niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 25
Palm Woods jak to pięknie brzmi.Jednak nie dla mnie.Stoję przed hotelem i gapię się na ten napis.Ludzie dziwnie na mnie patrzą.Mam to gdzieś.Co rusz spoglądam na telefon czy dzwoni Kendall.Niestety nie.Rzuciłam telefon na ziemię.Komórka roztrzaskała się na milion kawałków.Usiadłam na chodniku.W mojej głowie pojawiają się myśli samobójcze.Rzuciłabym się pod jakiś samochód.I chyba tak zrobię.Z transu wyrwał mnie głos Wery
-Lucy co jest?
-A co ma być?
-Jesteś jakaś inna
-Osoba na której mi zależało wyrzuciła mnie z domu
-Miał prawo
-Ty też?.Wiesz co mam pomysł.Od wródźcie się wszyscy ode mnie
Wstałam i poszłam do pokoju.Chwyciłam mp3 do ręki.Włączyłam Kendalla piosenkę.Chociaż tak mogę słyszeć jego głos,ale to nie to samo co usłyszeć te dwa magiczne słowa,które wprowadzają dziewczynę w wieczne szczęście.Czego teraz chcę to to,aby Kendall mi wybaczył.Chcę poczuć jego usta na swoich,przytulić go.Wiem,że to już nigdy nie nastąpi no,ale marzenia warto mieć prawda?.Muszę zacząć żyć od nowa wiem,że to będzie trudne.W ten ktoś zapukał do moich drzwi
-Kto to?
-To ja Logan
Czego on o de mnie chce.Przez niego...ech nie chcę o tym mówić
-Wejdź
-Co jest?
-Nic
-Dlaczego sama tutaj siedzisz?
-Bo mam powód.Proszę Logan daj mi spokój chociaż na jakiś czas
-Nie wytrzymam tyle bez Ciebie
-Logan masz Monikę
-Zerwaliśmy ze sobą
-O nie wiedziałam
-Nie no spoko
-Logan?
-Tak
-Obiecaj mi,że na razie nie będziesz do mnie dzwonił,ani nic okej?
-Spróbuję,ale nie wiem czy mi się uda
-A teraz wyjdź
-Dobra
Logan wstał i wyszedł.Chwyciłam swój pamiętnik i zaczęłam pisać
Vpis XI
Dzisiaj jest czwartek.Wczoraj już nic nie pisałam.Za bardzo byłam zdruzgotana.Moje życie legło w gruzach.Nie wiem jak Wy,ale ja mam zamiar wylecieć tam gdzie będzie mi dobrze,czyli do nieba.Telefon mi się rozwalił po tym jak go rzuciłam na ziemię.Z Loganem nie będę na razie rozmawiać.Mam nadzieję,że poznam kogoś kto będzie mnie akceptował taką jaką jestem.
Zamknęłam zeszyt i wyszłam nad basen.Usiadłam na leżaku.W ten usłyszałam czyiś głos
-A ty co nowa?
Spojrzałam w bok.Zobaczyłam chłopaka,który przypominał mi Kenda.Miał te same włosy(tu chodzi mi o kolor i grzywkę na bok),ten sam kolor oczu(czyli zielony).Po prostu czysty Kendall
-Nie,a ty?
-Mieszkam tu od jakiegoś miesiąca
-Aha
-Och zapomniałem się przedstawić jestem Justin Blue
-Miło mi Lucy Black
-Co za zbieg okoliczności.Nasze nazwiska zaczynają się na tą samą literę
-Rzeczywiście
-Ile masz lat?
-Piętnaście,ale za trzy miesiące szesnaście
-A którego masz urodziny?
-Szesnastego listopada
-Ja mam szesnaście lat i mam urodziny drugiego lutego
-Aha
-A w ogóle co Cię sprowadza do Palm Woods?
-Nie rozumiem?
-No bo w tym hotelu mieszkają gwiazdy
-Słucham?
-No nie wiesz?.Piosenkarze,zespoły
-A agenci?
-Agenci?.Ha,ha nie bądź śmieszna.Co to w ogóle jest agent?.Takich to powinni na bruk wyrzucać
No nie ten gość przegiął.Co za głąb
-Słuchaj no koleś.Co ty sobie myślisz co?.No odpowiedz.Tak się składa,że stoi przed tobą agentka.Na bruk powinni wyrzucać,ale takich jak ty,bez serca,uczuć i wiesz ci Ci jeszcze powiem?.Jesteś debilem,skończonym debilem
Wstałam i odeszłam z tam tąd.Znowu to samo.W ten natknęłam się na jakąś dziewczynę
-Jak masz na imię?
-Lucy
-A ja Angela
-Miło mi
-Co się stało?
-Chcesz wiedzieć?
-Jeśli mogę
-To usiądźmy
Zaczęłam jej wszystko opowiadać.Łzy zbierają mi się do oczu na myśl,że nie jestem już z Kendallem(no dobrze to my ich na razie zostawimy,a zobaczymy co u Kendalla)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz