poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Nieuleczalna Choroba i Spełnione Marzenia

Imagin dedykowany Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba
Muszę Wam coś powiedzieć.Nie wiem od czego zacząć,ale od czegoś muszę prawda?.No dobrze to było kilka dni temu.Zaczęłam chodzić z Carlosem,ale to nie o tym porozmawiamy,ale o tym co się stało później.Rano zadzwonił do mnie Carlos,wydawało mi się,że coś jest nie tak,Po rozmowie z Nim jak najprędzej udałam się do jego mieszkania.Drzwi otworzyła mi jego mama.Popędziłam szybko do jego pokoju.Carlos leżał na łóżku.Podeszłam do Niego
-Carlos co Ci się dzieje?-Zapytałam łapiąc go za rękę
-Wiktorio usiądź tu przy mnie
-No to słucham?-Carlos ścisnął moją dłoń
-Bo ja,ja jestem chory-Zdziwiłam się
-No to pójdę po jakieś lekarstwa i za kilka dni znów będziesz na nogach
-Wiktorio ja jestem nieuleczalnie chory-Carlos spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-Ale jak to?
-Mam raka-Nie mogłam w to uwierzyć.Mój Carlos,ten co tętni życiem ma raka?.To nie może być prawda
-Carlos ty nie możesz być chory,nie teraz kiedy znalazłam swoją połówkę-Mówiłam dusząc się łzami
-Lekarze kilka dni temu wykryli u mnie raka,ale spokojnie na szczęście jest nie groźny
-Czy ty będziesz zdrowy?-Spojrzałam się w jego śliczne oczy
-Po długim leczeniu tak-Przytuliłam go jak najmocniej
-Mam zostać u Ciebie na noc?
-Jakbym mógł prosić-Poszłam zobaczyć co robi jego mama.Stała przy szafce w kuchni.Stanęłam w drzwiach
-Dzień dobry,przepraszam,że dopiero teraz,ale
-Carlos Ci już wszystko powiedział prawda?-Pani Pena do mnie podeszła.Pokiwałam głową
-Tak Carlos mi powiedział o raku,ale go da się wyleczyć
-On Cię okłamał-Cofnęłam się o krok w tył
-Jak to okłamał?
-Kilka dni temu rozmawiałam z lekarzem.Jego rak okazał się bardzo złośliwy.Lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia-Słuchałam ze łzami w oczach.W pewnym momencie osunęłam się ziemię.Zaczęłam szlochać.Carlos wbiegł do kuchni
-Mamo,dlaczego ona płacze?-Wstałam pomału z podłogi
-A nie wiem-Jego mama wz ruszyła ramionami
-Słucham?,najpierw mówi mi pani,że jego rak jest złośliwy,lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia,a teraz co?,wzrusza pani ramionami?
-Mamo czy to prawda?-Carlos mnie przytulił
-Carlos posłuchaj mnie
-Nie będę Ciebie słuchał,odpowiedz mi tylko na to jedno pytanie-Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Tak to prawda
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Carlos-Próbowałam go uspokoić,ale na marne
-Dajcie mi wszyscy święty spokój-Carlos wybiegł z domu.Nie wiedziałam gdzie jest,próbowałam się do Niego dodzwonić.Nie odbierał ode mnie.Cała roztrzęsiona udałam się na tak zwaną ,,górkę miłości''.Nazwaliśmy ją tak ze względu na to,że to właśnie tam Carlos mi wyznał uczucia.Nikt o Niej nie wiedział,tylko my dwoje.Weszłam po marmurowych schodkach na górę.Na ostatnim stopniu ujrzałam Carlosa.Siedział plecami do mnie.Patrzał się w jeden punkt przed sobą.Podeszłam do Niego powoli
-Dlaczego to spotkało akurat mnie?-Szatyn zaczął płakać.Usiadłam przy Nim
-Carlos wszystko będzie dobrze zobaczysz
-Wiktoria już nic nie będzie dobrze,mam tylko kilka miesięcy życia,a tyle mam do zrobienia-Carlos zrobił się cały czerwony od płaczu.Zrobiło mi się go żal
-To na co czekasz?,*nie czekaj,aż ktoś spełni twoje marzenia,samemu je spełniaj-Klasnęłam w dłonie.Carlos spojrzał się na mnie dziwnie
-Niby jak to mam zrobić?,przecież to jest niewykonalne
-I tu się właśnie mylisz kochanie,bo uwierz mi,marzenia się spełniają
-Masz na to dowody?-Uśmiechnęłam się
-A mam,na przykład miałam marzenie,aby spotkać przystojnego szatyna,o piwnych oczach.No i co?,spełniło się
-Ale moje marzenie jest niewykonalne-Zmarszczyłam czoło,na co Carlos się zaśmiał
-No to powiedz jakie jest twoje marzenie?
-Moim marzeniem jest zostać agentem FBI-Carlos zaczął udawać agenta
-Myślisz,że to się nie spełni?-Zapytałam się patrząc na Niego
-No nie
-Zaczekaj,zaraz wrócę-Wstałam i zbiegłam na dół.Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Sama.Już po jednym sygnale odebrał
-No co chciałaś?-Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu
-Mam do Ciebie ogromną prośbę
-No słucham?
-Bo widzisz,okazało się,że Carlos ma raka.Lekarze dają mu kilka miesięcy życia.No i on teraz chce spełnić swoje marzenia i jednym z nich jest zostanie agentem FBI-Sam przerwał mi na chwilę
-Czekaj,czy ty prosisz mnie o to,abym wziął twojego chłopaka do FBI?
-Zrób to dla mnie-Wyszeptałam
-Ugh niech Ci będzie-Pisnęłam z radości
-Jesteś cudowny
-Podaj mi jego numer,ale nic mu nie mów-Posłusznie wykonałam to co powiedział Sam.Rozłączyłam się i wróciłam do Carlosa
-Gdzie byłaś?
-Musiałam do kogoś zadzwonić-Pocałowałam go w usta.Carlos uśmiechnął się po przez pocałunek
-Wracamy?-Wstałam podając Carlosowi rękę
-Wracamy-W ten zadzwonił jego telefon.Carlos odebrał.W pewnej chwili telefon wypadł mu z ręki-Co jest?
-Zostałem agentem FBI.Moje marzenie się spełniło-Carlito obrócił mnie wokół własnej osi
-A nie mówiłam,że marzenia się spełniają?
-No tak,przepraszam,że Ci nie uwierzyłem
-Pogłaskałam go po policzku
-A jakie są twoje kolejne marzenia?-Chwyciliśmy się za ręce.Zaczęliśmy schodzić z góry.Podczas drogi do domu dowiedziałam się dużo o jego marzeniach.Chce iść na mecz hokeja,drugie,chce zjeść choć raz miskę pełną Corndogów,trzecie,chce,abym go wzięła do lunaparku i parę innych,ale to już pozostawię dla siebie.Doszliśmy do jego domu
-Carlos ja zaraz przyjdę,pójdę tylko po kilka rzeczy
-No dobrze-Cmoknęłam go w policzek.Weszłam do swojego domu.Moja mama spojrzała się na mnie smutno,aha czyli pani Pena musiała jej wszystko powiedzieć.No nic weszłam do pokoju i od razu dobrałam się do mojego komputera.Zaczęłam przeszukiwać czy są u Nas mecze hokeja.No i były.Zamówiłam dwa bilety.Okej jedno już mamy,teraz drugie.Wzięłam kilka rzeczy i wyszłam z pokoju zamykając drzwi
-Wiktorio,a ty gdzie się wybierasz?-Moja mam stanęła w progu
-Będę nocowała u Carlosa-Wyszłam z domu i poszłam do sklepu.Kupiłam paczkę Corndogów.Zapłaciłam i poszłam do Carlosa.Gdy weszłam poszłam od razu do kuchni.Wyciągnęłam z szafki miskę.Nasypałam Corndogów i poszłam do jego pokoju
-Co mój królewicz robi?-Wychyliłam głowę z za drzwi.Miskę mam z tyłu
-Nic,a co?
-To dobrze,bo o to twoje następne marzenie się spełniło-Podałam mu miskę.Carlos spojrzał się na Nią,a potem na mnie
-Jesteś cudowna-Pocałowałam go w czubek głowy
-Jedz,jedz ty mój hokeisto-Nagle poczułam,że dostałam esemesa.Pisali,że bilety otrzymamy przy kasie,a mecz jest jutro
-No to Carlos szykuj się na jutro
-Czemu?
-Mecz hokeja się kłania-Wyszeptałam na co Carlos zaczął się cieszyć
-Boże,jak ja się cieszę,że Ciebie mam-Przytuliliśmy się
-No widzisz,to co idziemy spać?
-Jasne-Poszłam się przebrać.Położyłam się obok Niego.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Next Day
Obudziłam się wczesnym rankiem.Zobaczyłam,że Carlos śpi.Wstałam po cichu,żeby go nie obudzić.Udałam się do kuchni.Wlałam wody do czajnika.Uszykowałam trzy kubki na herbatę.Spojrzałam w bok.Obok mnie stał Carlos
-A pan już nie śpi?-Cmoknęłam go lekko w usta
-Nie,bo nie było Ciebie-Wtuliłam się w jego tors
-To co dzisiaj na hokeja idziemy?
-A no idziemy
Po południu poszliśmy na mecz hokeja.Carlos był szczęśliwy.Uśmiechałam się z tego powodu.Po meczu wyszliśmy na dwór
-To co gdzie teraz?-W pewnej chwili dostrzegłam lunapark
-Chodź-Pobiegliśmy w wspomniane prze ze mnie miejsce.Carlos bawił się wyśmienicie.Po szaleńczej zabawie wróciliśmy do domów
-Gdzie była?-Zapytała się moja rodzicielka
-Spełniałam marzenia mamo
Przez następne kilka dni spełniałam to czego Wam nie powiedziałam.Carlos był szczęśliwy.Raz nawet zadzwonił do Niego sam,więc Carlos przeżył swoją ,,pierwsze tajną misję''.Teraz gdy tak o tym wspominam jest mi smutno z tego powodu ponieważ Carlos już nigdy tego nie zobaczy.Z trudem przechodzi mi to przez gardło,ale trudno powiem.Carlos nie żyje,zmarł po tym jak w szkole zemdlał.Lekarze stwierdzili u Niego nie dopływ krwi.Pomimo reanimacji Carlos zmarł.Płakałam,i jeszcze raz płakałam za Nim.Nawet teraz łzy cisną mi się do oczu.Dzisiaj zamierzam dać to Carlosowi.Wstałam i założyłam buty.Wyszłam i skierowałam się na cmentarz.Przechodziłam alejką przez wszystkie groby,aż w końcu doszłam do tego właściwego.Zapaliłam znicz i usiadłam na ławce,która znajdowała się obok grobu Carlosa
-Co u Ciebie słychać?-Odpowiedziała mi głucha cisza-Jak zwykle dobrze
Zaczęłam mu opowiadać co u mnie się działo.W ręce trzymam to co miałam mu dać
-Carlos mam tu coś dla Ciebie-Położyłam mu kartkę na grobie-Mam nadzieję,że przeczytasz to.Kocham Cię Carlos i nigdy nie przestanę
Rozmawiałam z Nim jeszcze przez dwie godziny.Od tego czasu nikogo nie poznałam.W moim sercu zawsze będzie Carlos.Z jednego jestem tylko szczęśliwa,a mianowicie z tego,że udało mi się spełnić marzenia,które miał Carlos

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz