wtorek, 22 września 2015

Wkurzający sąsiad

Słońce świeci nie miłosiernie.Siedzę akurat w ogródku.Twarz mam zwróconą ku słońcu.Na termometrach można zobaczyć +30°.Nawet gdyby człowiek chciał schować się do cienia to nie morze,ponieważ tam też jest tyle samo stopni co w słońcu.Mieszkam w Kansas.Tam zawsze jest słońce.Niekiedy trochę popada,ale przeważnie góruje słoneczko.Czuje jak na moim czole pojawiają się małe kropelki potu.Boże jak ja nie na widzę się pocić.Oznacza to wtedy,że zaraz będę musiała iść wziąć prysznic,a potem znowu to i sami i tak dalej,aż do wieczora.No i po miesiącu dostanę rachunek za wodę z kosmiczną sumką do zapłacenia.O nie,nie moja droga,nie ze mną takie numery,ponieważ ja Cię jakoś przechytrzę,ale jeszcze nie wiem jak.Zeszłam z leżaka i udałam się do swojego pokoju,ale najpierw żeby to zrobić musiałam przejść przez ogród mojego sąsiada,znienawidzonego sąsiada.Cały czas się kłócimy.Nie ma między Nami pokoju.No i dobrze,po co mi taki sąsiad,jak ciągle w nocy słyszę głosy,które rodzą we mnie obrzydzenie.Nawet teraz chce mi się wymiotować,no,ale cóż trzeba być twardym jak to mawiała moja babcia.Stanęłam przed moim najstraszniejszym przejściem.Wzięłam dwa głębokie wdechu,dłonie zacisnęłam w pięści i powolnym krokiem ruszyłam.Niestety pech chciał,że akurat na leżą ku siedział wspomniany wcześniej człowiek.Zmierzył mnie od stóp do głowy.Wkurzyło mnie to,ale nie dałam tego po sobie poznać.Niestety musiał wtrącić swoje trzy grosiki
-O witam panią,a gdzie się panienka tak śpieszy?-Stanęłam i odwróciłam się w jego kierunku.W blasku słońca mogłam mu się lepiej przyjrzeć.Miał blond włosy zaczesane na bok,tak,że grzywka wpadała mu prosto na oczy.Był w kąpielówkach.Na nosie miał czarne okulary.Nie mogłam zobaczyć,jaki ma kolor oczu.Szkoda,ale to nie oznacza,że mi się spodobał w żadnym wypadku,tylko po prostu jest cholernie przystojny.Teraz jak tam tak stoję to chcę do Niego podejść i po prostu rzucić mu się na szyję.O cholera co ja mówię. ,,Słuchaj no Monika weź się w garść i przestań o Nim myśleć ponieważ niestety,ale on jest twoim sąsiadem,którego nie znosisz''.Dlaczego niestety?.Już mówię,otóż w pewnej chwili odmieniło mi się wszystko.Nienawiść przerodziła się w zakochanie.No,ale na nic więcej nie mogę liczyć.Nie znajomy podszedł do mnie.Cofnęłam się o krok w tył
-Nie twoja zasrana sprawa-Próbowałam grać twardą,ale za dobrze mi to jakoś nie wyszło
-Oj mała słuchaj nie chcę toczyć z tobą żadnej wojny
-Słuchaj no,po pierwsze nie jestem mała,a po drugie z tego co pamiętam odkąd się tu wprowadziłeś robisz o byle gówno jakiś problem.Więc kto tu toczy wojnę?-Zacisnęłam jeszcze bardziej pięść.Irytował mnie ten człowiek po prostu no.Kurcze gdyby się tutaj nie wprowadził nie było by tego całego zamieszania.No,ale stało się i już.
-Nie robię żadnego problemu,to ty masz zawsze do mnie jakieś waty
-To po jaką cholerę się tu wprowadzałeś?-Spojrzałam się na Niego.Nieznajomy zsunął swoje okulary.I wtedy mogłam dojrzeć jego zielone tęczówki.Wyglądał jak anioł,który stanął przede mną,by mnie chronić przed wszystkim co może się wydarzyć w najbliższych latach.Naszła mnie wielka ochota na pocałowanie jego słodko wyglądających i w dodatku wypełnionych ust,ale od razu mi przeszło gdy usłyszałam głos prawdopodobnie jego dziewczyny
-Kendall do jasnej cholery z kim ty tam gadasz?
-Z nikim złotko.Już do Ciebie idę
-No super kolejna twoja zdobycz,na wieczór.Znowu nie dasz mi spać? co?.To co robisz jest chore,a zarazem wkurzające.Owijasz sobie dziewczynę wokół palca.Lądujecie razem w łóżku,a rano co mówisz jej ,,Sorki mała,ale to był tylko jeden numerem''?,a wieczorem znowu inna?-Wykrzyczałam na Niego.Kendall położył mi rękę na ustach.Odepchnęłam mu ją
-Zamknij się wreszcie
-Taki jesteś?,no to zarąbistego mam sąsiada.Wiesz co mam Cię dość.Mam dość Ciebie,twoich laseczek i tego,że tu mieszkasz-Odwróciłam się i odeszłam w kierunku swojego domu
Wieczorem gdy nastał wieczór i zrobiło się trochę chłodniej.Wzięłam kocyk i usiadłam na tarasie.Poszłam do kuchni po sok i wróciłam na taras.Rozsiadłam się w na kocu,po czym zaczęłam myśleć o Kendallu.Nie wiem dlaczego,ale poczułam coś do Niego.Nigdy tego nie odczuwałam dopiero dzisiaj jak go zobaczyłam.Nie umiem zdefiniować tego co czuję.W sercu robi mi się ciepło,a w brzuchu mam pełno motyli.Wzięłam łyk soku,po czym położyłam się.Spojrzałam w Niego.Zaczynało powoli się ściemniać,co oznaczało,że pojawią się gwiazdy.Kocham patrzeć na Nie.Przypominają mi o moich zmarłych już rodzicach.Za życia często oglądaliśmy razem gwiazdy.No dobra zaczęłam przyglądać się gwieździstemu niebu.Nagle utworzyła mi się postać Kendalla.Przetarłam swoje oczy,ale znowu mi się ukazał.Cała zlana potem usiadłam ponownie na kocu.Odetchnęłam z ulgą dopiero jak zobaczyłam,że nie ma go nigdzie.Moja wyobraźnia płata mi niezłe figle.Nagle usłyszałam znowu jakieś hałasy.No super znowu Kendall.Zatkałam uszy,ale to nic nie pomagało.Postanowiłam,że do Niego pójdę.Przeszłam przez jego ogródek po czym zadzwoniłam dzwonkiem.Chwile musiałam poczekać za nim ktoś mi raczy otworzyć,ale gdy to w końcu nastąpiło w progu stanął Kendall.Był w samych bokserkach.Speszyłam się lekko,ponieważ przerwałam mu chyba w najlepszej chwili,ale to nie o tym chciałam z Nim pogadać
-Co ty do cholery robisz?-Kendall wyszedł na dwór zamykając za sobą drzwi
-Przyszłam Cię uspokoić,ponieważ te wasze zabawy doprowadzają mnie do białej gorączki.Nie potraficie tego robić ciut ciszej?-Zapytałam się,na co Kendall zmierzył mnie pogardliwym wzrokiem
-Nie,nie potrafimy i jeżeli Ci to przeszkadza,to proszę bardzo pakuj się i wynoś się stąd,przynajmniej będzie spokój-Nie wytrzymałam i momentalnie zarobił ode mnie z liścia w twarz.Kendall złapał się za policzek,a mnie do oczu napłynęły łzy
-Jak śmiesz tak do mnie mówić?.Ja tu dużej mieszkam niż ty.To przez Ciebie wszystko się zaczęło.Od twojej przeprowadzki prawie nic nie spałam,bo w nocy ciągle słyszę to samo,aż dziwie się dlaczego jeszcze policja tutaj nie przyjechała.Ale to się już nie długo skończy.Skończą się te twoje nocne sprowadzania dziewczyn do domu.Skończą się te cholerne hałasy.Wszystko się skończy rozumiesz?-Uciekłam do domu cała zapłakana
Pozbierałam koc,sok i weszłam do domu zamykając drzwi.Rzuciłam to wszystko w kąt,po czym rozpłakałam się jeszcze bardziej.Myślałam,że uda Nam się naprawić te napięte relacje,ale najwidoczniej po raz kolejny się myliłam.Dlaczego akurat On musiał mi się przytrafić?,no dlaczego?.Zawsze muszę się zakochać w niewłaściwym człowieku.Super moje życie jest do bani.Nie na widzę siebie jak i swojego życia.Położyłam się na kanapie,po czym moje powieki stały się ciężkie no i zasnęłam
Na drugi dzień obudziłam się cała zlana łzami.W nocy śnił mi się Kendall.Ten sen był po prostu cudowny.Śniło mi się,że byliśmy razem.Mówił,że mnie kocha i takie tam.Ach te marzenia chciało by się być jego dziewczyną.Zaraz,zaraz czy ja dzisiaj przespałam całą noc?.Czyżby Kendall zrezygnował wczoraj z tej panienki?.Dziwne myślałam,że jednym uchem wpuści,a drugim wypuści to co powiedziałam i zacznie to co mu przerwałam,ale najwidoczniej odpuścił.No,no,no Moniko czyżbyś przemówiła mu do rozsądku?.Oby to była prawda.Zjadłam śniadanie,po czym ubrałam się w luźnie ciuchy i wyszłam na świeże powietrze.Zobaczyłam Kendalla jak czyta gazetę.Na mój widok uśmiechnął się promiennie.Nie wiedziałam czy mam się bać,czy co?.Może teraz chce mnie uwieść,a wieczorem zrobi ze mną to,co zresztą panienek.Nie podoba mi się jego zachowanie.Kendall do mnie podszedł
-Wyspałaś się w nocy?-Zdziwiłam się,na co Kendall się zaśmiał
-Tak dziękuję,że się pytasz-Ukłoniłam się tak jak księżniczki proszone do tańca
-Nie ma za co,Kendall jestem-Blondyn wyciągnął w moją stronę swoją dłoń
-Monika-Chcąc nie chcąc uściskałam jego dłoń.Była trochę szorstka,ale również i delikatna.Chciałam,żeby trzymał mnie przez cały czas,ale za Nim zdążyłam coś powiedzieć Kendall mi ją puścił.Zasmuciłam się
-Czemu się smutasz?
-Nic,nic,powiedz mi lepiej dlaczego nie słyszałam wczoraj waszych krzyków?-Kendall podrapał się po karku.Po czym oznajmił
-Postanowiłem się zmienić-Chyba się przesłyszałam.On chce się zmienić?.To jest jakiś żart prawda?.Stałam tam przed Nim z buzią otwartą na wylot.Gdyby ktoś by mnie teraz zobaczył pomyślałby,że jestem jakaś nie normalna.No,ale co ja mam zrobić na wieść,że on chce się zmienić
-Kendall ty chcesz się zmienić?,TY?.Niby jak chcesz to zrobić,jak ciągle słyszę hałasy
-Przestań mi to ciągle wypominać.Powiedziałem chcę się zmienić i już-Kendall krzyknął na mnie.Cofnęłam się krok w tył.Przeraziłam się trochę
-Jezu nie wyj na mnie do cholery,bo to nie ja przyprowadzam laski do domu,a tak po za tym to co Cię podkusiło do zmiany tej decyzji?
-Twoje wczorajsze słowa.Po tym jak uciekłaś z płaczem,zrozumiałem,że źle postępuje robiąc Ci na złość-Przerwałam mu na chwilę
-Robiąc mi na złość?.Możesz to wytłumaczyć-Ponownie do Niego podeszłam,ale tym razem zachowując określony dystans
-No robiąc to na złość.Te krzyki i to wszystko było po to,by cię zdenerwować-Wytrzeszczyłam na Niego swoje oczy.Po jakiego grzyba on mi to robił?.Co ja mu takiego zrobiłam?
-A po co to robiłeś?
-Nie,wiem od razu wydałaś mi się jakaś dziwna.Nie wiem dlaczego ale postanowiłem Cię stąd jakoś wykurzyć,żeby mieć święty spokój,ale gdyby się tak stało miałbym wyrzuty sumienia,ponieważ okazałaś się naprawdę wspaniałą dziewczyną-Jego słowa ucieszyła mnie jak i wkurzyły
Mógł mi od razu powiedzieć w twarz ,,Słuchaj no,jesteś trochę jakby to powiedzieć inna'',a nie doprowadzał mnie do białej gorączki.Raz przez Niego prawie wylądowałam w szpitalu,ale o tym mu nie będę mówiła,ponieważ nie chcę,żeby siebie zadręczał.Postanowił się zmienić,niech się zmienia.Zobaczymy jak długo wytrzyma.Zapewne wieczorem znowu ktoś przyleci,a teraz wcisk mi,taki kit
-No dobrze,to dlaczego nie powiedziałeś mi tego prosto w twarz,tylko robiąc mi takie numery?-Kendall spuścił głowę.Zał mi się go zrobiło.Podniosłam palcem jego podbródek.Dostrzegłam w jego oczach łzy
-Bo się bałem,bałem się odrzucenia z twojej strony-Nie rozumiałam nic do do mnie w tej chwili powiedział
-Mów jaśniej dobrze
-Ty naprawdę tego nie rozumiesz?.Zrobiłem to wszystko z miłości do Ciebie.Moje serce należało,należy i należeć będzie tylko do Ciebie.Dlatego postanowiłem się zmienić,bo wiem,że mam dla kogo.Owszem zrozumiem,jeśli przez te świństwo jakie Ci wyrządziłem nie czujesz tego samego do mnie zrozumiem to,ale pamiętaj jedno Moniko,że zawsze będę Cię kochał,nie ważne czy będę starym schorowanym dziadkiem,czy Bóg wie kim.Moja miłość do Ciebie nigdy nie wygaśnie,ponieważ jest silna jak  diament,którego nie można rozkrzuszyć-Zszokowały mnie jego słowa.Kendall przez ten czas czuł coś do mnie,a ja głupia olewałam go,zamiast podejść i po prostu zagadać.No nie to wszystko moja wina.Olewałam tak wspaniałego człowieka.Kendall chciał odejść,ale pociągnęłam go za bluzkę i złączyłam Nasze usta w namiętnym pocałunku.Na szczęście odwzajemnił pocałunek
-Też Cię kocham Kendall-Uśmiechnęłam się po przez łzy szczęścia.Kendall przytulił mnie do siebie jak najmocniej.O tym właśnie marzyłam,żeby wtulić się w osobę,którą tak naprawdę kocham
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Owszem,i pamiętaj Kendall,że moja miłość do Ciebie jest taka silna jak diament,którego nie można rozkruszyć-Wyrecytowałam jego słowa.Kendall mnie pocałował.To był najwspanialszy moment,oraz początek nowego życia u boku najwspanialszego człowieka i sąsiada zarazem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz