poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Nieuleczalna Choroba i Spełnione Marzenia

Imagin dedykowany Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba
Muszę Wam coś powiedzieć.Nie wiem od czego zacząć,ale od czegoś muszę prawda?.No dobrze to było kilka dni temu.Zaczęłam chodzić z Carlosem,ale to nie o tym porozmawiamy,ale o tym co się stało później.Rano zadzwonił do mnie Carlos,wydawało mi się,że coś jest nie tak,Po rozmowie z Nim jak najprędzej udałam się do jego mieszkania.Drzwi otworzyła mi jego mama.Popędziłam szybko do jego pokoju.Carlos leżał na łóżku.Podeszłam do Niego
-Carlos co Ci się dzieje?-Zapytałam łapiąc go za rękę
-Wiktorio usiądź tu przy mnie
-No to słucham?-Carlos ścisnął moją dłoń
-Bo ja,ja jestem chory-Zdziwiłam się
-No to pójdę po jakieś lekarstwa i za kilka dni znów będziesz na nogach
-Wiktorio ja jestem nieuleczalnie chory-Carlos spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-Ale jak to?
-Mam raka-Nie mogłam w to uwierzyć.Mój Carlos,ten co tętni życiem ma raka?.To nie może być prawda
-Carlos ty nie możesz być chory,nie teraz kiedy znalazłam swoją połówkę-Mówiłam dusząc się łzami
-Lekarze kilka dni temu wykryli u mnie raka,ale spokojnie na szczęście jest nie groźny
-Czy ty będziesz zdrowy?-Spojrzałam się w jego śliczne oczy
-Po długim leczeniu tak-Przytuliłam go jak najmocniej
-Mam zostać u Ciebie na noc?
-Jakbym mógł prosić-Poszłam zobaczyć co robi jego mama.Stała przy szafce w kuchni.Stanęłam w drzwiach
-Dzień dobry,przepraszam,że dopiero teraz,ale
-Carlos Ci już wszystko powiedział prawda?-Pani Pena do mnie podeszła.Pokiwałam głową
-Tak Carlos mi powiedział o raku,ale go da się wyleczyć
-On Cię okłamał-Cofnęłam się o krok w tył
-Jak to okłamał?
-Kilka dni temu rozmawiałam z lekarzem.Jego rak okazał się bardzo złośliwy.Lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia-Słuchałam ze łzami w oczach.W pewnym momencie osunęłam się ziemię.Zaczęłam szlochać.Carlos wbiegł do kuchni
-Mamo,dlaczego ona płacze?-Wstałam pomału z podłogi
-A nie wiem-Jego mama wz ruszyła ramionami
-Słucham?,najpierw mówi mi pani,że jego rak jest złośliwy,lekarze dają mu tylko kilka miesięcy życia,a teraz co?,wzrusza pani ramionami?
-Mamo czy to prawda?-Carlos mnie przytulił
-Carlos posłuchaj mnie
-Nie będę Ciebie słuchał,odpowiedz mi tylko na to jedno pytanie-Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Tak to prawda
-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Carlos-Próbowałam go uspokoić,ale na marne
-Dajcie mi wszyscy święty spokój-Carlos wybiegł z domu.Nie wiedziałam gdzie jest,próbowałam się do Niego dodzwonić.Nie odbierał ode mnie.Cała roztrzęsiona udałam się na tak zwaną ,,górkę miłości''.Nazwaliśmy ją tak ze względu na to,że to właśnie tam Carlos mi wyznał uczucia.Nikt o Niej nie wiedział,tylko my dwoje.Weszłam po marmurowych schodkach na górę.Na ostatnim stopniu ujrzałam Carlosa.Siedział plecami do mnie.Patrzał się w jeden punkt przed sobą.Podeszłam do Niego powoli
-Dlaczego to spotkało akurat mnie?-Szatyn zaczął płakać.Usiadłam przy Nim
-Carlos wszystko będzie dobrze zobaczysz
-Wiktoria już nic nie będzie dobrze,mam tylko kilka miesięcy życia,a tyle mam do zrobienia-Carlos zrobił się cały czerwony od płaczu.Zrobiło mi się go żal
-To na co czekasz?,*nie czekaj,aż ktoś spełni twoje marzenia,samemu je spełniaj-Klasnęłam w dłonie.Carlos spojrzał się na mnie dziwnie
-Niby jak to mam zrobić?,przecież to jest niewykonalne
-I tu się właśnie mylisz kochanie,bo uwierz mi,marzenia się spełniają
-Masz na to dowody?-Uśmiechnęłam się
-A mam,na przykład miałam marzenie,aby spotkać przystojnego szatyna,o piwnych oczach.No i co?,spełniło się
-Ale moje marzenie jest niewykonalne-Zmarszczyłam czoło,na co Carlos się zaśmiał
-No to powiedz jakie jest twoje marzenie?
-Moim marzeniem jest zostać agentem FBI-Carlos zaczął udawać agenta
-Myślisz,że to się nie spełni?-Zapytałam się patrząc na Niego
-No nie
-Zaczekaj,zaraz wrócę-Wstałam i zbiegłam na dół.Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Sama.Już po jednym sygnale odebrał
-No co chciałaś?-Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu
-Mam do Ciebie ogromną prośbę
-No słucham?
-Bo widzisz,okazało się,że Carlos ma raka.Lekarze dają mu kilka miesięcy życia.No i on teraz chce spełnić swoje marzenia i jednym z nich jest zostanie agentem FBI-Sam przerwał mi na chwilę
-Czekaj,czy ty prosisz mnie o to,abym wziął twojego chłopaka do FBI?
-Zrób to dla mnie-Wyszeptałam
-Ugh niech Ci będzie-Pisnęłam z radości
-Jesteś cudowny
-Podaj mi jego numer,ale nic mu nie mów-Posłusznie wykonałam to co powiedział Sam.Rozłączyłam się i wróciłam do Carlosa
-Gdzie byłaś?
-Musiałam do kogoś zadzwonić-Pocałowałam go w usta.Carlos uśmiechnął się po przez pocałunek
-Wracamy?-Wstałam podając Carlosowi rękę
-Wracamy-W ten zadzwonił jego telefon.Carlos odebrał.W pewnej chwili telefon wypadł mu z ręki-Co jest?
-Zostałem agentem FBI.Moje marzenie się spełniło-Carlito obrócił mnie wokół własnej osi
-A nie mówiłam,że marzenia się spełniają?
-No tak,przepraszam,że Ci nie uwierzyłem
-Pogłaskałam go po policzku
-A jakie są twoje kolejne marzenia?-Chwyciliśmy się za ręce.Zaczęliśmy schodzić z góry.Podczas drogi do domu dowiedziałam się dużo o jego marzeniach.Chce iść na mecz hokeja,drugie,chce zjeść choć raz miskę pełną Corndogów,trzecie,chce,abym go wzięła do lunaparku i parę innych,ale to już pozostawię dla siebie.Doszliśmy do jego domu
-Carlos ja zaraz przyjdę,pójdę tylko po kilka rzeczy
-No dobrze-Cmoknęłam go w policzek.Weszłam do swojego domu.Moja mama spojrzała się na mnie smutno,aha czyli pani Pena musiała jej wszystko powiedzieć.No nic weszłam do pokoju i od razu dobrałam się do mojego komputera.Zaczęłam przeszukiwać czy są u Nas mecze hokeja.No i były.Zamówiłam dwa bilety.Okej jedno już mamy,teraz drugie.Wzięłam kilka rzeczy i wyszłam z pokoju zamykając drzwi
-Wiktorio,a ty gdzie się wybierasz?-Moja mam stanęła w progu
-Będę nocowała u Carlosa-Wyszłam z domu i poszłam do sklepu.Kupiłam paczkę Corndogów.Zapłaciłam i poszłam do Carlosa.Gdy weszłam poszłam od razu do kuchni.Wyciągnęłam z szafki miskę.Nasypałam Corndogów i poszłam do jego pokoju
-Co mój królewicz robi?-Wychyliłam głowę z za drzwi.Miskę mam z tyłu
-Nic,a co?
-To dobrze,bo o to twoje następne marzenie się spełniło-Podałam mu miskę.Carlos spojrzał się na Nią,a potem na mnie
-Jesteś cudowna-Pocałowałam go w czubek głowy
-Jedz,jedz ty mój hokeisto-Nagle poczułam,że dostałam esemesa.Pisali,że bilety otrzymamy przy kasie,a mecz jest jutro
-No to Carlos szykuj się na jutro
-Czemu?
-Mecz hokeja się kłania-Wyszeptałam na co Carlos zaczął się cieszyć
-Boże,jak ja się cieszę,że Ciebie mam-Przytuliliśmy się
-No widzisz,to co idziemy spać?
-Jasne-Poszłam się przebrać.Położyłam się obok Niego.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Next Day
Obudziłam się wczesnym rankiem.Zobaczyłam,że Carlos śpi.Wstałam po cichu,żeby go nie obudzić.Udałam się do kuchni.Wlałam wody do czajnika.Uszykowałam trzy kubki na herbatę.Spojrzałam w bok.Obok mnie stał Carlos
-A pan już nie śpi?-Cmoknęłam go lekko w usta
-Nie,bo nie było Ciebie-Wtuliłam się w jego tors
-To co dzisiaj na hokeja idziemy?
-A no idziemy
Po południu poszliśmy na mecz hokeja.Carlos był szczęśliwy.Uśmiechałam się z tego powodu.Po meczu wyszliśmy na dwór
-To co gdzie teraz?-W pewnej chwili dostrzegłam lunapark
-Chodź-Pobiegliśmy w wspomniane prze ze mnie miejsce.Carlos bawił się wyśmienicie.Po szaleńczej zabawie wróciliśmy do domów
-Gdzie była?-Zapytała się moja rodzicielka
-Spełniałam marzenia mamo
Przez następne kilka dni spełniałam to czego Wam nie powiedziałam.Carlos był szczęśliwy.Raz nawet zadzwonił do Niego sam,więc Carlos przeżył swoją ,,pierwsze tajną misję''.Teraz gdy tak o tym wspominam jest mi smutno z tego powodu ponieważ Carlos już nigdy tego nie zobaczy.Z trudem przechodzi mi to przez gardło,ale trudno powiem.Carlos nie żyje,zmarł po tym jak w szkole zemdlał.Lekarze stwierdzili u Niego nie dopływ krwi.Pomimo reanimacji Carlos zmarł.Płakałam,i jeszcze raz płakałam za Nim.Nawet teraz łzy cisną mi się do oczu.Dzisiaj zamierzam dać to Carlosowi.Wstałam i założyłam buty.Wyszłam i skierowałam się na cmentarz.Przechodziłam alejką przez wszystkie groby,aż w końcu doszłam do tego właściwego.Zapaliłam znicz i usiadłam na ławce,która znajdowała się obok grobu Carlosa
-Co u Ciebie słychać?-Odpowiedziała mi głucha cisza-Jak zwykle dobrze
Zaczęłam mu opowiadać co u mnie się działo.W ręce trzymam to co miałam mu dać
-Carlos mam tu coś dla Ciebie-Położyłam mu kartkę na grobie-Mam nadzieję,że przeczytasz to.Kocham Cię Carlos i nigdy nie przestanę
Rozmawiałam z Nim jeszcze przez dwie godziny.Od tego czasu nikogo nie poznałam.W moim sercu zawsze będzie Carlos.Z jednego jestem tylko szczęśliwa,a mianowicie z tego,że udało mi się spełnić marzenia,które miał Carlos

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 36
Vpis XVII
Monika zerwała z Loganem.Tak dobrze słyszycie.Dokładnie wczoraj jak poszłam do Logana,może i dobrze,że się tak stało.Logan został wywalony z branży,za to,że się z Kendallem nie pogodził.Logan jest uparty jak osioł.Kendall dzisiaj gra koncert.Naradzie skończę pisać
Odłożyłam zeszyt na stół.Wstałam i poszłam do kuchni.Monika siedziała przed moim laptopem?
-Monika co ty robisz przed moim laptopem?
-Kendall dzwonił chciałam z nim pogadać
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?
-Nawet się o Ciebie nie pytał
-Słucham?,czekaj czy ty próbujesz mi wmówić,że Kendall się o mnie nie pytał?
-No tak
-Zejdź
-Nie
-Zejdź,bo to jest mój laptop
Monika posłusznie wykonała moje polecenie.Zadzwoniłam do Kendalla
-Hejka Lucy
-Czy Ciebie coś łączy z Moniką?
-Zwariowałaś?,przecież wiesz,że nie odbiłbym dziewczyny swojemu przyjacielowi
-Przyjacielowi?
-Wczoraj zadzwonił do mnie Logan.Przeprosił mnie,a potem zaczęliśmy gadać
-No nie wieże Loggie się nawrócił
-Pozdrów go ode mnie
-Lucy Logan przyszedł
Odwróciłam się w stronę drzwi.Na przeciw mnie stał Logan z bukietem róż.Jak najprędzej się w niego wtuliłam
-Przepraszam Cię Lucy byłem nie mądry w stosunku do Kendalla.Miałaś rację okazał się fajnym gościem
-A nie mówiłam
-Halo ja nadal tutaj jestem
-A właśnie to dla Ciebie
-Idź z nim pogadaj,a ja je włożę do wazonu
Udałam się do kuchni.Włożyłam kwiaty do wazony.Następnie poszłam do Logana.Usiadłam obok niego
-Mam nadzieję,że ta zgoda jest prawdziwa
-No przecież
-Jeżeli okaże się fałszywa,to ja już nigdy więcej się do Ciebie nie odezwę
-Spoko
-Będziecie oglądać mój koncert?
-W telewizji?
-Tak
-No,a o której?
-O dwudziestej
-Będziemy oglądać
-Kendall mamy próbę dźwiękowa
-Zadzwonię później
-Okej
Rozłączyłam się.Wtuliłam się w Logana.Objął mnie w pasie
-I co nie lepiej się pogodzić?
-No lepiej
-Napiszę Jamesowi,że się pogodziłeś z Kendallem
Napisałam wiadomość,po czym udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie obiadu.Logan przyszedł mi pomóc
-Co jeszcze mam pokroić?
-Pomidora i cebulę
-Już się robi
-Idziesz od września do szkoły?
-Tak tylko,że do Liceum
-Ja niestety do gimnazjum
-Który dzisiaj jest?
-Trzynasty sierpnia,a co?
-Przecież za dwa dni są urodziny Carlosa
-Rzeczywiście
-Jutro idziemy na zakupy i coś mu kupujemy
-Koniecznie
-Tylko co?
-On lubi zwierzęta
-No to może kupimy mu psa
-Świetny pomysł
-To jutro idziemy do schroniska
Zamieszałam sałatkę.Wyciągnęłam z niej talerze.Rozłożyłam na stole
-Zjesz ze mną?
-Pewnie
-To mów ile chcesz
-Dobra starczy
-Okej,a teraz ja
Gdy już nałożyłam wzięłam widelce.Podałam jeden Loganowi
-No to smacznego
-Nawzajem
Obiad zjedliśmy w ciszy.Następnie umyłam talerze.Udałam się do salonu.Logan pisał coś na komórce
-Loguś co robimy?
-Nie wiem,może ja pójdę do sklepu i kupie coś na Kendalla koncert?
-Zaczekaj dam Ci pieniądze
Gdy chciałam wyjąć kasę Logan położył mi rękę na mojej dłoni.Wzdrygnęłam się
-Lucy ja kupie za swoje
- Dam Ci pieniądze,nie będziesz musiał płacić ze swoich
-Lucy powiedziałem coś
Już chciałam coś powiedzieć,lecz Logan wyszedł.Włączyłam telewizor.Leciały reklamy.Zaczęłam sobie myśleć o swoim życiu.Ciekawe co bym teraz robiła gdybym nie była z Kendallem,na pewno nadal bym mieszkała w Kansas,albo bym została zabita przez Niemców.Tego bym nie chciała.W sumie moje życie diametralnie się zmieniło.Ciekawe czy kiedy kolwiek pojedziemy do Kansas.Jestem ciekawa jak tam teraz jest.Na pewno wszystko jest poniszczone,albo już odbudowali.Ile mnie tam nie było?,dobre pół roku.Muszę zapytać się Kendallowi czy jak przyjedzie w październiku z trasy to pojedziemy do Kansas.Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos Logana.Kiedy on przyszedł?,nawet nie wiem
-Co kupiłeś?
-Pepsi czekoladę i murzynki
-To ile jestem Ci winna?
-Lucy!
-Oj no dobra żartowałam
-Włanczaj pomału koncert,ja pójdę po szklanki
-Jasne
Przełączyłam na MTV.Pomału zaczęli zbierać się ludzie.Logan usiadł obok mnie.Zaczął się koncert.W pewnej chwili Kendall zaprosił fankę na scenę.Już miał zacząć śpiewać,gdy ta dziewczyna go pocałowała.Kendall jej nawet nie odepchnął,tylko oddał pocałunek.Wytrzeszczyłam oczy.Po chwili usłyszałam jego głos.Śpiewał Parallel.Przed oczami ciągle pojawiał mi się obraz Kendalla całującego się z fanką.Po koncercie włączyłam komputer.Kendall o dziwo zadzwonił
-Hej co tam?
-Czy ty przypadkiem nie masz mi nic do powiedzenia?
-A o co chodzi bo nie wiem?
-Ty już dobrze wiesz o co chodzi,tylko rżniesz głupa
-Lucy ja naprawdę nie wiem o co chodzi
-To ja Ci powiem(Tutaj wtrącił się Logan)
-Chodzi o twój pocałunek na koncercie
Kendall zamilkł.Czekałam na jakie kolwiek wyjaśnienia z jego strony.No to się chyba nie doczekam
-Lucy to nie tak jak myślisz
-A jak?,może mi to łaskawie wytłumaczysz?
-No właśnie
-Logan
-Co?,ach tak,tak ja już pójdę.Cześć Lucy,naradzie Kendall
-No to słucham
-Tak jak widziałaś ona pierwsza mnie pocałowała
-No dobrze,ale powiedz mi dlaczego jej nie odepchnąłeś?
-Sam nie wiem
-Ach nie wiesz?,no dobra to my chyba sobie podarujemy to wszystko
-Lucy mam odejść?
-Przestań ciągle mi o tym nawijać
-No przepraszam bardzo wystarczy?
-Nie wiem
-Lucy ja bardzo żałuję tego co się stało,ale jak wiadomo czasu nie można cofnąć
-Bardzo żałujesz?
-Bardzo,bardzo
-Masz szczęście,że Cię strasznie kocham
-Czyli wybaczyłaś mi?
-Tak
-Wiedziałem,że tak zrobisz.Kocham Cię Lucy
-Nie podlizuj się lepiej
-Stwierdzam fakty
-Lizus
-Ha,ha,ha
-Gdzie macie teraz koncert?
-W Las Vegas
-A kiedy?
-Jutro
-No to masz czas by wypocząć
-Dobra jutro zadzwonię
-Budź mnie kiedy chcesz
-No to do jutra,no i oczywiście Kendallowych snów
-Dlaczego,akurat Kendallowych?
-Bo chcę,żeby Ci się przyśnił twój chłopak,który Cię bardzo kocha
-No to dobranoc
Wyłączyłam laptopa.Poszłam się przebrać.Położyłam się na łóżku.Bard

sobota, 29 sierpnia 2015

Bardzo Ważna Informacja

Hejka,Kendall napisał na swoim fanpejgu,aby pokazać mu co przez ten rok wykreowaliśmy razem czyli:akcje,zloty,które się pojawiały,filmiki.No i do 31 sierpnia admini muszą wysłać nasze propozycje na e-maila tolbootrecords.Więc prośba dla Was jeżeli macie jakieś filmiki z Kendallem przysyłajcie na mój e-mail daria001233@WP.pl,a jak macie jakieś propozycje piszcie mi tutaj w komentarzu,ponieważ one muszą to wysłać 31 czyli jutro.Mam nadzieję,że będzie dużo tego.Kocham Was najbardziej na świecie i naprawdę wierzę w Was

Nowo Poznany Chłopak

Imagin dedykowany dla Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba
Stoję przed lustrem i patrzę na swoje odbicie.Za godzinę przyjedzie po mnie mój brat Filip wraz ze swoim przyjacielem,wiem tylko,że ma na imię Logan.Mam na dzieje,że jest fajnym gościem.Włosy spięłam w wysokiego koka.Poprawiłam swoją sukienkę.Obróciłam się wokół własnej osi i nagle usłyszałam dźwięk dzwonka.Zdziwiłam się,ale poszłam zobaczyć kto to.Zbiegłam po marmurowych schodach i szybkim ruchem otworzyłam drzwi.W progu stał Filip,a obok Niego stał chłopak,prawdopodobnie był to Logan
-Hej Wiktorio-Filip cmoknął mnie w policzek-To jest właśnie Logan
-Miło mi-Podałam mu rękę
-Nie wiedziałem,że Filip ma tak śliczną siostrę-Zarumieniłam się od jego słów
-To co idziemy?
-Jasne chodź-Założyłam baletki,nie jestem zwolenniczką wysokich obcasów.Zamknęłam dom na klucz,następnie wsiedliśmy do auta Filipa
-To co jeszcze panienka powie?-Logan uśmiechnął się do mnie słodko,w pewnym momencie poczułam motylki w brzuchu
-Eee-Nie wiedziałam co powiedzieć,uśmiech Logana odebrał mi centralnie mowę
-Uu czyżby Wiktoria się zakochała?
-Filip!-Podniosłam lekko głos-Wy mi lepiej powiedzcie gdzie jedziemy
-Jedziemy do teatru
-Że co?-Wytrzeszczyłam na Nich oczy
-Nie lubisz teatru?-Logan się zapytał,pokręciłam głową na nie
-Nie na widzę chodzić do teatru-Z miny Logana wywnioskowałam,że moje słowa sprawiły mu przykrość.Smutno mi się zrobiło
-Nie wiedziałem
-Logan nie chciałam zrobić Ci przykrości
-Nie nic się nie stało-A jednak się stało,przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.Po wyjściu z samochodu weszliśmy do teatru.Poszliśmy na książę i żebrak.Podczas seansu Logan siedział smutny.Próbowałam łapać go za rękę,ale on sprawiał wrażenie jakby mnie unikał.Po seansie wyszliśmy z sali
-Wiecie co ja chyba się zmyję-Odwróciłam się w kierunku drzwi
-Dlaczego?
-Widać,że Logan nie cieszy się z mojego towarzystwa
-Ależ co ty mówisz,jest fajnie-Logan spojrzał się na mnie.Wydawało mi się chyba,albo Logan się lekko uśmiechnął
-Przepraszam,ale ja może już pójdę-Wyszłam z budynku i spacerkiem wróciłam do domu.Przy wejściu do mieszkania usłyszałam głos Logana
-Wiktorio zaczekaj-Zatrzymałam się przy wejściu
-Co chcesz?
-Przepraszam,że się tak dziwnie zachowywałam,ale twoje słowa-Nie dałam mu dokończyć
-Zraniły Cię,tak wiem
-Nie wręcz przeciwnie byłem smutny ponieważ nie mogłem Cię objąć ani nic
-A jak próbowałam Cię złapać za rękę to mnie unikałeś
-Wiktorio-Logan podszedł do mnie,serce zabiło mi ciut szybciej-Unikałem Cię bo się bałem,że mnie wyśmiejesz
-A niby z czego?
-Powiem wprost Kocham Cię-Chciałam coś powiedzieć,ale Logan wpił się w moje usta.Oddawałam pocałunek
-Też Cię kocham Logan
Jestem wdzięczna Filipowi,za to,że poznał mnie z Loganem,ponieważ dzięki temu znalazłam miłość swojego życia

piątek, 28 sierpnia 2015

Pan Henderson

Spóźniony dedykowany imagin dla Patrycji Pawskiej.Mam nadzieję,że się podoba
Siedzę właśnie na głupie lekcji matematyki.Nie na widzę tego przedmiotu.Zaczęłam pisać coś w moim zeszycie,ale to nie były wzory,ani nic,tylko imię mojego ukochanego.Na białej kartce napisałam dużymi literami imię Logan.Uśmiech momentalnie zagościł na moich ustach.Z tego wszystkiego nie wiedziałam,że przy mnie stoi pan Brings
-Patrycjo czy ty napisałaś coś dzisiaj w zeszycie?
-No-Zaczęłam mówić,ale pan Bring mi przerwał
-Pokaż mi swój zeszyt-Z grymasem na twarzy podałam mu wspomniany przez Niego przedmiot
-Yhym,i to mają być twoje notatki tak?.Wielki napis,,Logan''-Spojrzałam się na Niego-A możesz mi powiedzieć kto to jest ten Logan?
-Niestety nie udzielę panu odpowiedzi-Swój wzrok utkwiłam w swoich butach
-To pakuj się i do dyrektora-Posłusznie wykonałam jego polecenie.Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.Szłam korytarzem myśląc,co ja powiem dyrowi.Moje kroki odbijały się jak echo od ścian.Głowę miałam spuszczoną.Skręciłam w bok.Już po chwili stałam przed Gabinetem dyra.No super,zaraz będę na przysłowiowym dywaniku.Drżąca ręką zapukałam
-Proszę-Nie pewnie otworzyłam drzwi.Zobaczyłam,że pan Henderson siedzi do mnie plecami,to znaczy odwrócony był w stronę okna.Podeszłam do biurka
-Dzień dobry,pan Brings kazał mi tutaj przyjść
-A co panienka narozrabiała?-I w tedy właśnie doznałam szoku.Za biurkiem siedział nie kto inny niż Logan
-Co ty tutaj robisz?
-Zastępuje swojego ojca,a co?-Logan wstał i do mnie podszedł.Szybkim ruchem go ominęłam
-No to super,pozwolisz,że wrócę na lekcję-Logan złapał mnie za rękę.Spojrzałam się na Niego
-Nie chcesz spędzić tego czasu ze mną?
-Logan posłuchaj mnie,jasne,że chcę,ale po pierwsze ty zastępujesz swojego tatę,a po drugie ja mam lekcję matematyki
-No i co stego?,przecież i tak zaraz jest koniec-Spojrzałam się na zegarek,który wisiał nad drzwiami.Niestety Logan miał rację
-Czy ty musisz mieć zawsze rację?
-A no muszę-W ten w całym budynku rozległ się dzwonek obwieszczający koniec lekcji.W ten do pomieszczenia wszedł ojciec Logana.Od razu się od Niego odsunęłam
-O witaj Patrycjo,co Cię tu do Nas sprowadza?
-Pan Brings mnie tutaj przysłał,ale jak już jest po lekcjach to może ja już pójdę-Logan chwycił mnie za nadgarstek.Przytulił mnie do siebie.Wtuliłam się w Niego
-O widzę,że mój synek się zakochał-Zaśmialiśmy się
-Tato,opowiadałem Ci już o Patrycji
-No tak,ale wiesz z twoich opowiadań dowiedziałem się wielu rzeczy,ale to nie to samo co poznać ją na żywo-Uśmiechnęłam się blado
-No to może pójdziemy na obiad?
-Świetny pomysł-Pan Henderson klasnął w dłonie
-To co zbieramy się?-Logan bez problemowo odnalazł moją rękę.Splótł Nasze palce.Wyszliśmy ze szkoły.Wsiedliśmy do auta Logana taty
-To gdzie jedziemy?-Pan John odpalił samochód
-No nie wiem,może do tej włoskiej restauracji?-Spojrzeliśmy sobie w oczy.Poczułam,że się rumienię
-No to jedziemy-Po dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu.Po wejściu do budynku Logan jak na dżentelmena przystało odsunął mi krzesło.Podziękowałam mu za to.Wzięłam kartę dań do ręki.Po chwili przyszedł kelner.Złożyliśmy zamówienie
-No dobrze Patrycjo-Pan Henderson spojrzał się na mnie-Powiedz mi coś więcej o sobie
-A co chce pan wiedzieć?
-No nie wiem,czy twoja mama jest wolna
-Tato!-Logan spojrzał się na Niego srogo
-A w jakim sensie moja mama jest wolna?
-No czy ma faceta-Poczułam w sobie lekką złość
-A co panu do tego?,może jest wolna-Odburknęłam mu
-Tato,przyszliśmy tutaj,abyś dowiedział się czegoś o Patrycji,a ty z takim tekstem wyjeżdżasz?
-No przepraszam bardzo człowiek już nie może się zapytać?
-Może,ale nie o takie coś-Logan zaczął szeptać.Czułam na sobie wzrok jego taty.Krępowało mnie to
-Może się pan na mnie nie patrzeć
-Złotko jakie pan,mów mi John
-A więc,,John'',gdy się na mnie tak patrzysz powiedzmy,że mnie to kreuje
-Ale jesteś taka śliczna i wogóle-No nie tego już było za wiele.Wstałam od stołu cała wkurzona
-Pan jest zwykłym zboczeńcem.Nie wiem dlaczego się zgodziłam na ten pieprzony obiad,a ty dlaczego się nie odzywasz?
-Kochanie ja jestem zaskoczony-Przerwałam mu
-Nie tłumacz się Loggie,dziękuję za ten obiad-Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z lokalu.Nagle usłyszałam wołanie Logana
-Patrycjo stój
-Co chcesz?-Logan podszedł do mnie
-Przepraszam Cię za mojego ojca,nie wiem co w Niego wstąpiło
-Logan nie przepraszam mnie,bo to nie twoja wina-Pocałowaliśmy się
-Kocham Cię
-Ja Ciebie jeszcze bardziej
I od tego czasu wszystko się zmieniło.Pogodziłam się z Johnem,a z Loganem spędzam więcej czasu niż przed tem

Rozdział 35
Vpis XVI
Przepraszam,że tyle nie pisałam,ale miałam urwanie głowy.W poniedziałek Kendall pojechał w trasę koncertów.Carlos i Angela są razem.Cieszę się bardzo z tego powodu.Wczoraj byłam w Minnesocie.Kendall tam grał.Widziałam jak śpiewa.Powiedział,że weźmie jedną dziewczynę na scenę.Jego wzrok zatrzymał się na mnie.Śpiewaliśmy One Track Mind.Po koncercie zwiedzaliśmy Minnesotę.Byliśmy na wieży.Schodów jest dwieście czterdzieści osiem.Następnie poszliśmy do strasznego domu.Kendall mi powiedział,że tam mieszkała matka wraz ze swoimi dziećmi.Ich ojciec podobno był walnięty,dlatego też zadał im ciosy nożem,a sam się później powiesił.Gdy weszliśmy to ujrzałam krew.Następnie weszliśmy do pokoju.Przy oknie stała cała rodzina.Chciała zabić Kendalla.Szybko wybiegliśmy z tego domu.Byłam strasznie na niego zła,ale cała złość uleciała gdy się pocałowaliśmy.Przyjechał tourbus.Kendall podwiózł mnie pod hotel.Pojechał teraz do Barcelony.W holu spotkałam Carlosa.Zaczęliśmy rozmawiać.Kupiłam mu Corndoga,i sobie również.W pewnej chwili podszedł do nas Logan.Carlos chciał mu przywalić,ale na to nie pozwoliłam.Powiedziałam mu,że powinien pogodzić się z Kendallem,to on znowu swoje.Na szczęście w jego obronie stanął Carlos.Nie wiem dlaczego,ale chyba zaraz pójdę i wygarnę Loganowi.Jeżeli coś jeszcze sobie przypomnę to na piszę
Wstałam i poszłam do Logana.Otworzyła mi Monika.Ominęłam ją.Logan siedział przed telewizorem.Stanęłam na przeciwko Niego
-Weź się odsuń dobra?
-Nie odsunę się
-Przesuwaj się
-Logan do jasnej cholery,albo po go dziś z się z Kendallem,albo powiem Jamesowi,aby Cię usunął z branży
-Nie zrobisz mi tego
-A chcesz się przekonać?
-Nie pogodzę się z nim
-No nic cóż pozostaje mi tylko jedno
Już chciałam wyjść,gdy w progu stanęła Monika
-Zaczekaj.Logan Lucy ma rację,jeśli nie pogodzisz się z Kendallem odejdę od Ciebie
-Ty też przeciwko mnie?
-Swoim zachowaniem doprowadzasz do tego
-Kurcze przestańcie mi to wypominać.Powaliło Was czy co?. Ciągle słyszę ten sam tekst.Weźcie wymyślcie coś lepszego,bo to się staje nudne
-Kiedyś byłeś inny
-Kiedyś,ale się zmieniłem
-Logan pogódź się z Kendallem
-Boże co Wy macie z tym Kendallem.Gdzie nie pójdę słyszę imię,,Kendall''
-Bo wszyscy go polubili tylko nie ty
-Ale ja nie jestem nimi
-Nie dobra to i tak nie ma sensu
-Poczekaj,jeśli ty nie chcesz pogodzić się z Kendallem to ja od Ciebie odchodzę
-Proszę bardzo
Logan wyszedł trzaskając drzwiami.Popłakałam się
-Lucy nie płacz wszystko będzie dobrze
-Czy Kendall jest taki zły?
-Nie to Logan jest trochę stuknięty
-Trochę?
-No dobra bardzo
Oby dwie się zaśmialiśmy.Monika podała mi chusteczki.Otarłam łzy.Monika mnie przytuliła
-Mogę u Ciebie trochę pomieszkać?
-Spakuj się i przychodź
-To poczekaj
-Spoko
Monika odeszła.Oparłam się o oparcie kanapy.Przymknęłam oczy.Po chwili Monika była gotowa
-To gdzie mieszkasz?
-Pokój 3j
Od kluczyłam pokój.Weszliśmy do niego.Zobaczyłam,że mój laptop pika.Na ekranie widniało imię mojego chłopaka
-No hej
-Hej
-Czemu nie odbierałaś?
-Nie było mnie chwilowo w pokoju
-A gdzie byłaś?
Obok mnie stanęła Monika
-Hej Kendall
-Cześć co ty tutaj robisz?
-Odeszłam od Logana
-A to niby dlaczego?
-Postawiłam mu warunek,albo pogodzi się z tobą,albo od niego odchodzę
-I ten osioł powiedział,że się z tobą nie pogodzi,no i Monika odeszła od biednego Logusia
-No i dobrze mu tak,niech wie jak to jest mieć złamane serce
-Wiecie co Wam powiem?.Wydaje mi się,że ktoś ma na niego zły wpływ
-Po czym to poznajesz?
-Nie widzisz jak on się zachowuje?
-W sumie Lucy ma rację
-Trzeba go pośledzić
-To jak coś odkryjecie,to dajcie mi znać
-Spoko
-To cześć
Zamknęłam klapę.W ten do głowy przyszedł mi genialny pomysł
-Bawiłaś się kiedyś w detektywa?
-Nie,chyba,że w dzieciństwie
-No to teraz będzie świetna okazja
Podałam jej jakieś ciuchy.Monika się na mnie spojrzała
-Na co mi to?
-Idź się przebrać.Będziemy udawać kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy
-A gdzie mam to ubrać?
-Idź do tamtego pomieszczenia
Monika poszła we wskazane przeze mnie miejsce.No to teraz ja coś muszę sobie wyciągnąć.Zaczęłam grzebać w szafie.Po chwili miałam już wszystko uszykowane.Uśmiechnęłam się na sam widok mojego cudownego ubioru
-No i co o tym myślisz?
-Wow,wyglądasz rewelacyjnie.Jeszcze do tego ten kapelusz i będziesz wyglądała jak bogini
-Łatwo Ci mówić
-Dobra to teraz ja idę się ubrać
Weszłam do pokoju.W szybkim tempie się przebrałam.Rozczesałam włosy.Spięłam go w wysokiego kucyka.Założyłam kolczyki.Zrobiłam sobie lekki makijaż.Gdy byłam gotowa wyszłam do Moniki
-Lucy czy to naprawdę ty?
-Tak,a co?
-W tym stroju Cię nie poznałam
-Dzięki
-To co idziemy?
-Stój,najpierw to my musimy pomyśleć jak będziemy do siebie mówiły
-Imionami agentek
-Zwariowałaś?,Logan mógł by nas rozpoznać
-Fakt
-Więc ja będę miała na imię Roksana
-A ja Emilly
-Spoko,nawet Ci pasuje
-Ha,ha
-No dobra to już mamy,to tylko pozostaje nam znalezienie Logana
Jak na moje słowa,ktoś zapukał do drzwi
-Jeżeli to Logan od razu udajemy
Podeszłam do drzwi.Wyjrzałam przez wizjer.Miałam rację,był to Logan.Otworzyłam drzwi.Uśmiechnęłam się sztucznie
-Hej,jest może Lucy?
-Przykro mi,ale musiała gdzieś wyjść
-A mogę na nią zaczekać w pokoju?
-Jasne wejdź
Logan przekroczył próg tego domu.Zamknęłam za nim drzwi.Poszłam do salonu
-Emilly mamy gościa
-A jak ma na imię nasz nieznajomy?
-L.Logan
-Ja jestem Roksana dla przyjaciół Roxy
-A ja jestem Emilly,dla przyjaciół Emy
-Śliczne macie imiona
-Dziękujemy
Podeszłam do Logana od tyłu.Położyłam mu ręce na ramionach
-D.Dziewczyny co Wy rozbicie?
-Nic,próbujemy Cię uspokoić,ponieważ jesteś strasznie spięty
-N.Nie p.prawda
-To dlaczego się jąkasz?
-Bo jak jestem zdenerwowany to się ją...
-No widzisz sam sobie odpowiedziałeś
-Rozluźnij się
Zaczęłam maskować mu plecy.Poczułam,że Logan powoli się rozluźnia.Dałam sobie punkt za to.Pochyliłam się nad jego uchem
-No,a teraz powiedz nam kto Cię tak zdenerwował
-Mój przyjaciel
Wymieniliśmy z Moniką jednoznaczne spojrzenia
-A jak ma na imię ten twój przyjaciel?
-Miłosz
Usiadłam obok Logana.Dotknęłam ręką jego policzek.Nagle komputer zaczął dzwonić
-Emy zobacz kto dzwoni
-Jasne,Roxy dzwoni Kamil.Pójdę do pokoju i z nim pogadam
-Spoko
Monika zamknęła drzwi.Logan przybliżył swoją twarz do mojej
-Chcesz coś do picia?
-Nie
Logan mnie pocałował.Chwycił mnie w pasie.Włożył mi rękę pod bluzkę.Odepchnęłam go
-Ej co się dzieje?
-Ja zaraz wrócę
Pobiegłam do pokoju,gdzie przebywała Monika
-A ty co?,wbiegłaś do pokoju jakby Logan miał za chwilę coś z tobą zrobić
-Dobierał się do mnie
-Co proszę?
-To nie moja wina
-Gadaj z Kendallem,a ja zaraz wrócę
Wzięłam laptopa na swoje kolana
-Słyszałem całą twoją rozmowę z Moniką
-Zaraz powiesz,że ze mną zrywasz,bo Cię niby zdradziłam
-Nie
-Jak to?
-Wiem przecież,że udawałyście
-No,ale przecież Logan
-Lucy daj spokój z tym Loganem
-Dobra ja na razie kończę
-Cześć
Rozłączyłam się.To wszystko mnie przerasta.Poszłam do salonu,gdy weszłam to zobaczyłam Monikę i Logana jak się obściskują
-Nie macie innych rzeczy do robienia?
-Roxy,ale o co Ci chodzi?
-O gówno
-No,no Roksana z miłej dziewczynki stała się kotka z pazurkami
-Zamknij się,bo to co mówisz wcale nie jest zabawne
-Ojej,mam z tego powodu płakać czy co?
-Wiesz co Ci powiem?,jesteś powalony,nie umiesz się nawet pogodzić z człowiekiem
-A o kim my w tej chwili mówimy?
-O Kendallu
-Skąd znasz tego pajaca?
-To ja Lucy os la pało,a z tym pajacem to radzę Ci uważać,bo ja naprawdę pójdę do Jamesa
-Ha,ha,ale się boję
W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi.Uśmiechnęłam się szyderczo.Poszłam otworzyć.W drzwiach stał James
-Wejdź
-Logan pogodziłeś się z Kendallem?
-Kurde znowu on?
-Nie pogodził się
-To niestety,ale jestem zmuszony wylać Cię z branży
-A to niby za co?
-Ja nie będę tolerował nienawiść
-A niby co?
-Tolerancję,w mojej branży wszyscy powinni się tolerować
-To go zwolnij,a nie mnie
-Wszyscy zdążyli się z nim zaprzyjaźnić
-Ja pierdziele super
-Tutaj masz dokument,jeżeli pogodzisz się z Kendallem pozwolę Ci wrócić bez żadnych problemów
James wyszedł z pokoju.Monika stanęła obok mnie.Logan był nieźle wkurzony
-Widzisz co narobiłaś?
-Ja?,to ty sobie nagrzebałeś
-Pewnie,jak zawsze to moja wina
-Opamiętaj się człowieku,ty powinieneś iść się leczyć wraz z tym swoim przyjacielem,bo to właśnie on Cię tak zmienił
-A tam gówno wiesz
-To ty gówno wiesz,masz na oczach klapki,nie widzisz tego co się obok Ciebie dzieje
-Nie prawda
-To podaj mi chociaż jeden powód,który się ostatnio zdarzył
-Ostatnio?
-Widzisz nie wiesz,Monika z tobą zerwała
-Dlaczego?
-Jaki ty jesteś głupi.Zerwała przez twoje zaś ranę zachowanie.Miała Ciebie już po dziurki w nosie,tak jak każdy
-Nikt mnie nie ma po dziurki w nosie
-Ach nie?,to idź do byle jakiej osoby z naszej paczki,zobaczymy,czy zechcieją z tobą pogadać
-Jeszcze tego pożałujesz
Logan wyszedł trzaskając drzwiami.Razem z Moniką usiadłyśmy na kanapie
-Jak mnie ten człowiek irytuje
-No to nie zwracajmy na niego uwagi,może zmądrzeje
Monika mnie przytuliła.Przymknęłam oczy.Nawet nie wiem kiedy usnęłam

czwartek, 27 sierpnia 2015

Przyjaciele Na Zawsze

Imagin dedykowany Wiktorii Jaros.Mam nadzieję,że się podoba<3
Rano obudziły mnie bolesne bule brzucha.Chciałem wstać z łóżka,ale momentalnie usiadłem,złapałem się za brzuch.Bóle były nie do zniesienia.Złapałem za telefon i zadzwoniłem do mojego przyjaciela Logana.Na szczęście po jednym sygnale odebrał
-Halo?-Usłyszałem w słuchawce głos Logana
-Logan-Zaciąłem się-Pomóż
Nie zdążyłem dokończyć ponieważ telefon wypadł mi z ręki.Ześlizgnąłem się na podłogę.Łzy spływały po moich policzkach
-Halo Kendall jesteś tam?-Słyszałem jego głos,ale nie mogłem podnieść ręki,aby sięgnąć komórkę.Nagle przed moimi oczami pokazały się mroczki.Dalej już nic nie pamiętam ponieważ zemdlałem
Perspektywa Logana:
Siedziałem sobie na kanapie i oglądałem telewizję.W pewnej chwili zadzwonił mój telefon.Sprawdziłem na wyświetlacz.Dzwonił Kendall.Szybko odebrałem
-Halo?
-Logan,pomóż-Nagle usłyszałem jakiś huk.Przestraszyłem się
-Halo Kendall jesteś tam?nie usłyszałem żadnej odpowiedzi.Rozłączyłem się i jak najprędzej wybiegłem z domu.Do Kendalla miałem z jakieś dziesięć minut,dlatego postanowiłem pobiec.Już po chwili byłem pod jego drzwiami.Nacisnąłem klamkę,na szczęście drzwi były otwarte.Po wejściu do budynku udałem się do jego pokoju.Zobaczyłem,że Kendall leży na podłodze.Jak najszybciej do Niego podbiegłem.Sprawdziłem jego puls.Był,ale bardzo mało odczuwalny.Zadzwoniłem na pogotowie
-Dzień dobry z tej strony Logan Henderson,przyjedźcie na ulicę słoneczną 15,mój przyjaciel leży na podłodze,jego puls jest słabo odczuwalny.Proszę przyjedzie
-Już jedziemy
Rzuciłem telefon na podłogę.Klęknąłem przy Nim.Łzy pojawiły się w moich oczach.Zobaczyłem,że Kendall pomału otwiera oczy.Zacząłem głaskać go po głowie.Kendall spojrzał się w moje oczy
-Logan-Uciszyłem go
-Nic nie mów stary.Karetka już jedzie-No i jak na moje słowa do pokoju wparowali ratownicy.Musiałem wstać z podłogi,aby dać im więcej miejsca.Patrzyłem na to wszystko z przerażeniem.Wzięli Kendalla do szpitala,oczywiście pojechałem z Nimi
Perspektywa Kendalla:
Gdy otworzyłem oczu ujrzałem Logana.Ucieszyłem się,że po moim telefonie przyjechał
-Logan-Mój przyjaciel uciszył mnie przytykając mi palec do ust
-Nic nie mów stary,karetka już jedzie-Jak na jego słowa do pokoju wbiegli ratownicy.Logan wstał,aby dać im więcej miejsca.Założyli mi wenflon na prawą rękę.Z podłogi przenieśli mnie na nosze,a później do karetki.Logan cały czas był przy mnie.Cieszyłem się z tego powodu.W karetce zrobiło mi się nie dobrze.Ratownik podał mi nerkę,a ja zacząłem wymiotować.Po tym wszystkim poczułem się trochę lepiej
Perspektywa Logana:
Podczas drogi do szpitala Kendall zaczął wymiotować.Żal mi się go zrobiło.Po tym wszystkim przybliżyłem się do Niego jeszcze bliżej.Kendall spojrzał się w moje oczy
-No i jak lepiej Ci?-Zapytałem się odgarniając mu grzywkę z czoła
-Tak,już lepiej,a ty nie powinieneś się tak o mnie martwić-Kendall się lekko zaśmiał.Uśmiechnąłem się lekko do Niego.Karetka się zatrzymała.Wzięli Kendalla na jakiejś badania
Perspektywa Kendalla:
-No i co lepiej Ci?-Spojrzałem się na Niego.Schlebiało mi to,że Logan się tak o mnie troszczy,ale z drugiej strony było mi go trochę szkoda
-Tak już lepiej,a ty nie powinieneś się tak o mnie martwić-Zaśmiałem się.Logan się lekko uśmiechnął.W końcu karetka się zatrzymała.Wzięli mnie na jakieś badania.Logan został na poczekalni.Po godzinnym badaniu mnie w końcu znalazłem się w sali.Leżałem sobie na szpitalnym łóżku gdy do sali wszedł Logan
Perspektywa Logana:
Po godzinnym czekaniu na Kendalla nareszcie mogłem wejść do jego sali.Kupiłem mu kilka owoców gazetę i jakiś sok.Wszedłem do jego sali.Kendall leżał na szpitalnym łóżku.Usiadłem na krześle obok Niego
-No hej kupiłem Ci parę drobiazgów-Położyłem siateczkę na szafce,na co Kendall się uśmiechnął
-Dzięki,ale nie musiałeś-Poklepałem go po ramieniu
-Kendall my przyjaciele musimy się razem trzymać prawda?-Kendall chciał coś odpowiedzieć,ale w tym samym czasie wszedł lekarz.Wyprostowałem się momentalnie
Perspektywa Logana
-No hej kupiłem Ci parę drobiazgów-Logan położył na szafce siatkę.Uśmiechnąłem się
-Dzięki,ale nie musiałeś-Logan poklepał mnie po ramieniu
-Kendall my przyjaciele musimy się trzymać razem-Już chciałem coś powiedzieć,ale do sali wszedł lekarz.Logan wyprostował się momentalnie
-Witam ponownie-Lekarz uśmiechnął się do mnie.Byłem ciekawy co mi jest
-Chcemy się dowiedzieć co mi jest
-No właśnie po ogólnym zbadaniu zdiagnozowaliśmy u pana ostrą jelitówkę-Zdziwiłem się
-Ale przecież ja tylko miałem ból brzucha i w karetce tylko wymiotowałem-Głos zaczął mi się łamać.Logan położył mi rękę na ramieniu.Od razu zrobiło mi się tak jakoś lżej
-A za ile wyjdę-Zapytałem
-O ile jutro wszystko będzie dobrze,to jeden dzień powinien pan już być w domu-Lekarz pożegnał się i wyszedł.Odwróciłem głowę w bok.Otuchy dodawało mi to,że Logan tutaj był
Perspektywa Logana
-Witam ponownie-Doktor uśmiechnął się do Kendalla
-Chcemy się dowiedzieć co mi jest
-No właśnie po ogólnym zbadaniu zdiagnozowałem u pana ostrą jelitówkę-Zdziwiłem się tak samo jak Kendall
-Ale przecież ja miałem tylko bule brzucha i w karetce wymiotowałem-Głos Kendalla się załamał.Położyłem mu rękę na ramieniu
-A za ile wyjdę?-Kendall się zapytał
-O ile jutro wszystko będzie dobrze,to za jeden dzień powinien pan być już w domu-Lekarz się pożegnał i wyszedł.Kendall odwrócił głowę.Momentalnie łzy stanęły mi w oczach.Niestety jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Logan nie płacz wszystko będzie dobrze,najwyżej kopnę w kalendarz-Kendall się zaśmiał,ale niestety mi jakoś nie jest do śmiechu
-I jak ty kurwa możesz tak mówić?-Wykrzyczałem prawie-Ja tu się o Ciebie martwię,a ty mi z takim tekstem wyjeżdżasz?
-Oj no daj spokój,przecież żartowałem
-To więcej tak nie rób-Otarłem łzę.Do końca dnia siedziałem obok jego szpitalnego łóżka
-Perspektywa Kendalla:
Przez cały dzień Logan siedział cały czas przy mnie.Na szczęście nic się ze mną nie działo.No i na drugi dzień tak jak było ustalone wyszedłem ze szpitala.Odebrałem jeszcze wypis i wyszedłem z budynku.Na parkingu ujrzałem Logana.Pomachałem mu
-No i jak się mój kumpel czuje?-Wsiadłem do jego czarnego vana.Zapiąłem pasy
-Jak nowo narodzony-Zażartowałem sobie,na co Logan się tylko uśmiechnął
-To co podwiozę Cię do domu
-Tak,Logan dzięki,że przy mnie byłeś-Spojrzałem się w jego kierunku.Logan był zapatrzony przed siebie
-No wiesz jesteś moim przyjacielem,a my przyjaciele musimy się trzymać razem
-Przyjaciele na zawsze-Podniosłem otwartą dłoń
-Przyjaciele na zawsze-Logan mi ją przybił
Nie wiem co by było gdybym nie miał tak wspaniałego przyjaciela jakim jest Logan:-)
Perspektywa Logana
Podwiozłem Kendalla do domu.Strasznie się cieszę,że gdy byłem mały poznałem Kendalla,ponieważ gdy teraz tak o tym myślę to moje życie bez Niego było by nudne.Kocham go jak brata i nic tego nie zmieni:-)


Święta Bożego Narodzenia

Imagin dedykowany Paulinie Ciurze.Mam nadzieję,że dobrze napisałam nazwisko,oraz,że imagin się podoba:-) <3
Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia.Jest to najpiękniejszy czas w roku,można zasiąść z rodziną do Wigilijnego stołu,podzielić się opłatkiem,oraz pośpiewać kolędy.Lubię ten czas ponieważ kocham spędzać czas z rodziną i moim chłopakiem.No właśnie w tym roku przyjeżdża do mnie Kendall.Rok temu byłam u Niego w Kansas.Mam nadzieję,że te święta będą tak wspaniałe jak rok temu:-) .Stałam przy oknie i patrzałam na oświetlone ulice.Śnieg pruszył na dachy domów.Kochałam taki widok.Nagle w moim domu rozległ się dźwięk dzwonka.Zapewne to sąsiadka przyszła poprosić moją mamę o trochę Mońki.Westchnęłam i skierowałam się do wyjścia,ale gdy stanęłam przy progu usłyszałam skrawek rozmowy pomiędzy moją mamą i jeszcze kimś.Postanowiłam posłuchać
-Przecież miałeś przyjechać dopiero za kilka dni-Nie wiedziałam do kogo moja mama mówi.Wychyliłam lekko głowę i ujrzałam blond włosy.Czyżby mógł by być to Kendall?
-Wiem,ale postanowiłem zrobić niespodziankę mojej dziewczynie.Czy ona jest wogóle w domu?
-Tak jest u siebie na górze-Szybko zamknęłam drzwi.Usiadłam na łóżku.Nie mogłam w to uwierzyć,że Kendall przyjechał,ja przecież nie miałam jeszcze dla Niego prezentu.W tej samej chwili drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem.Podniosłam głowę i wtedy właśnie ujrzałam swojego zielonookiego anioła.Kendall stał oparty o framugę drzwi.Jak najprędzej się w Niego wtuliłam.Kendall cmoknął mnie w czoło
-No witaj Paulinko-Spojrzałam w Jego cholernie piękne oczy.Pocałowaliśmy się
-No witam Cię Kendall,Czy ty przypadkiem nie miałeś przyjechać za kilka dni?-Próbowałam ukryć w sobie to,że podsłuchiwałam,ale jakoś za bardzo mi to nie wychodziło.
-A czy ty przypadkiem nie podsłuchiwałaś?-Kendall podniósł jedną brew do góry.Zaśmiałam się cicho
-Przecież wiesz,że ja nigdy tak nie robię-Zrobiłam minę zbitego psa.Kendall cmoknął mnie czule w usta.Uśmiechnęłam się do Niego
Kochałam go za to,że był sobą nie udawał nikogo.Poznałam go przez moją przyjaciółkę Molly.Przez kilka miesięcy traktowałam go jak zwykłego przyjaciela,ale z czasem zakochałam się w Nim po same uszy.No i tak jakoś wyszło,że po przyjęciu urodzinowym Molly Kendall odprowadził mnie do domu,i właśnie tak zostaliśmy parą.Strasznie się z tego powodu cieszę,ponieważ Kendall pokazał mi jak można cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy,że marzenia mogą się spełnić,jeśli tego chcemy.No dobrze czas powrócić do rzeczywistości
-Kochani kolacja czeka-Moja mama zaczęła Nas wołać.Zeszliśmy na dół do salonu.
-Już jesteśmy-Usiedliśmy na kanapie
-No to smacznego-Zaczęliśmy jeść.Po kolacji każdy poszedł do swojego pokoju,to znaczy ja z Kendallem spałam razem.
Next Day
Jestem właśnie w galerii,na szczęście sama ponieważ Kendall by się dowiedział co dostanie pod choinkę,a tego bym nie chciała.Obeszłam już prawie wszystkie sklepy,weszłam jeszcze do jednego.Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czapka z napisem ,,kiss me'',wzięłam ją do ręki i włożyłam do koszyka,następnie znalazłam bluzkę z nadrukiem i spodnie.Podeszłam do lady i wypakowałam wszystko na ladę.
-Oj widać po tych rzeczach,że ktoś komu to podarujesz jest naprawdę wart tego-Spojrzałam się na Nią i mimowolnie uśmiech zagościł na moich ustach
-Oj jest i to bardzo-Zapłaciłam za wszystko i wyszłam żegnając się przy tym.Wyszłam z budynku.Śnieg zaczął padać.Wszędzie było czuć świąteczną atmosferę.W cudownym nastroju wróciłam do domu.Kendall siedział na kanapie,ale gdy mnie zobaczył podszedł do mnie
-Co tam kupiłaś-Wskazał palcem na torbę
-Nic takiego,pozwolisz,że pójdę do pokoju
-To ja z tobą-Zatrzymałam go palcem
-Kendall jesteś mi potrzebny w kuchni-Moja mama krzyknęła,na co ja wypuściłam powietrze z ust.Kendall cmoknął mnie w czoło
Weszłam do pokoju zamykając drzwi na klucz.Położyłam wszystko na łóżku.Wyciągnęłam z szafy papier do prezentów.Zawinęłam je ładnie.Podpisałam prezent i schowałam go do szafy.Następnie udałam się do kuchni w celu pomocy mojej mamie oraz Kendalla
Kilka dni później
No i mamy 24 grudnia czyli Wigilię.Od samego rana zaczęliśmy przygotowywać wszystko na wieczór.Kendall poszedł do piwnicy po choinkę i bombki.Postawił ją w salonie i zaczęliśmy ją przyozdabiać.Było wiele zabawy.Po godzinnym ubieraniu poszłam do pokoju po prezent.Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej paczkę.Położyłam ją pod choinka.Po południu poszłam się wykąpać.Ubrałam na siebie białą sukienkę,która dostałam od Kendalla na gwiazdkę,ale rok temu.Po kąpieli zobaczyłam,że Kendall zaczyna wszystko znosić.Nakryłam stół białym obrusem,oczywiście nie zapominając o sianku:-) .Następnie znosiliśmy talerze sztućce i potrawy.Nareszcie zasiedliśmy do stołu.Wyjrzałam jeszcze przez okno w celu zobaczenia czy jest pierwsza gwiazdka.W końcu ją dostrzegłam
-Jest pierwsza gwiazdka
Moja mama podała nam opłatki.Najpierw podzieliłam się z Kendallem
-Paulino życzę Ci,aby te święta były jeszcze lepsze niż rok temu,żebyś ze mną wytrzymała ze mną jak najdłużej,no i oczywiście żebyś nie przestawała mnie kochać-Ułamałam kawałek po czym się pocałowaliśmy
-A ja życzę tobie to samo,tylko żebyś nigdy mnie nie zostawił nawet wtedy kiedy będę łysa i stara-Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.Kendall otarł mi ją kciukiem
-Wiedz,że się to nigdy nie stanie Paulino-Zrobiłam to jeszcze z moją mamą i jej partnerem po czym wszyscy zasiedliśmy do stołu.Po jedzeniu pomogłam mamie w umyciu naczyń,Kendall wraz z Maciejem śpiewali kolędy.Miło było posłuchać.Po posprzątaniu przyszła kolej na prezenty.
-A ten jest dla Kendalla-Maciej podał Kendallowi paczuszkę
-Ciekawe od Kogo-Oczy wyszły mu na wierzch gdy zobaczył to co ja mu kupiłam
-Paulino to jest cudowne-Pocałowaliśmy się,na co usłyszeliśmy oklaski.Ja dostałam bilet na wszystkie koncert Heffron Drive,płytę Happy Mistakes,no i czapkę z napisem Kendall
-To były najlepsze święta-Powiedziałam siadając na jego kolanach
-Najlepsze bo tylko z tobą-Pocałowaliśmy się,po czym cieszyliśmy się z każdej chwili spędzonej razem<3

środa, 26 sierpnia 2015

Od Zdrady,Do Małżeństwa

Imagin dedykowany Patrycji Pawskiej.Mam nadzieję,że się podoba<3
Wyszłam z pokoju około godziny dwunastej.Poszłam na hol.Zobaczyłam,że Bitters z kimś rozmawia.Był to Kendall.Nagle się spojrzał w moją stronę.Szybko weszłam nad basen.Usiadłam na leżaku.Wczoraj pokłóciłam się z Kendallem o drobnostkę.Płakałam całą noc,ale musiałam się ustatkować.Kocham go za wszystko.W tejże chwili obok mnie stanął Kendall.Odwróciłam głowę
-Patrycja wysłuchaj mnie
-I po co będziesz się trudził?-Powiedziałam
-Chcę Ci to jakoś wytłumaczyć
-Nie rozumiesz,że mnie skrzywdziłeś?-Łzy stanęły mi w oczach
-Patrycja-Zatrzymamy się na chwilę w tym momencie.Teraz opowiem Wam o czym się pokłóciliśmy.Wczoraj rano wszystko było okej,ale po południu?.Około godziny czternastej poszłam do Kendalla,był sam w pokoju.Wyglądało na to,że wszystko będzie okej,ale po pewnym czasie wszystko zaczęło się psuć.Kendall poszedł do kuchni po sok,nagle usłyszałam dźwięk telefonu.Z ciekawości zobaczyłam kto mu napisał.Odblokowałam ekran i w tej samej chwili oczy wyszły mi na wierzch.Nie mogłam uwierzyć w to co przeczytałam.,,Ciągle o tobie myślę,mam nadzieję,że spotkamy się wieczorem'',tak brzmiał treść esemesa.Odłożyłam komórkę na stół,gdy Kendall wszedł do pokoju spojrzał się na stół,a potem na mnie.Zapytałam mu się wprost czy mnie zdradza,a on na to,że nie,co ja sobie myślę.I po tym zaczęliśmy się kłócić.No i wyszło na to,że spał z tą dziewczyną.Okej,to tak powracamy do rzeczywistości
-Patrcyja-Spojrzałam w jego zielone oczy-Kocham tylko Ciebie
-Powiedziałeś to swojej kochance?
-Kochanie-Kendall usiadł obok mnie
-Poczekaj,powiedz mi o czym rozmawiałeś z Bittersem?-Kendall spuścił głowę
-No właśnie o tym chciałem pogadać
-No nie mów,że to on kazał Ci się z nią przespać?-Zaśmiałam się,ale Kendall spojrzał się na mnie tak jakby miał kogoś zaraz zabić
-Dobrze mówisz,to dzięki niemu Cię zdradziłem-Poczułam w sobie złość i nienawiść.Spojrzałam w bok.Bitters pomachał mi.Wstałam i podeszłam do Niego
-Czy nie ma mi pan niczego do powiedzenia?-Zapytałam się stając na przeciwko Niego
-Nie,a o czym myślisz?-Bitters zaśmiał się dziwnie
-Kazał pan Kendallowi przespać się z inną dziewczyną-Bitters stanął jak wryty.Pogratulowałam sobie w duchu
-Po co pan to zrobił?-Kendall stanął obok mnie
-Chciałem-Bitters się zawahał
-Chciał pan Nas skłócić?.Udało się to panu.Z innymi ludźmi też pan tak robi?
-Nie,ale
-Nic nie mów-Odeszłam stamtąd.Kendall mnie zatrzymał
-Poczekaj na mnie Patrycja-Spojrzałam się na Niego poprzez łzy.Kendall otarł mi je kciukiem
-Czego ty ode mnie chcesz?-Wyszeptałam
-Chcę,abyś mi do cholery jasnej wybaczyła,bo to Bitters chciał nie ja
-To po jaką cholerę się zgodziłeś?-Wykrzyczałam prawie
-Nie wiem byłem głupi-Kendall zaczął się jąkać
-No i nadal jesteś-Podeszłam do Niego.Kendall spojrzał się w moje oczy
-Ale jak to?-Zaśmiałam się
-No tak to-Przybliżyłam twarz do jego.Kendall chciał mnie pocałować,lecz ja mu zagrodziłam palcem
-Najpierw to ty mi musisz udowodnić,czy tobie na mnie zależy
-No dobrze,chciałem to zrobić w innym miejscu,ale tutaj też może być.Patrycjo teraz mnie wysłuchaj.Znamy się tyle lat,od niedawna jesteśmy parą,a ja z każdym dniem zakochuje się w tobie jeszcze bardziej.Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu,a ten skok w bok był takim biletem do tego,aby zrozumieć to jak bardzo Cię kocham,dlatego mam do Ciebie pytanie,czy uszczęśliwisz swojego chłopaka i zostaniesz jego żoną?-Kendall uklęknął na jedno kolano.W jego ręce pojawiło się czerwone pudełko z pięknym pierścionkiem.Zaczęłam płakać,ale to były łzy szczęścia
-Tak-Przytuliłam go jak najmocniej-Zostanę twoją żoną
-Kocham Cię Patrycjo i nic tego nie zmieni-Pocałowaliśmy się.Od tego momentu zaczęło się wszystko od nowa

wtorek, 25 sierpnia 2015

Świąteczna Tragedia

Imagin dedykowany Marcelinie Kłodzie.Mam nadzieję,że się podoba,oraz posienka:-) <3
Włącz to https://m.youtube.com/watch?v=HJfaeHeTmqc
Jest grudzień,śnieg pada nie miłosiernie.Lubię taką pogodę.Stoję przy oknie i patrzę na dzieci,które bawią się na śniegu.Zawsze przypomina mi się moje dzieciństwo,gdy ja szalałam na śniegu.Zjeżdżałam na sankach,lepiłam bałwana.Oj ile bym dała,żeby powrócić do tych czasów.Uśmiechnęłam się sama do siebie.Odwróciłam się i wyszłam z mojego pokoju.Wszędzie panowała świąteczna atmosfera.Zbiegłam po marmurowych schodach i wbiegłam do kuchni gdzie moja mama przygotowywała ciasto na pierniki.
-Pomóc Ci mamo?-Zapytałam się kradnąc jej owocowa posypkę
-Marcelino nie kradnij mi,a po za tym to mogłabyś iść na zakupy,ponieważ mąki mi zabrakło
-No to powiedz mi co mam kupić.Poszłam założyć kozaki.Ubrałam kurtkę szalik i czapkę.Moja mama powiedziała mi co mam kupić.Dała mi 100 dolarów.Wybiegłam z domu w wyśmienitym nastroju.Wszędzie było można dostrzec ludzi kupujących prezenty.Ja już mam wszystko kupione,a szczególnie cieszę się z prezentu dla Logana.Przyjeżdża do mnie za tydzień na Wigilię.Już nie mogę się doczekać,aby dać mu ten prezent.No nic doszłam do galerii.Weszłam do budynku.Skierowałam się do Cerfura.Kupiłam potrzebne rzeczy.Zapłaciłam tylko 50 dolarów.Wróciłam do domu
-Mamo już jestem-Krzyknęłam wchodząc do domu
-Chodź do kuchni,musimy porozmawiać-Rozebrałam się po czym udałam się do wspomnianego przez moją mamę pomieszczenia
-No to o czym chciałaś porozmawiać?
-Czy Logan będzie na tej Wigilii?
-No tak będzie,przecież przyjeżdża za tydzień-Powiedziałam gryząc posypkę.Jak ja je kocham:-)
-Marcelino,masz już dla Niego prezent?
-Mam,ale nie mogę Ci powiedzieć ponieważ to niespodzianka-Zaśmiałam się po czym wtuliłam się w moją mamę.Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.Odblokowałam ekran.Odebrałam
-Halo?
-Witaj kochanie-Usłyszałam najcudowniejszy głos świata.Uśmiech momentalnie zagościł na mojej twarzy
-Cześć,co tam u Ciebie słychać-Poszłam do swojego pokoju zamykając przy tym drzwi
-Nic ciekawego,odliczam dni do Naszego spotkania
-No ja też,na szczęście to już za tydzień-Spojrzałam się w kalendarz.Dzisiaj jest 15,a Logan przyjeżdża dzień przed Wigilią
-A masz już dla mnie prezent?-Usłyszałam w jego głosie ciekawość.Zaśmiałam się do słuchawki
-Oj Loggie,Loggie mam,ale Ci nie powiem.Zdradzie tylko,że się ucieszysz
-Eee tam ja myślałem,że mi powiesz,a tu dupa
-Logan,ile razy mówiłam Ci nie mów przy mnie tych słów.Wiesz,że ja tego nie nawidzę-Powiedziałam lekko zirytowana
-Oj no dobra,,mamusiu''-Haha bardzo śmieszne.On to zawsze umie rozbawić człowieka,tylko czasami nie wiadomo czy ma się płakać czy też śmiać
-Oberwiesz za to,zobaczysz-Zachichotałam,na co Logan odpowiedział mi westchnięciem
-Niech Ci będzie jakoś przeboleję
-To co widzimy się za tydzień-Powiedziałam wstając z łóżka
-Tak
-To do zobaczenia
-Pa
Rozłączyłam się i poszłam pomagać mamie.Ten tydzień minął mi strasznie szybko.Dzień przed przylotem Logana spakowałam prezenty,ponieważ jak będzie to nie będę miała czasu,aby pakować.Ciągle chodziłam podekscytowana.W głowie miałam to samo zdanie,,Jutro nareszcie ujrzę Logana''.Przed spaniem zadzwoniłam do Niego,ale niestety nie odbierał.Pomyślałam więc,że może już jest w samolocie.Zgasiłam światło i poszłam spać.To co się zdarzy jutro wstrząśnie mną diametralnie.Już od samego rana przygotowywałam się na powitanie Logiego.Kilka godzin przed jego przylotem usiadłam wraz z mamą na kanapie,aby obejrzeć wiadomości.Włączyłam telewizor i od razu mówili o jakiejś tragedii.Chciałam to przełączyć,ale coś nie dawało mi spokoju,więc postanowiłam zostawić to na tym kanale
-Witam państwa z tej strony Greg Glickman.Dzisiaj około godziny 10 rano samolot lecący do Las Vegas rozbił się na pobliskim polu.Nikt nie przeżył.Przyczyną tej tragedii,były problemy ze sterem-Na szczęście Logana to nie dotyczyło,zaraz zaraz...
-Mamo Logan jakim miał lecieć samolotem-Spojrzałam się na moją rodzicielkę,po czym tego pożałowałam.Moja mama płakała,co mnie zdziwiło
-Marcelino,on nie żyje-Nie dopuszczałam do siebie tej myśli.Czym prędzej wykręciłam numer do Logana.Nie odbierał.Zaczęłam szlochać.Boże to nie może być prawda,Logan za niedługo wejdzie do mojego domu i wszystko będzie dobrze.Niestety się pomyliłam.Na za jutrz dowiedziałam się,że Logan rzeczywiście zginął.Cały czas płakałam.Myślałam,że to będą wspaniałe święta,a przerodziły się w świąteczną tragedią.Kilka dni po tym postanowiłam z tym skończyć.Poszłam na peron.Sprawdziłam o której jedzie pociąg.Za siedem minut.Zaczęłam odliczać.W pewnej chwili chciałam zrezygnować,ale gdy pomyślałam,o tym co mnie spotkało ponownie ogarnęła mnie fala smutku i rozpaczy.W ten usłyszałam gwizd.Pociąg był coraz bliżej.Zdążyłam tylko krzyknąć
-Nareszcie będziemy razem Logan,już na zawsze-No i wpadłam pod pociąg.Zmarłam na miejscu.Teraz cieszę się każdą chwilą spędzoną z moim chłopakiem


Smutek,Nadzieja,Miłość

Imagin dedykowany Marcelinie Kłodzie.Mam nadzieję,że się podoba<3
Siedziałam właśnie na tapczanie otulona miękkim kocem.Oglądałam jakąś komedię,która z czasem zaczęła mi się nudzić.Postanowiłam,że zrobię sobie gorącą czekoladę.Wstałam i skierowałam się do kuchni.Wyciągnęłam z szafki kubek i wsypałam do Niego czekoladę.Wstawiłam wodę w czajniku.Gdy woda się zagotowywała poszłam do pokoju po swojego laptopa.Wlączyłam go i od razu weszłam na facebooka.Zobaczyłam z kim bym tu mogła popisać.Nikogo nie było,ale nagle ktoś mi napisał,i tym ktosiem był James.Uśmiech momentalnie zagościł na mojej twarzy.Usłyszałam gwizd czajnika.Z laptopem na rękach udałam się znowu do kuchni.Zalałam czekoladę.Zaczęłam pisać z Jamesem
J:James
M:Matylda
J:No witam moją księżniczkę-James umiał poprawić dziewczynie humor
M:Hej co u Ciebie słychać?-Usiadłam na tapczanie.Laptop umieściłam na kolanach
J:W porządku,mam nadzieję,że u Ciebie też wszystko okej
M:Tak,zobaczymy się dzisiaj?-Wzięłam łyk czekolady
J:Dzisiaj nie bardzo ponieważ jestem zajęty,ale jutro owszem
M:A czym jesteś taki zajęty?-Podniosłam jedną brew do góry.Szkoda,że James tego nie widzi
-A no wiesz,od kilku dni mam dziewczynę i trzeba się Nią zaopiekować no nie?-Posmutniałam nagle,myślałam,że James jest wolny,a tu proszę.Znam Jamesa od piaskownicy,traktuje go jak brata,ale od jakichś kilku dni czuję do Niego coś więcej niż tylko braterską miłość
-A powiesz mi kto jest tą szczęściarą?
-Halston
-A no to nie przeszkadzam-Łzy pojawiły się w moich oczach
-Nie przeszkadzasz,wiesz co później Ci napiszę co i jak-James wylogował się z facebooka.Zaczęłam głośno szlochać.Dopiero pod wieczór udało mi się uspokoić.Weszłam sobie na FB,to co zobaczyłam spowodowało u mnie powrót nadziei.James dodał status wolnego,czyli musiało się coś stać.Postanowiłam,że do Niego pójdę.Założyłam buty i wyszłam z domu.Przeszłam na drugą stronę.James mieszka na przeciwko mnie.Stanęłam przed drzwiami i zapukałam.Nikt nie otwierał.Nacisnęłam klamkę,o dziwo drzwi były otwarte.Weszłam do środka.Już od progu przywitał mnie Fox.Pogłaskałam psiaka
-No dobrze Fox,pokaż mi gdzie jest twój pan?
Fox szczeknął głośno i pobiegł do salonu.Poszłam za Nim.James leżał na kanapie przykryty kocem,aż po samą głowę.Podeszłam do Niego i go odkryłam
-Co ty tutaj robisz?-Usiadłam przy Nim
-Widziałam,że jesteś wolny,co się stało?-James usiadł przodem do mnie.Miał zapłakaną twarz
-Chciałem iść do Halston,no i uszykowałem się i wogóle,następnie kupiłem kwiaty takie,które lubi no i poszedłem do Niej.Drzwi były otwarte co mnie zdziwiło,ponieważ ona nigdy nie zostawia drzwi otwartych,no dobra weszłem do środka.Nikogo nie było,więc poszedłem do jej pokoju,i przez uchylone drzwi zobaczyłem co ona robi-James zaczął płakać-Ona mnie zdradziła
-James ona nie jest warta twoich łez-Przytuliłam go jak najmocniej tylko potrafiłam.Czułam jak moja bluzka staje się mokra od jego łez.Nie przejmowałam się tym teraz
-Powiedz mi w czym ja jestem gorszy od tych wszystkich facetów?-James spojrzał się na mnie załzawionymi oczami
-W niczym nie jesteś gorszy,to ona nie potrafiła dostrzec jakim ty jesteś wspaniałym człowiekiem James-Pogłaskałam go po policzku po czym kontynuowałam-Powiem Ci coś więcej jesteś o sto razy lepszy od tych wszystkich chłopaków
-Jesteś kochana Marcelina,nie wiem co bym bez Ciebie zrobił-Spojrzeliśmy sobie w oczy.James zaczął się do mnie przybliżać.Już chciał mnie pocałować,ale przeszkodził mu w tym Fox
-No wiesz ty co?,umiesz wyczuć dobry moment-Zaśmiałam się z tego co powiedział James.Pogłaskałam Foxa za uchem
-Oj Fox-Zwierzak spojrzał się na mnie.Resztę wieczoru spędziliśmy wszyscy razem
Next Day
James mi powiedział,że gdyby nie ja on by się zabil.Gdyby to zrobił,nie przeżyła bym tego zanic w świecie.Po południu spotkaliśmy się w Naszym ulubionym miejscu,czyli nad stawkiem
-James mogę Ci się o coś zapytać?-Spojrzałam się na Niego nie pewnie
-Pewnie tylko co?
- Czy zaufałbyś jakiej kolwiek dziewczynie?
-Nie wiem,a co?-Spuściłam głowę.Poczułam jak moje policzki stają się czerwone
-Marcelina nie wstydź się-James odgarnął mi włosy-Powiedz mi,o co chodzi
-A czy zawsze jak Ci się o coś pytam,to musi od razu o coś chodzić?
-No nie,ale wiesz-I nagle coś się wydarzyło.James podniósł mój podbródek tak,że zetknęliśmy się ustami.Przestraszyłam się
-O Jezu przepraszam Cię-James uciszył mnie pocałunkiem
-Przecież  nic się nie stało.Muszę Ci coś wyznać-Spojrzałam się na Niego z przerażeniem-Zakochałem się w tobie już dawno.Chciałem przy Halston o tobie zapomnieć,ale nie mogłem.Kocham Cię Marcelina-Teraz ja go pocałowałam
-Ja Ciebie też kocham James
I od tego czasu jestem w szczęśliwym związku.Teraz jak o tym pomyślę,to śmiać mi się chce.Najpierw był smutek jak James napisał mi,że jest z Halston,potem nadzieja jak zerwał z Nią,po tym jak go zdradziła,no i miłość,po tym jak powiedział,,że mnie kocha.Mam nadzieję,że już tak pozostanie

Zamówienia

Mam pytanie.Zbieram zamówienia na imaginy,dlatego kto chce,niech mi napisze z kim chce i jaki,a ja potem go do dam.Mam nadzieję,że się skusicie.To do zobaczenia:-) 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 34
Przed koncertem wyciszyłam telefon,dlatego też nie słyszałam wiadomości od Kendalla.Odczytałam ją dopiero rano.Wysłał mi zdjęcie,bosko wyglądał.Podłączyłam telefon do ładowarki.Włączyłam laptopa.Weszłam na skaypa.Kendall był dostępny.Zadzwoniłam do niego
-Jak tam po koncercie?
-W porządku,odczytałaś wiadomość?
-Odczytałam
-No i jak?
-Ślicznie wyglądałeś
-A piosenka?
-Boska
Kendall walnął banana na twarz.W ten pojawił się jakiś koleś
-Hej Lucy
-Czy my się znamy?
-Jestem Dustin,kumpel z zespołu
-Hej
-Kochanie jak tam Loggi bear?
-A co się pytasz?
-A nie tak chciałem się dowiedzieć
-W porządku
-Dustin gdzie teraz?
-Teraz dajemy koncert w twoim rodzinnym mieście
-W Minnesocie?
-Tak
Kendall się na mnie spojrzał.Dostrzegłam w jego oczach iskierki
-Lucy przyjedziesz?
-Kendall,ale
-Proszę byśmy się zobaczyli
-A kiedy?
-Za pół godziny
-Postaram się
-No to spotkamy się na stadionie
-Okej,to do później
-Pa
Zamknęłam klapę,wzięłam plakat i wyszłam.Poszłam do Jamesa
-James podrzuciłbyś mnie do Minnesoty?
-Po co?
-Kendall tam ma koncert
-A no to tak
Wsiedliśmy do auta.Pojechaliśmy do Minnesoty
-Gdzie ma ten koncert?
-Na stadionie
Podjechaliśmy pod stadion.Przez szybę ujrzałam tourbus,a obok niego Kenda.Cmoknęłam Jamesa w polik.Czym prędzej wysiadłam.Kendall rozłożył ręce.Wtuliłam się w niego
-Jednak przyjechałaś
-No wiesz chciałam Ciebie zobaczyć
Pocałowaliśmy się.Nagle usłyszałam chrząknięcie.Były to fanki
-To ja poczekam przy scenie
-Nie no Lucy stój tu
Kendall rozdał parę autografów.Podszedł do mnie
-Chodź do garderoby
Poszliśmy do garderoby.Już na dzień dobry Kendall zaczął mnie całować.Odwzajemniałam to.Położył mnie na kanapie.W ten dało się słyszeć pukanie do drzwi.Kendall mruknął coś pod nosem
-Stary jesteś tam?
-.....
-Kendall
-Kochanie odezwij się
-Nie
-Za pół godziny rozpoczyna się koncert
-A idź mi z tym koncertem
-Kendall nie mów tak,wiesz ile ludzi wydało kasę na twój koncert?,a tak po za tym to ja nie mam biletu
-Trzymaj
Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy.Poczułam,że się rumienię.Spuściłam głowę w dół
-Lucy po koncercie mogę Cię oprowadzić po Minnesocie?
-Przecież ty jutro grasz koncert
-A właśnie,że nie,dopiero w czwartek gramy w Barcelonie
-Aha
-To co skusisz się?
-Tak
Przytuliliśmy się,niestety musieliśmy iść na koncert.Pokazałam bilet ochroniarzowi.Poszłam pod samą scenę.Miałam vipowski bilet,po koncercie wejdę za kulisy.Wyciszyłam telefon,po chwili zgasły światła.Podniosłam plakat do góry.Napisane było I Love You Kendall,(czyli Kocham Cię Kendall).Światła oświetliły scenę,no i Kenda
-Witam wszystkich,jak dobrze być w swoim rodzinnym mieście.Za parę tygodni rozpocznie się szkoła,życzę Wam z tego powodu samych sukcesów,szkoda,że mnie nie będzie.Nie będę mógł pomagać,ani wspierać moją dziewczynę.Mam nadzieję,że mi wybaczysz.No dobra zaczynamy zabawę.Najpierw będzie Art Of Moving On
Zaczęłam śpiewać.Kendall raz po raz zerkał w moją stronę.Uśmiechałam się do niego.Nigdy nie byłam taka szczęśliwa.Po Art Of Moving On było Could You Be Home.Na tej piosence Kendall kazał nam wyjąć telefony.Mieliśmy nimi machać.Jedna dziewczyna spojrzała się na mnie
-Dlaczego na twojej tapecie jest Kendall wraz z tobą?
-Powiem Ci tylko tyle,że to nie jest photoshop
-A ty już go widziałaś wcześniej?
-Może
-Pewnie w snach
Przykro mi się zrobiło z tego powodu,ale tego nie okazywałam
-Masz vipowski bilet?
-Mam,a co?
-To zobaczymy czy go widziałam tylko w snach
W ten przemówił Kendall
-Teraz mam zamiar wziąść jedną dziewczynę na scenę
Kendall mierzył nas wzrokiem,nagle jego wzrok zatrzymał się na mnie
-Zapraszam Ciebie na scenę
Nie pewnym krokiem weszłam na scenę.Kendall do mnie podszedł
-Chcę Ci się zapytać,czy zaśpiewasz ze mną piosenkę?
-Jaką?
-One Track Mind
Pokiwałam nie pewnie głową.Kendall się do mnie uśmiechnął
-Słuchajcie,ta o to dziewczyna zaśpiewa ze mną piosenkę.Posłuchajcie
Podeszliśmy do mikrofonów.Usłyszałam pierwsze dźwięki muzyki.Zaczęliśmy śpiewać.Było cudownie.Po piosence Kendall mnie do siebie przytulił,na szczęście po koncercie będę go miała tylko dla siebie.Po dwóch godzinach musieliśmy iść za kulisy.Zobaczyłam,że Kendall się przebrał.Poczekałam,aż Kendall porozmawia ze swoimi fanami.Przy mnie stała ta dziewczyna
-Co tu tak stoisz?
-Miałaś mi coś pokazać
Kendall do mnie podszedł.Pocałował mnie w usta.Odwzajemniłam pocałunek.Ta dziewczyna zdębiała
-Czy Wy właśnie się pocałowaliście?
-Tak
-Sorki,że Ci nie uwierzyłam
-Spoko
Kendall mnie pociągnął do garderoby.Usadowił mnie na swoich kolanach
-Kto to był?
-To była twoja fanka.Jak na Could You Be Home kazałeś nam machać tymi telefonami to ta dziewczyna zauważyła,że na mojej tapecie jesteś ty wraz ze mną.No i zapytała się dlaczego mam taką tapetę,a nie inną.Jednym słowem nie uwierzyła mi,że razem jesteśmy.No to ja jej udowodniłam jak bardzo się myliła
Kendall mnie do siebie przytulił.Zaczęłam delektować się jego zapachem
-Czy ty się wyperfumowałeś?
-A no tak,a co?
-Ślicznie pachniesz
-Nie tak bardzo jak ty
-To co zwiedzimy Minnesotę?
-To chodź
Chwyciliśmy się za ręce.Zaczęliśmy iść.Mijaliśmy wiele budynków
-A to jest katedra
-Wow jaka piękna
-Idziemy na wieżę?
-Chodźmy
Kendall kupił bilety.Po co na taką wieżę bilety to ja nie wiem.Zaczęliśmy wchodzić.Gdy dotarliśmy na górę,byłam cała zdyszana.Usiadłam na ławce
-Co brak Ci widzę kondycji
-Bardzo śmieszne
-Liczyłaś ile jest schodów?
-Nie,a ile jest?
-Dwieście czterdzieści osiem
-Aż tak dużo?
-No,a coś ty myślała
-Ja myślałam,że jest znacznie mniej
-Ha,ha dobre
Wstałam i podeszłam do balkonu.Z niego rozciągał się przepiękny widok na panoramę miasta
-Zrobimy sobie selfie?
-Moim czy twoim?
-Twoim
Wyciągnęłam z kieszeni telefon.Zrobiliśmy sobie parę słodkich zdjęć
-Ale tu przepięknie
-No,a co?
-Schodzimy już?
-Tak
-Ty pierwszy
-Oj dobra
Zaczęłam pomału schodzić.Nie kiedy wydawałam z siebie ciche jęki
-Kendall,ja dalej nie pójdę
-Lucy no chodź
-Boję się,że spadnę
-Złapię Cię za rękę,lepiej?
-Trochę
Po pięciu minutach byliśmy już na dole.Odetchnęłam z ulgą
-Nareszcie ten koszmar się skończył
-Ja bym jeszcze raz wszedł
-Ani mi się waz
-Tylko żartowałem
-To gdzie teraz?
-Muszę Ci pokazać najfajniejsze miejsce w Minnesocie
-Jakie?
-Zobaczysz
Ruszyliśmy w przeciwną stronę.Po pięciu minutach doszliśmy
-No to jesteśmy
-To po wiesz mi co to za miejsce?
-To jest dom w którym straszy
-Porąbało Cię,ja mam tam niby wejść?.O nie mój drogi,nie namówisz mnie do tego
-Proszę Cię Lucy
-Nie Kendall,ja się boję takich miejsc.Chcesz,abym dostała zawału?.Ja mogę tam wejść,ale za moją śmierć zapłacisz dużo forsy
-Przecież ja tam będę,obok Ciebie
-Człowieku ty tego nie kumasz prawda?
-Lucy
-Ja tam kurna nie wejdę
-Nie to nie,idę sam
-Ale Kendall nie zostawiaj mnie tutaj samej
Podbiegłam do niego.Chwyciliśmy się za ręce
-Za nim wejdzie my do tego domu,chcę,abyś o czymś wiedziała.W razie czego to nie są żarty.W tym domu zginęła kobieta wraz ze swoimi dziećmi.Jej facet był stuknięty.Zadał im ciosy nożem,a sam później się powiesił,dlatego ten dom jest nawiedzony
Przełknęłam głośno ślinę.Ścisnęłam mocniej jego dłoń.Kendall otworzył drzwi.Było strasznie ciemno.Weszliśmy do pomieszczenia.Drzwi momentalnie się zamknęły.Krzyknęłam.Poczułam na sobie czyiś oddech
-Kendall czy to ty?
-Tak to ja
-Zapalisz światło?
Kendall spełnił moją prośbę.Na podłodze była krew.Ja pierdziele co to ma być?.Kendall pchnął mnie na kanapę.Spojrzałam się na niego
-Teraz wejdziemy do tego pokoju
-Ja tam nie wchodzę
-Wejdziesz
Kendall szarpnął mnie za rękę.Zabolało mnie to
-Co Ci odpierdziela?
-Mi?,nic
Weszliśmy do pokoju.Stanęłam jak sparaliżowana.Przy oknie stała matka z dziećmi i ten facet z nożem
-Kto zechciał zakłócić nasz spokój?
-T.to on ma.mnie to.tu zaciągnął
-A więc go zabijemy najpierw
Zaczęłam krzyczeć.Pociągnęłam Kendalla za rękę.Wybiegliśmy z tego domu.Zaczęłam płakać
-Nie na widzę Cię,jesteś kretynem.Po co dałam Ci się namówić na to zwiedzanie
-Lucy nie było,aż tak źle
-Nie wcale,o mało co zawału nie dostał am,nie licz na to,że Ci wybaczę
-Robisz wielki dramat
-No i dobrze,nie odzywaj się do mnie
Już chciałam odejść,gdy Kendall chwycił mnie za nadgarstek.Przytulił mnie.Chciałam go od siebie odepchnąć,ale co spróbowałam się wyrwać Kendall jeszcze bardziej mnie przytulał
-Nie siłuj się ze mną,pamiętaj jestem facetem
-Nie obchodzi mnie to
-Lucy daj buziaka
-Myślisz,że na to pójdę?
Nie dokończyłam ponieważ Kendall wpił się w moje usta.Nasze języki tan żyły.W jednej chwili cała złość gdzieś ule ciała.Spojrzeliśmy sobie w oczy.Oparłam głowę o jego ramię
-Widzę,że Ci przeszło
-Nie przeszło mi
-Przecież widzę,że się uśmiechasz
-Nie prawda
W ten podjechał tourbus.Wysiadł z niego Dustin
-Jezu co Wy rozbicie w tym strasznym domu?
-Zwiedzaliśmy go
-Nie baliście się?
-Ani trochę
-Wsiadacie?
-Lucy chodź
-Przecież ty jedziesz do Barcelony
-Ale podwieźć Cię mogę
-No dobra
Wsiadłam to tourbusa.Usiadłam Na skórzanej sofie.Podjechaliśmy pod hotel
-Znowu się rozstajemy
-Tak
-Kocham Cię
-Ja też Cię Kocham
Pocałowaliśmy się.Wysiadłam z busa.Kendall odjechał.W holu napotkałam Carlosa
-Jak było?
-Super śpiewałam z nim piosenkę
-Cieszę się
-A gdzie Angela?
-Poszła do sklepu
-Aha,Corndoga?
-Z miłą chęcią
Kupiłam dwa Corndogi.Carlos zaczął jeść.Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.W ten podszedł do nas Logan
-Czego chcesz?
-Carlos o co Ci chodzi?
-A chcesz oberwać w nos?
-Nie bij go
-Dlaczego?
-Po co?,przecież nic mnie już z nim nie łączy
-Ale łączyło
-Nie wtrącaj się
-Kochani,nie kłóćcie się.Logan powinieneś pogodzić się z Kendallem
-Z nim?,w życiu
-Widzisz jaki on uparty
-Logan,gdybyś spędził z Kendallem choć odrobinę czasu zmieniłbyś zdanie
-Odezwał się,ty już zapomniałeś co zrobił gdy się dowiedział,że Lucy jest agentką?
-Kiedy to było?
-Nie dawno
-Ale przypominam Ci,że sam został agentem
-Pod czyjąś namową
-Nie prawda sam to zrobił
-Bo Ci uwierzę
-Nie musisz gadałem z nim na ten temat
-No i co myślisz,że On Ci powiedział prawdę?
-A co kłamał?
-No nie wiem
-Dobra Logan wiesz co?,ta rozmowa się nie klei.Możesz łaskawie odejść?
-Wyganiasz swojego przyjaciela?
-Ja nie wiem czy ty nadal jesteś moim przyjacielem.Takim zachowaniem powodujesz,żeby ludzie się od Ciebie odwrócili
-Co ty wygadujesz?
-Mówię jak jest,rób tak dalej,a zobaczysz do czego doprowadzisz
Carlos pociągnął mnie za rękaw.Weszliśmy do windy
-On jest zazdrosny
-Chyba nawet wiem o kogo
Przytuliłam Carlosa.Poszliśmy do swoich pokoi.Usiadłam na kanapie.Nie poznaję Logana,to nie jest mój przyjaciel.Poszłam do kuchni zrobić sobie kolację.Zjadłam kanapki.Następnie poszłam wziąść długą,odprężającą kąpiel.Potem udałam się do salonu.Włączyłam telewizję.Zaczęłam oglądać komedię.W niektórych momentach się śmiałam.Wypiłam jeszcze kakao.Odłożyłam kubek na stół.Zaczęłam ziewać.O godzinie jedenastej wyłączyłam telewizor.Poszłam do pokoju.Położyłam się.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam

niedziela, 23 sierpnia 2015

Fotki Kendalla<3

Hejka przepraszam,ale niestety muszę to napisać.To co ludzie robią jest chore,chodzi mi głównie o przezywanie idoli.No kurcze ogarnijcie się ludzie.Przed chwilą przeczytałam na asku o Kendallu post w,którym ktoś powiedział,że heffron drive to ,,pedały'' i takie tam.Szczerze powiem,że jak to przeczytałam to momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy.No przepraszam bardzo Oni mają uczucia tak jak my i jak by tak ktoś podszedł do Kendalla stanął na przeciwko Niego i powiedział prosto w twarz ,,jesteś pedałem''.No kurwa przecież by mu się zrobiło przykro w takim przypadku,a szczerze powiem słowo ,,pedał'' do nich nie pasuje ponieważ przysłowiowy pedał ubiera się w różowe sweterki,maluje się jak dziewczyna,a czy Kendall się tak ubiera?,nie i dlatego skończcie z wyzywaniem ich bo to już nie jest śmieszne.Bycie w fandomie oznacza szanowanie swoich idoli,oraz innych.Dlatego apeluje teraz do Was.
Drogi hejterze,jeżeli to czytasz wiedz,że źle postępujesz krzywdząc innych.Bo krzywdząc kogoś krzywdzisz siebie samego.Miło by Ci było gdyby ktoś wyzwał Cię od ,,pedała'',albo od kogoś innego?.Więc zanim coś powiesz to przemyśl sobie kilka razy,czy ja powinienem tak mówić?,bo z góry uprzedzam,że Dustin i Kendall są najlepszymi chłopakami pod słońcem i dlatego jeżeli ich nie lubisz nie musisz ich od razu obczerniać prawda?.W takim przypadku należy zainteresować się sobą,a nie siadać przy komputerze czy przy tablecie i wypisywać stek bzdur,które nawet nie są prawdziwe,a i jeszcze jedno to,że w zespole są sami chłopacy tak jak w przypadku Heffron Drive,czy Big Time Rush nie oznacza,że oni są ,,gejami''.Są to przyjaciele,który postanowili spróbować swoich sił jako zespół.Pamiętaj jedno hejterze dzięki takim słowom krzywdzisz nie tylko ich,ale Nas,czyli fanów którzy strasznie szanują i kochają swoich idoli,dlatego też proszę Was o to,abyście nie wyzywali ich od Bóg wie czego,bo robiąc tak szkodzicie sobie.Mam nadzieję,że to co tu napisałam coś Was nauczy.A teraz powiem coś od siebie
Heffron Drive tak jak i Big Time Rush to najlepsze zespoły wszech czasów.Słuchając ich człowiek może zapomnieć o wszelkich kłopotach jakie go otaczają,na ustach pojawia się wtedy wielki uśmiech,oraz chęć do śpiewanie.Tak jest akurat w moim przypadku.Dlatego siostry i bracia nie dawajmy pokazać hejterom,że jesteśmy słabi Drivers i Rushers to jedna wielka rodzina,dlatego też zwyciężymy to i zobaczycie,że za niedługo już nikt nie będzie obrażał Naszych idoli.Pamiętajcie o tym.Dziękuję za przeczytanie tej notki.Pozdrawiam:-)

sobota, 22 sierpnia 2015

Koncert

Rozdział 33
Dojechaliśmy na atlas arenę.Wyszliśmy z tourbusu,od razu przywitały nas piski fanek.Pomachałem do nich.Po drodze rozdałem parę autografów.Nareszcie udało nam się wejść do budynku.Od razu poszedłem do garderoby.Przeczesałem włosy,przebrałem się i wziąłem gitarę do ręki.Nagle ktoś zapukał do drzwi
-Tak?
-Kendall wychodzimy
Zamknąłem drzwi.Wbiegliśmy na scenę.Fanki zaczęły piszczeć.Podszedłem do mikrofonu
-Londyn jak się macie?,cieszę się,że was tylu jest.Na początek zagrany Nicotine
Odeszłem kilka kroków.Zacząłem wydawać pierwsze dźwięki piosenki,do tego dołączył mój głos.Fani szaleli.Uśmiechnąłem się.Następnie śpiewałem Had To Be Panamę.Podniosłem bluzkę.Co to był za szał.Lubię to robić,przyprawiam ich o szybsze bicie serca.W końcu przyszedł czas na Everything Has Change
-Słuchajcie teraz chcę zadedykować tę piosenkę mojej dziewczynie Lucy.Lucy wiem,że to oglądasz pamiętaj Kocham Cię do granic możliwości
(W tym samym czasie Lucy)
Siedziałam na kanapie i oglądałam koncert.Śmiać mi się trochę chciało,ale gdy Kendall powiedział,że chce zadedykować piosenkę i to w dodatku mnie,łzy stanęły mi w oczach.Kendall zaczął śpiewać.Patrzał się tak jakby w moją stronę.Niestety łzy zaczęły lecieć mi po twarzy.To była cudowna piosenka,szkoda,że nie mogę go wyściskać i podziękować.Otarłam łzy rękawem.To był cudowny moment(Powracając do Kendalla)
Gdy to śpiewałem miałem w oczach łzy.Nikt tego nie śpiewał,tylko ja.Było mi to na rękę,przynajmniej Lucy mogła usłyszeć.Po piosence mieliśmy chwilę przerwy
-Kendall Lucy to ta laska co stała przed hotelem?
-Tak,a co?
-Ładna jest
-Wara od mojej dziewczyny
-Przecież nawet jej nie chcę
-No ja mam nadzieję
Znowu musieliśmy wejść na scenę.Po dwóch godzinach nareszcie był koniec.Byłem cały mokry od potu.Wziąłem telefon i zrobiłem sobie zdjęcie.Wysłałem je Lucy.Odłożyłem komórkę na stół.Poszedłem się odświeżyć.Po pół godzinnej kąpieli udaliśmy się do tourbusu.Chciało mi się spać.Poszedłem do sypialni.Położyłem się na łóżku.Nawet nie wiem kiedy zasnąłem

Witajcie jak wiecie,za tydzień już koniec wakacji.Jak ten czas szybko zleciał,masakra jakaś.Przez to nie będę wchodziła na bloga tak często,ale dodawać będę.Idę do trzeciej gimnazjum,boję się strasznie testów.Potem chcę iść za dziennikarkę.To jest moją pasją.No dobrze pod wieczór do dam rozdział:-)

czwartek, 20 sierpnia 2015

Mam do Was wspaniałą wiadomość.a otóż Kendall zauważył Nasz filmik i udostępnił go na swojej stronce na facebooko.Dziękuję wszystkim,którzy się w tą akcję zaangażowali i mam nadzieję,że tak będzie z kolejnymi akcjami,a takie mają być.Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję<3<3<3.Jesteście wspaniali.Teraz są wielkie szanse,że Kendall nas odwiedi:-)

Had To Be Panama

Hejka dzisiaj dam Wam nutkę do posłuchania.Strasznie mi się podoba.Druga sprawa niestety,ale Polski nie ma na trasie Heffron Drive,nie smućcie się ponieważ jak Kendall obiecał to Nas odwiedzi,a pamiętajcie,że on słowa dotrzymuje.Trzecie sprawa.Kendall polubił na polskiej stronie Heffron Drive(Na fb),Nasz komentarz z filmikiem.Trzymajcie kciuki za Naszego Kendzia,żeby tutaj przyjechał.No dobrze to ta piosenka nazywa się:
Heffron Drive-Had To Be Panama
Niestety,ale wyskakuje mi błąd serwera.Spróbuję ,a na razie życzę miłej nocki oraz Kendallowych snów