poniedziałek, 7 września 2015

Porwanie

Rozdział 38
Nie możemy nigdzie znaleźć Kendalla.Już od pół godziny go szukamy.Jesteśmy w jakiejś szopie.Przecież nie mógł od tak wyjść.Nie wiem,ale nie podoba mi się to.W pewnej chwili James się odezwał
-Ktoś go musiał porwać
Stanęłam jak wryta.Spojrzałam się na Jamesa
-Jak to porwać?
-To nie jest normalne,żeby ktoś zniknął bez słowa nie?.Musi być coś na rzeczy
-No,ale nie żeby akurat porwał
-Lucy widzisz go gdzieś?
Nagle zadzwonił mój telefon.Był to Kendall
-Zrób na głośno mówiący
-Halo?
-L....Lucy.N.....Nie.....Martw......Się.....O.....O mnie
-Kendall co tak przerywa?
-K......Kocham....C.....Cię
-Dobra wystarczy tego,daj to.Twój chłopak jest bezpieczny.Nic mu nie grozi do czasu.Jeżeli jutro nie dostaje tysiąca złotych,to ujrzysz swojego chłopaka martwego zrozumiałaś?
-Kim ty jesteś?
-Pamiętaj jutro godzina piętnasta,tysiąc złotych.Zostaw je przed wejściem do parku.Jeżeli tak zrobisz to dostaniesz blondaska,jeżeli nie to koniec
Nie znajomy się rozłączył.Zaczęłam płakać.Boże co ja Wam takiego kurde zrobiłam?.No co?.Logan objął mnie.Odepchnęłam go.Wybiegłam z tej szopy.Zaczęłam krzyczeć
-Lucy opanuj się
-Bujaj się.Powiedz mi lepiej co ja Wam takiego zrobiłam?
-Nam nic
-To dlaczego kłopoty ciągle mi się przytrafiają?
-Tobie?,chyba Kendallowi
-A co to za różnica?
-Wielka
-Wiecie co?,mam Was gdzieś.Dam mu te zasrane pieniądze,byle by zobaczyć Kendalla całego i zdrowego
-Lucy
-Wrócę tramwajem
Odeszłam stamtąd.Wsiadłam do tramwaju i wróciłam do Palm Woods

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz