środa, 9 września 2015

Okup

Rozdział 39
Rano poszłam do banku.Wypłaciłam tysiąc złotych.Wróciłam do hotelu.Po drodze spotkałam Angelę
-Hej gdzie tak pędzisz?
-Hej,nie mogę za bardzo rozmawiać ponieważ muszę te pieniądze włożyć do walizki
-No,a po co?
-Muszę zapłacić okup za Kendalla
-Jezu,a co się stało?
-Porwali go wczoraj na misji
-Ja pierdziele mam iść z tobą?
-Nie muszę to zrobić sama
-No to do później
Odeszłam stamtąd.Włożyłam kasę do walizki.O godzinie drugiej zaczęłam się pomału szykować.Wyszłam z pokoju.Skierowałam się w stronę parku.Dochodziła piętnasta.Zobaczyłam,że się zjawili.Podeszłam do nich.Rzuciłam mu walizkę pod nogi
-Zostaw Kendalla
-Grzeczna jesteś.Masz tu swojego lalusia
Przytuliłam Kendalla jak najmocniej.Chwyciliśmy się za ręce.Splotłam nasze palce.Wróciliśmy do hotelu
-Kendall co on Ci robił?
-Nic,a co miał mi robić?
Położyłam dłoń na jego ramieniu.Syknął
-Auć
-Aha jak dojdziemy do pokoju ściągasz bluzkę
-Lucy
-Kendall powiedziałam już coś
Weszliśmy do pokoju.Kendall ściągnął bluzkę.Zobaczyłam,że ma na ciele siniaki
-Czy on Cię bił?
-Nie
-Kendall powiedz prawdę
-Dobra,parę razy mnie uderzył
-Nie można było tak od razu?
-Mogę już założyć tą bluzkę?
-Tak
Usiadłam na kanapie.Postanowiłam,że jak jeszcze kiedyś zobaczę tego gościa to mu zadam ten sam ból,co on Kendallowi.No sory tak nie może być.Kurde,ale się narobiło.Myślałam,że Palm Woods zapewni mi bezpieczeństwo,ale mi nie zapewniło.To znaczy po części,a tą drugą część wypełniają kłopoty.No ile jeszcze mogę wytrzymać.Poczułam na sobie oddech Kendalla.Od razu zapomniałam o wszystkim.Teraz liczy się Kendall.Przytuliłam go
-Kocham Cię Lucy
-Ja Ciebie też
Kendall położył mnie na kanapie.W ten do pokoju wparowała moja mama
-Lucy idziemy na zakupy
-A po co?
-Trzeba Ci książki kupić
-A co z tymi innymi rzeczami?
-Też Ci kupiec
-Dobra pójdę,ale Kendall idzie z nami
-Trzeba kupić coś Carlosowi
-O kurde przecież dzisiaj są urodziny Carlosa.Jak ja mogłam zapomnieć
-No to ruszamy
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do galerii.Po drodze spotkaliśmy Logana.Pociągnęłam go za rękę
-Idziesz z nami
-Gdzie?
-Urodziny Carlosa
-A no właśnie nie wiesz jak tam Sydney?
-Od wczoraj go nie widziałam
-Aha
-Hej,o jakim psie mówicie?
-No bo my złożyliśmy się i kupiliśmy mu szczeniaka
-I ja o tym nic nie wiem?
Spojrzałam się na Kendalla błagalnym wzrokiem.Czy on musi być taki ciekawski?.Z kim ja chodzę.Wywróciłam znacząco oczami.Weszliśmy do galerii.Chciałam wejść do ciucholandi,ale moja mama przywołała mnie do porządku
-Nie przyszliśmy tutaj pooglądać ubrań,tylko po książki
-No,ale mamo
-Kochanie twoja mama ma racje
-Ty też?.Jezu dobra kupmy te zasrane książki
-Lucy!
Weszliśmy do księgarni.Kupiliśmy wszystkie potrzebne książki.Poszliśmy do papierniczego
-A wy zostaniecie tutaj(mojej mamie chodziło o mnie i o Kendzia)
-No to teraz możemy dokończyć to co zaczęliśmy w hotelu
Kendall podszedł do mnie.Spojrzał mi prosto w oczy.Musnął delikatnie moje usta.Odwzajemniłam to.Oparł swoje czoło o moje
-Co kupujemy Carlosowi?
-No nie wiem,może by tak coś z ubioru?
-Ty to naprawdę masz fioła na punkcie ciuchów
-A ty na vansach
Wyszczerzyłam się do niego.Kendall spojrzał się na mnie znacząco.W tej samej chwili ze sklepu wyszła moja mama i Logan
-No to teraz trzeba coś Carlosowi kupić
-Idziemy do New Yorkera
-Po co?
-Chcemy mu kupić ciuchy
Moja mama nic nie powiedziała.Było mi to na rękę.Weszliśmy do wspomnianego przeze mnie sklepu.Od razu zatraciłam się w przeglądaniu ciuchów.Wybrałam dla Carlosa czarne rurki i czarną bluzkę z napisem frazy.Zapłaciłam za to wszystko.Wszyscy byli już na zewnątrz
-Carlito wysłał mi wiadomość,że wieczorem robi imprezę z Angelą idziemy?
-No pewnie
-To teraz do hotelu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz