś mnie oskarżyć o zdradę?
-No przepraszam ja nie wiem co ty robisz gdy wychodzisz z domu
-Powinieneś pomyśleć,bo ja zawsze przychodzę z zakupami
-Możesz kupować po tym
-Po czym?
-No wiesz po czym
-Mów jaśniej
-Po stosunku
Uderzyłam Kendalla w twarz.Ale z niego dupek
-Jesteś skończonym dupkiem wiesz.Nigdy Cię nie zdradziłam.Nigdy.Tak jak Ci mówiłam chodziłam do sklepu,a gdy mówiłam,że idę na spacer to spotykałam się...
-A jednak
-Dasz mi dokończyć/.Dziękuję.Spotykałam się z moimi przyjaciółmi między innymi z Werą
-Może to potwierdzić?
-Nie wierzysz mi/
-Nie wiem
Łzy zebrały mi się w oczach.Zaczęły mi lecieć po twarzy.Wstałam i spojrzałam się na Kendalla
-Myślałam,że jesteś inny.Pomyliłam się,żeby oskarżać dziewczynę o zdradę
Poszłam do pokoju.Położyłam się na łóżku.Zaczęłam płakać.Długo nie mogłam się uspokoić.Wieczorem poszłam do kuchni zjeść kolację.Kendall siedział na stołku.Nie odzywałam się do niego.Zrobiłam sobie kanapki.Po kolacji poszłam się położyć.Długo nie mogłam zasnąć.O godzinie jedenastej zasnęłam
wtorek, 7 lipca 2015
Rozdział 16
Wieczorem poszłam do pokoju zobaczyć co robi mój chłopak.Leżał i patrzał się w sufit.
-Kendall co Ci jest?
-Oglądam swój piękny biały sufit
-Przestań
-A ty jak byś się czuła leżąc tu?.Byś nic nie mogła zrobić.Nic kompletnie
-Nie moja wina,że wyszedłeś na deszcz
-Nie o to mi teraz chodzi
-A niby o co?
-Już o nic
Kendall odwrócił się na bok.Zrobiło mi się go żal.Zaczęłam głaskać go po policzku
-Jutro jak nie będziesz miał gorączki to wstaniesz okej?
-Naprawdę?
-No pewnie
-To ja na to idę
-To się cieszę
Przytuliliśmy się.Kendall ziewnął.Wiedziałam co to oznacza
-Śpiący jestem
-Połóż się i śpij
-Dobranoc
-Dobranoc śpij dobrze
Cmoknęłam go w czubek głowy.Zgasiłam światło.Wyszłam.Udałam się do salonu.Oglądałam jeszcze telewizję,po czym zgasiłam i zapadłam w błogi sen.Obudziłam się cała zlana potem.Śnił mi się koszmar.Usiadłam na tapczanie.Odetchnęłam z ulgą.Poszłam sprawdzić co z Kendallem.Nie spał.Wzięłam termometr w rękę i podałam mu go.Po dwóch minutach Kendall dał mi go z powrotem
-No mój drogi nie masz nawet normalnej temperatury
-A ile?
-Trzydzieści pięć pięć
-Łee...No to mogę wstać
-Dalej idź się wykąp,a potem przyjdź na śniadanie
Udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania.W ten ktoś zapukał do drzwi.Była to Wera
-Cześć
-Hej
-Mogę wejść?
-No pewnie
Zamknęłam za nią drzwi.Udaliśmy się do kuchni
-Gdzie twój chłopak?
-Bierze prysznic
-Aaha
-Co?
-Nic nic
Zaśmialiśmy się.Po chwili wszedł Kendall
-O kto nas odwiedził
-Daruj sobie
-No co taka piękna...
-Kendall
-Oj już dobrze ty moja zazdrośnico
-Nie jestem zazdrosna
-Właśnie widzę
Skarciłam go wzrokiem.Wera to zauważyła.Uśmiechnęła się do mnie
-No co?
-Nic nic
-O co wam wszystkim chodzi?
-O nic
-Uważaj bo zaczynam wierzyć
-Lucy
-Co ooo
Zobaczyłam Kendalla w samych bokserkach.Ciepło się się zrobiło
-Wow
-Zrobiłem na was wrażenie?
-Oj zrobiłeś
-Zgadzam się
-Kto chce się przytulić?
-Ja dziękuję ponieważ nie chce się kłócić z Lucy
-No to ja się przytulę
Podeszłam do Kendalla i się w niego wtuliłam.Był cały ciepły
-Kendall Ci nie jest zimno?
-No trochę
-To co tu robisz?.Już mi się ubieraj
-No dobrze mamusiu
-Debil
Pocałowałam Kendalla w usta.Podeszłam do Wery
-Słodko razem wyglądacie
-Ooo.Dziękuję
-Żałuję tego co się stało cztery lata temu
-No wiesz nie znałaś mnie jeszcze w tedy,gdy byś mi o tym powiedziała to by mi to zwisało,ale teraz jak z nim jestem trochę to zabolało
-No wiem sorki
-Ubrałem się
O mało nie wybuchłam śmiechem.Kendall ubrany był w sukienkę
-Coś ty na siebie włożył?
-Spodnie
-Kretynie to jest sukienka
-Jak ja wyglądam
-Powiem Ci,że nawet nawet
-Nie rób sobie ze mnie jaj
-Zdejmuj to
-Co mam przed Wami zrobić striptiz?
-Lepiej nie
-Wiem,że tego chcesz
-Wypierniczaj się przebierać,ale już
Kendall wyszedł.Usiadłam na stołku
-No mów coś
-Co mam mówić?
-Byle co
-Pójdę już
-Czemu?
-Zgadamy się
-Ale...
Nie zdążyłam nic powiedzieć ponieważ Wera wyszła z domu.Stanęłam jak wryta.Kurcze no co to za świat
-Ja pier...
-Lucy
-Daj mi spokój
-Lucy no
-Czego
-Chciałem abyś do mnie przyszła.A gdzie Wera?
-Poszła sobie
-Aapsik
-Na zdrowie
-Dzięki
-Ja się pójdę przejść
-Dobrze apsik
Założyłam buty i wyszłam.Udałam się do parku.Usiadłam na byle jakiej ławce.Po chwili zjawiła się jakaś dziewczyna.Usiadła obok mnie
-Hej(mówi ta nieznajoma dziewczyna)
-Cześć,a tak po za tym to my się znamy?
-Nie jestem Monika
-Lucy miło mi
-Co tu robisz?
Powiedzieć jej,że jestem agentką czy nie?.Przecież ja jej nawet nie znam.Nie nie powiem.Później się dowie.Tak będzie najlepiej
-Jestem z moimi przyjaciółmi u mojego chłopaka
-A ile ze sobą jesteście?
-Cztery dni
-No to ładnie gratuluję
-Dziękuję
-Ile masz lat?
-Piętnaście,a ty?
-Szesnaście
-A z kąt pochodzisz?
-Z Kansas
-Ja niestety z tąd
-Mówisz po angielsku?(to Monika mówi)
-Tak
-Wow,ale super
-Tylko,że czasami.Zazwyczaj używam polskiego
-No tak
-Co jeszcze chcesz wiedzieć?
-Jak mają na imię twoi przyjaciele
-Weronika,Logan,Carlos,James
-A chłopak?
-Kendall
-Zapoznasz mnie z nimi?
-No wiesz będzie trochę trudno
-Dlaczego?
-Bo mieszkamy osobno do czasu(,,do czasu" powiedziałam po cichu)
-A co się stało?
-Nic się nie stało po prostu tak chcieliśmy
W ten dostrzegłam Logana.Pokazałam gestem ręki,aby przyszedł
-Hejka dziewczyny
-Moniko to jest Logan
-Logan jestem
-Monika
-Śliczne imię
-Dzięki
-Z kąt pochodzisz?
-Z tąd a ty?
-Z Kansas
-To tak jak Lucy
-My wszyscy z tam tąd jesteśmy
-No to macie fajnie
-Tylko wiesz tam wybuchła wojna
-Naprawdę?
-Tak
-Co się tam działo?
-Niemcy zabili naszych.Musieliśmy stać w rządkach,ale uciekliśmy im.Strzelali do nas
-Wow nie wiedziałam
-Może pójdziecie na spacer?
-Świetny pomysł
Monika z Loganem odeszli,a ja wróciłam do domu
Wieczorem poszłam do pokoju zobaczyć co robi mój chłopak.Leżał i patrzał się w sufit.
-Kendall co Ci jest?
-Oglądam swój piękny biały sufit
-Przestań
-A ty jak byś się czuła leżąc tu?.Byś nic nie mogła zrobić.Nic kompletnie
-Nie moja wina,że wyszedłeś na deszcz
-Nie o to mi teraz chodzi
-A niby o co?
-Już o nic
Kendall odwrócił się na bok.Zrobiło mi się go żal.Zaczęłam głaskać go po policzku
-Jutro jak nie będziesz miał gorączki to wstaniesz okej?
-Naprawdę?
-No pewnie
-To ja na to idę
-To się cieszę
Przytuliliśmy się.Kendall ziewnął.Wiedziałam co to oznacza
-Śpiący jestem
-Połóż się i śpij
-Dobranoc
-Dobranoc śpij dobrze
Cmoknęłam go w czubek głowy.Zgasiłam światło.Wyszłam.Udałam się do salonu.Oglądałam jeszcze telewizję,po czym zgasiłam i zapadłam w błogi sen.Obudziłam się cała zlana potem.Śnił mi się koszmar.Usiadłam na tapczanie.Odetchnęłam z ulgą.Poszłam sprawdzić co z Kendallem.Nie spał.Wzięłam termometr w rękę i podałam mu go.Po dwóch minutach Kendall dał mi go z powrotem
-No mój drogi nie masz nawet normalnej temperatury
-A ile?
-Trzydzieści pięć pięć
-Łee...No to mogę wstać
-Dalej idź się wykąp,a potem przyjdź na śniadanie
Udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania.W ten ktoś zapukał do drzwi.Była to Wera
-Cześć
-Hej
-Mogę wejść?
-No pewnie
Zamknęłam za nią drzwi.Udaliśmy się do kuchni
-Gdzie twój chłopak?
-Bierze prysznic
-Aaha
-Co?
-Nic nic
Zaśmialiśmy się.Po chwili wszedł Kendall
-O kto nas odwiedził
-Daruj sobie
-No co taka piękna...
-Kendall
-Oj już dobrze ty moja zazdrośnico
-Nie jestem zazdrosna
-Właśnie widzę
Skarciłam go wzrokiem.Wera to zauważyła.Uśmiechnęła się do mnie
-No co?
-Nic nic
-O co wam wszystkim chodzi?
-O nic
-Uważaj bo zaczynam wierzyć
-Lucy
-Co ooo
Zobaczyłam Kendalla w samych bokserkach.Ciepło się się zrobiło
-Wow
-Zrobiłem na was wrażenie?
-Oj zrobiłeś
-Zgadzam się
-Kto chce się przytulić?
-Ja dziękuję ponieważ nie chce się kłócić z Lucy
-No to ja się przytulę
Podeszłam do Kendalla i się w niego wtuliłam.Był cały ciepły
-Kendall Ci nie jest zimno?
-No trochę
-To co tu robisz?.Już mi się ubieraj
-No dobrze mamusiu
-Debil
Pocałowałam Kendalla w usta.Podeszłam do Wery
-Słodko razem wyglądacie
-Ooo.Dziękuję
-Żałuję tego co się stało cztery lata temu
-No wiesz nie znałaś mnie jeszcze w tedy,gdy byś mi o tym powiedziała to by mi to zwisało,ale teraz jak z nim jestem trochę to zabolało
-No wiem sorki
-Ubrałem się
O mało nie wybuchłam śmiechem.Kendall ubrany był w sukienkę
-Coś ty na siebie włożył?
-Spodnie
-Kretynie to jest sukienka
-Jak ja wyglądam
-Powiem Ci,że nawet nawet
-Nie rób sobie ze mnie jaj
-Zdejmuj to
-Co mam przed Wami zrobić striptiz?
-Lepiej nie
-Wiem,że tego chcesz
-Wypierniczaj się przebierać,ale już
Kendall wyszedł.Usiadłam na stołku
-No mów coś
-Co mam mówić?
-Byle co
-Pójdę już
-Czemu?
-Zgadamy się
-Ale...
Nie zdążyłam nic powiedzieć ponieważ Wera wyszła z domu.Stanęłam jak wryta.Kurcze no co to za świat
-Ja pier...
-Lucy
-Daj mi spokój
-Lucy no
-Czego
-Chciałem abyś do mnie przyszła.A gdzie Wera?
-Poszła sobie
-Aapsik
-Na zdrowie
-Dzięki
-Ja się pójdę przejść
-Dobrze apsik
Założyłam buty i wyszłam.Udałam się do parku.Usiadłam na byle jakiej ławce.Po chwili zjawiła się jakaś dziewczyna.Usiadła obok mnie
-Hej(mówi ta nieznajoma dziewczyna)
-Cześć,a tak po za tym to my się znamy?
-Nie jestem Monika
-Lucy miło mi
-Co tu robisz?
Powiedzieć jej,że jestem agentką czy nie?.Przecież ja jej nawet nie znam.Nie nie powiem.Później się dowie.Tak będzie najlepiej
-Jestem z moimi przyjaciółmi u mojego chłopaka
-A ile ze sobą jesteście?
-Cztery dni
-No to ładnie gratuluję
-Dziękuję
-Ile masz lat?
-Piętnaście,a ty?
-Szesnaście
-A z kąt pochodzisz?
-Z Kansas
-Ja niestety z tąd
-Mówisz po angielsku?(to Monika mówi)
-Tak
-Wow,ale super
-Tylko,że czasami.Zazwyczaj używam polskiego
-No tak
-Co jeszcze chcesz wiedzieć?
-Jak mają na imię twoi przyjaciele
-Weronika,Logan,Carlos,James
-A chłopak?
-Kendall
-Zapoznasz mnie z nimi?
-No wiesz będzie trochę trudno
-Dlaczego?
-Bo mieszkamy osobno do czasu(,,do czasu" powiedziałam po cichu)
-A co się stało?
-Nic się nie stało po prostu tak chcieliśmy
W ten dostrzegłam Logana.Pokazałam gestem ręki,aby przyszedł
-Hejka dziewczyny
-Moniko to jest Logan
-Logan jestem
-Monika
-Śliczne imię
-Dzięki
-Z kąt pochodzisz?
-Z tąd a ty?
-Z Kansas
-To tak jak Lucy
-My wszyscy z tam tąd jesteśmy
-No to macie fajnie
-Tylko wiesz tam wybuchła wojna
-Naprawdę?
-Tak
-Co się tam działo?
-Niemcy zabili naszych.Musieliśmy stać w rządkach,ale uciekliśmy im.Strzelali do nas
-Wow nie wiedziałam
-Może pójdziecie na spacer?
-Świetny pomysł
Monika z Loganem odeszli,a ja wróciłam do domu
Subskrybuj:
Posty (Atom)