wtorek, 25 sierpnia 2015

Świąteczna Tragedia

Imagin dedykowany Marcelinie Kłodzie.Mam nadzieję,że się podoba,oraz posienka:-) <3
Włącz to https://m.youtube.com/watch?v=HJfaeHeTmqc
Jest grudzień,śnieg pada nie miłosiernie.Lubię taką pogodę.Stoję przy oknie i patrzę na dzieci,które bawią się na śniegu.Zawsze przypomina mi się moje dzieciństwo,gdy ja szalałam na śniegu.Zjeżdżałam na sankach,lepiłam bałwana.Oj ile bym dała,żeby powrócić do tych czasów.Uśmiechnęłam się sama do siebie.Odwróciłam się i wyszłam z mojego pokoju.Wszędzie panowała świąteczna atmosfera.Zbiegłam po marmurowych schodach i wbiegłam do kuchni gdzie moja mama przygotowywała ciasto na pierniki.
-Pomóc Ci mamo?-Zapytałam się kradnąc jej owocowa posypkę
-Marcelino nie kradnij mi,a po za tym to mogłabyś iść na zakupy,ponieważ mąki mi zabrakło
-No to powiedz mi co mam kupić.Poszłam założyć kozaki.Ubrałam kurtkę szalik i czapkę.Moja mama powiedziała mi co mam kupić.Dała mi 100 dolarów.Wybiegłam z domu w wyśmienitym nastroju.Wszędzie było można dostrzec ludzi kupujących prezenty.Ja już mam wszystko kupione,a szczególnie cieszę się z prezentu dla Logana.Przyjeżdża do mnie za tydzień na Wigilię.Już nie mogę się doczekać,aby dać mu ten prezent.No nic doszłam do galerii.Weszłam do budynku.Skierowałam się do Cerfura.Kupiłam potrzebne rzeczy.Zapłaciłam tylko 50 dolarów.Wróciłam do domu
-Mamo już jestem-Krzyknęłam wchodząc do domu
-Chodź do kuchni,musimy porozmawiać-Rozebrałam się po czym udałam się do wspomnianego przez moją mamę pomieszczenia
-No to o czym chciałaś porozmawiać?
-Czy Logan będzie na tej Wigilii?
-No tak będzie,przecież przyjeżdża za tydzień-Powiedziałam gryząc posypkę.Jak ja je kocham:-)
-Marcelino,masz już dla Niego prezent?
-Mam,ale nie mogę Ci powiedzieć ponieważ to niespodzianka-Zaśmiałam się po czym wtuliłam się w moją mamę.Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.Odblokowałam ekran.Odebrałam
-Halo?
-Witaj kochanie-Usłyszałam najcudowniejszy głos świata.Uśmiech momentalnie zagościł na mojej twarzy
-Cześć,co tam u Ciebie słychać-Poszłam do swojego pokoju zamykając przy tym drzwi
-Nic ciekawego,odliczam dni do Naszego spotkania
-No ja też,na szczęście to już za tydzień-Spojrzałam się w kalendarz.Dzisiaj jest 15,a Logan przyjeżdża dzień przed Wigilią
-A masz już dla mnie prezent?-Usłyszałam w jego głosie ciekawość.Zaśmiałam się do słuchawki
-Oj Loggie,Loggie mam,ale Ci nie powiem.Zdradzie tylko,że się ucieszysz
-Eee tam ja myślałem,że mi powiesz,a tu dupa
-Logan,ile razy mówiłam Ci nie mów przy mnie tych słów.Wiesz,że ja tego nie nawidzę-Powiedziałam lekko zirytowana
-Oj no dobra,,mamusiu''-Haha bardzo śmieszne.On to zawsze umie rozbawić człowieka,tylko czasami nie wiadomo czy ma się płakać czy też śmiać
-Oberwiesz za to,zobaczysz-Zachichotałam,na co Logan odpowiedział mi westchnięciem
-Niech Ci będzie jakoś przeboleję
-To co widzimy się za tydzień-Powiedziałam wstając z łóżka
-Tak
-To do zobaczenia
-Pa
Rozłączyłam się i poszłam pomagać mamie.Ten tydzień minął mi strasznie szybko.Dzień przed przylotem Logana spakowałam prezenty,ponieważ jak będzie to nie będę miała czasu,aby pakować.Ciągle chodziłam podekscytowana.W głowie miałam to samo zdanie,,Jutro nareszcie ujrzę Logana''.Przed spaniem zadzwoniłam do Niego,ale niestety nie odbierał.Pomyślałam więc,że może już jest w samolocie.Zgasiłam światło i poszłam spać.To co się zdarzy jutro wstrząśnie mną diametralnie.Już od samego rana przygotowywałam się na powitanie Logiego.Kilka godzin przed jego przylotem usiadłam wraz z mamą na kanapie,aby obejrzeć wiadomości.Włączyłam telewizor i od razu mówili o jakiejś tragedii.Chciałam to przełączyć,ale coś nie dawało mi spokoju,więc postanowiłam zostawić to na tym kanale
-Witam państwa z tej strony Greg Glickman.Dzisiaj około godziny 10 rano samolot lecący do Las Vegas rozbił się na pobliskim polu.Nikt nie przeżył.Przyczyną tej tragedii,były problemy ze sterem-Na szczęście Logana to nie dotyczyło,zaraz zaraz...
-Mamo Logan jakim miał lecieć samolotem-Spojrzałam się na moją rodzicielkę,po czym tego pożałowałam.Moja mama płakała,co mnie zdziwiło
-Marcelino,on nie żyje-Nie dopuszczałam do siebie tej myśli.Czym prędzej wykręciłam numer do Logana.Nie odbierał.Zaczęłam szlochać.Boże to nie może być prawda,Logan za niedługo wejdzie do mojego domu i wszystko będzie dobrze.Niestety się pomyliłam.Na za jutrz dowiedziałam się,że Logan rzeczywiście zginął.Cały czas płakałam.Myślałam,że to będą wspaniałe święta,a przerodziły się w świąteczną tragedią.Kilka dni po tym postanowiłam z tym skończyć.Poszłam na peron.Sprawdziłam o której jedzie pociąg.Za siedem minut.Zaczęłam odliczać.W pewnej chwili chciałam zrezygnować,ale gdy pomyślałam,o tym co mnie spotkało ponownie ogarnęła mnie fala smutku i rozpaczy.W ten usłyszałam gwizd.Pociąg był coraz bliżej.Zdążyłam tylko krzyknąć
-Nareszcie będziemy razem Logan,już na zawsze-No i wpadłam pod pociąg.Zmarłam na miejscu.Teraz cieszę się każdą chwilą spędzoną z moim chłopakiem


Smutek,Nadzieja,Miłość

Imagin dedykowany Marcelinie Kłodzie.Mam nadzieję,że się podoba<3
Siedziałam właśnie na tapczanie otulona miękkim kocem.Oglądałam jakąś komedię,która z czasem zaczęła mi się nudzić.Postanowiłam,że zrobię sobie gorącą czekoladę.Wstałam i skierowałam się do kuchni.Wyciągnęłam z szafki kubek i wsypałam do Niego czekoladę.Wstawiłam wodę w czajniku.Gdy woda się zagotowywała poszłam do pokoju po swojego laptopa.Wlączyłam go i od razu weszłam na facebooka.Zobaczyłam z kim bym tu mogła popisać.Nikogo nie było,ale nagle ktoś mi napisał,i tym ktosiem był James.Uśmiech momentalnie zagościł na mojej twarzy.Usłyszałam gwizd czajnika.Z laptopem na rękach udałam się znowu do kuchni.Zalałam czekoladę.Zaczęłam pisać z Jamesem
J:James
M:Matylda
J:No witam moją księżniczkę-James umiał poprawić dziewczynie humor
M:Hej co u Ciebie słychać?-Usiadłam na tapczanie.Laptop umieściłam na kolanach
J:W porządku,mam nadzieję,że u Ciebie też wszystko okej
M:Tak,zobaczymy się dzisiaj?-Wzięłam łyk czekolady
J:Dzisiaj nie bardzo ponieważ jestem zajęty,ale jutro owszem
M:A czym jesteś taki zajęty?-Podniosłam jedną brew do góry.Szkoda,że James tego nie widzi
-A no wiesz,od kilku dni mam dziewczynę i trzeba się Nią zaopiekować no nie?-Posmutniałam nagle,myślałam,że James jest wolny,a tu proszę.Znam Jamesa od piaskownicy,traktuje go jak brata,ale od jakichś kilku dni czuję do Niego coś więcej niż tylko braterską miłość
-A powiesz mi kto jest tą szczęściarą?
-Halston
-A no to nie przeszkadzam-Łzy pojawiły się w moich oczach
-Nie przeszkadzasz,wiesz co później Ci napiszę co i jak-James wylogował się z facebooka.Zaczęłam głośno szlochać.Dopiero pod wieczór udało mi się uspokoić.Weszłam sobie na FB,to co zobaczyłam spowodowało u mnie powrót nadziei.James dodał status wolnego,czyli musiało się coś stać.Postanowiłam,że do Niego pójdę.Założyłam buty i wyszłam z domu.Przeszłam na drugą stronę.James mieszka na przeciwko mnie.Stanęłam przed drzwiami i zapukałam.Nikt nie otwierał.Nacisnęłam klamkę,o dziwo drzwi były otwarte.Weszłam do środka.Już od progu przywitał mnie Fox.Pogłaskałam psiaka
-No dobrze Fox,pokaż mi gdzie jest twój pan?
Fox szczeknął głośno i pobiegł do salonu.Poszłam za Nim.James leżał na kanapie przykryty kocem,aż po samą głowę.Podeszłam do Niego i go odkryłam
-Co ty tutaj robisz?-Usiadłam przy Nim
-Widziałam,że jesteś wolny,co się stało?-James usiadł przodem do mnie.Miał zapłakaną twarz
-Chciałem iść do Halston,no i uszykowałem się i wogóle,następnie kupiłem kwiaty takie,które lubi no i poszedłem do Niej.Drzwi były otwarte co mnie zdziwiło,ponieważ ona nigdy nie zostawia drzwi otwartych,no dobra weszłem do środka.Nikogo nie było,więc poszedłem do jej pokoju,i przez uchylone drzwi zobaczyłem co ona robi-James zaczął płakać-Ona mnie zdradziła
-James ona nie jest warta twoich łez-Przytuliłam go jak najmocniej tylko potrafiłam.Czułam jak moja bluzka staje się mokra od jego łez.Nie przejmowałam się tym teraz
-Powiedz mi w czym ja jestem gorszy od tych wszystkich facetów?-James spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-W niczym nie jesteś gorszy,to ona nie potrafiła dostrzec jakim ty jesteś wspaniałym człowiekiem James-Pogłaskałam go po policzku po czym kontynuowałam-Powiem Ci coś więcej jesteś o sto razy lepszy od tych wszystkich chłopaków
-Jesteś kochana Marcelina,nie wiem co bym bez Ciebie zrobił-Spojrzeliśmy sobie w oczy.James zaczął się do mnie przybliżać.Już chciał mnie pocałować,ale przeszkodził mu w tym Fox
-No wiesz ty co?,umiesz wyczuć dobry moment-Zaśmiałam się z tego co powiedział James.Pogłaskałam Foxa za uchem
-Oj Fox-Zwierzak spojrzał się na mnie.Resztę wieczoru spędziliśmy wszyscy razem
Next Day
James mi powiedział,że gdyby nie ja on by się zabil.Gdyby to zrobił,nie przeżyła bym tego zanic w świecie.Po południu spotkaliśmy się w Naszym ulubionym miejscu,czyli nad stawkiem
-James mogę Ci się o coś zapytać?-Spojrzałam się na Niego nie pewnie
-Pewnie tylko co?
- Czy zaufałbyś jakiej kolwiek dziewczynie?
-Nie wiem,a co?-Spuściłam głowę.Poczułam jak moje policzki stają się czerwone
-Marcelina nie wstydź się-James odgarnął mi włosy-Powiedz mi,o co chodzi
-A czy zawsze jak Ci się o coś pytam,to musi od razu o coś chodzić?
-No nie,ale wiesz-I nagle coś się wydarzyło.James podniósł mój podbródek tak,że zetknęliśmy się ustami.Przestraszyłam się
-O Jezu przepraszam Cię-James uciszył mnie pocałunkiem
-Przecież  nic się nie stało.Muszę Ci coś wyznać-Spojrzałam się na Niego z przerażeniem-Zakochałem się w tobie już dawno.Chciałem przy Halston o tobie zapomnieć,ale nie mogłem.Kocham Cię Marcelina-Teraz ja go pocałowałam
-Ja Ciebie też kocham James
I od tego czasu jestem w szczęśliwym związku.Teraz jak o tym pomyślę,to śmiać mi się chce.Najpierw był smutek jak James napisał mi,że jest z Halston,potem nadzieja jak zerwał z Nią,po tym jak go zdradziła,no i miłość,po tym jak powiedział,,że mnie kocha.Mam nadzieję,że już tak pozostanie

Zamówienia

Mam pytanie.Zbieram zamówienia na imaginy,dlatego kto chce,niech mi napisze z kim chce i jaki,a ja potem go do dam.Mam nadzieję,że się skusicie.To do zobaczenia:-)