Rozdział 21
Vpis V
Obudziłam się dopiero dzisiaj.Dzisiaj jest niedziela.Za trzy dni Kendall się o czymś dowie.Wspominałam już o tym w wpisie III,ale jeszcze raz przypomnę jestem agentką.No właśnie agentką.Kendall o tym nie wie.Boję się jego reakcji.Na pewno zerwie ze mną.Najchętniej zapadła bym się pod ziemię.
Usłyszałam czyjeś kroki.Spojrzałam przed siebie.W progu stał Kendall.
Ciąg dalszy vpisu V
Znowu nie odzywam się do Kendalla.Ciągle się kłócimy.Tak cholernie bym chciała,aby między nami się układało.Czuję się jak porzucone zwierze.Niby jest dobrze,ale po chwili wszystko się sypie.Dobra dosyć użalania się nad sobą.Trzeba iść dalej
Zamknęłam zeszyt.Odetchnęłam z ulgą.Wstałam i ominęłam Kendalla.Poszłam nalać sobie soku.Wypiłam jednym duszkiem.Poczułam na sobie oddech Kendalla.Przytuliłam go.Odwzajemnił uścisk
-Kendall obiecasz mi coś?
-Tak tylko co?
-Nie kłóćmy się nigdy więcej
-Obiecuję
Kendall złożył na moich ustach pocałunek.Oderwaliśmy się od siebie.Spojrzałam w jego oczy.Nie wiem dlaczego,ale dostrzegłam w nich łzy.Smutno mi się zrobiło
-Dlaczego masz zaszklone oczy?
-Chcesz wiedzieć?
-Tak
-Bo ja nie na widzę naszych chorych kłótni.W tedy ty jesteś nieszczęśliwa i ja.To się musi skończyć,bo inaczej zwariuję
-A kto je zawsze zaczyna?
-Znowu?
-Przecież żartuję
W ten zadzwonił mój telefon.Była to Wera
W:Hej co tam?
J:W porządku,a u Ciebie?
W:Jeszcze lepiej
j:A co się stało?
W:Poznałam kogoś,dlatego mam pytanie czy byś przyszła wraz z Kendallem do parku to bym Wam go przedstawiła?
J:No pewnie,że przyjdziemy
W:Dzięki to do zobaczenia
J:Cześć
-Kto dzwonił?
-Wera pytała się czy przyjdziemy do parku.Przedstawi nam swojego chłopaka
-No to idę się przebrać
-Okej
Zaczęłam ubierać buty.Po chwili zjawił się Kendall.Ubrany był w garnitur.Na szczęście miałam sukienkę
-Gotowa?
-Owszem
Wyszliśmy z domu.Zakluczyliśmy budynek.Kendall chwycił moją rękę.Zaczęliśmy iść.Gdy doszliśmy to zauważyłam Werę z jakimś chłopakiem.Podeszliśmy do nich
-Cześć Wam
-Poznajcie mojego chłopaka Taylora
-Miło mi Lucy,a to jest mój chłopak Kendall
Spojrzałam na Taylora.Puścił mi oczko.Zdziwiłam się.Kendall przyciągnął mnie do siebie.Oparłam głowę o jego ramię
-Może się przejdziemy?
-Pewnie
Zaczęliśmy iść.W ten poczułam czyjąś rękę.Spojrzałam w bok.Był to Taylor
-Co ty wyprawiasz?
-Nic
-Gdzie jest Kendall?
-Tutaj jestem.Co on Ci robił?
-Dotknął mnie ręką
-Słuchaj no wara od mojej dziewczyny
-Spokojnie koleś
-Jeszcze raz,a nie ręczę za siebie
Wtuliłam się w Kenda.Usiedliśmy na ławce.Taylor przytulił Weronikę
-To może powiecie jak się poznaliście?
-No przez przypadek
-Jak to?
-Wpadliśmy na siebie
-Jak?
-Może ja opowiem.Kilka tygodni temu byłem w sklepie.No i tak jakoś wyszło,że Wera dobiła do mnie.Zaczęliśmy ze sobą pisać.No i tak jesteśmy razem
-To super
-A Wy?
-Co my?
-Jak się poznaliście?
-Po co będziemy mówić jak Wera o tym wie
-Ale ja nie wiem
-No dobra.Jak mieszkaliśmy w Kansas to na moim osiedlu mieszkał chłopak,który mi się podobał.Bałam się do niego zagadać.W jakiś dzień do mojej mamy miała przyjść koleżanka wraz ze swoim synem.Wieczorem doznałam szoku, bo tym chłopakiem okazał się Kendall.Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.No i tak zostaliśmy parą
-No to super
Kendall chwycił mnie za rękę.Spojrzałam na niego.Uśmiechał się.Przymknęłam oczy.Poczułam jak ktoś muska mój policzek
-Kendall?
-Taak?
-Wiem,że to ty
-Dzięki za spotkanie
-Spoko
-Taylor idziesz?
-Tak,tak cześć
Wera i Taylor odeszli.Oparłam się o ławkę
-Z kąd wiedziałaś,że to ja?
-Bo tylko ty tak delikatnie całujesz
-Podoba mi się to
-Która godzina?
-Trzynasta
-Idziemy na obiad?
-Z tobą zawsze
Wstaliśmy i zaczęliśmy iść w stronę kawiarenki.Zamówiliśmy sałatkę.Po obiedzie poszliśmy do domu
-Idziesz do pokoju?
-Po co?
-Poleżeć
-No nie wiem
-No proszę
-No dobra
Udałam się do pokoju.Położyłam się obok Kenda
-Ciekawe kiedy będzie ta rozprawa
-To nie jest takie łatwe
-Przecież wiem
-To może potrwać kilka mieś....
-Lucy co jest?
-Kilka miesięcy.Przepraszam Cię na chwilę
Pobiegłam do łazienki.Jak ta rozprawa będzie za miesiąc to Kendall sam na nią pójdzie.Muszę pojechać i się dowiedzieć.Wyszłam z tam tąd Powiedziałam Kendallowi,że wychodzę
-A dasz mi jeszcze kluczyki do samochodu?
-A po co Ci?
-Jadę na komendę się dowiedzieć kiedy będzie rozprawa
-Trzymaj
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
Wybiegłam z domu.Wsiadłam do auta.Czym prędzej odjechałam.Na miejscu byłam dziesięć minut później.Weszłam do budynku.Zapukałam do pokoju
-Proszę
-Dzień dobry panie komendancie
-Dzień dobry panno...?
-Lucy
-Coś nowego w sprawie pana Alexa?
-Nie.Chciałam się dowiedzieć kiedy będzie ta rozprawa
-To pani nic nie wie?
-Co takiego mam wiedzieć?
-Pan Alex Nelson został wypuszczony
-Słucham?
-Wypuściliśmy go
-No super przecież on teraz będzie groził mojemu chłopakowi
-Proszę się nie martwić
-Jak to nie mam się martwić?.Jeśli Kendallowi się coś stanie to nie ręczę za siebie
Wyszłam trzaskając drzwiami.Czym prędzej udałam się do domu.Zaparkowałam przed budynkiem.Weszłam do domu.Kendall siedział przed telewizorem.Tak słodko wyglądał.Zachciało mi się płakać.Weszłam do salonu
-Wróciłam
-No i kiedy ma być?
-Nie będzie
-Jak to?
-No po prostu
-Wypuścili go czy co?
-Kendall uciekaj
-Co?
-Uciekaj z tąd
-Jednak go wypuścili
-Tak,dlatego uciekaj proszę Cię
-Usiądź przy mnie.Posłuchaj nie będę uciekał po co?,żeby Alex zobaczył jakim jestem tchórzem?
-On Ci może coś zrobić
-Wiesz gdzie ja to mam?.Najwyżej trafię do szpitala
-A pomyślałeś o mnie?
-Ja cały czas o tobie myślę
-A pomyślałeś jak ja się teraz czuję?
-Pomyślałem
-Jasne.Alex może w każdej chwili wejść do domu i coś Ci zrobić.Najbardziej się boję tego,że on Cię zabije.Ten świat jest okrutny
-Lucy damy sobie radę zobaczysz
Przytuliłam Kendalla.Poczułam,że głupio zrobiłam zostając agentką.W środę wrócimy do Palm Woods i wszystko będzie dobrze.Na pewno nie dla mnie.Przez ten tydzień zdążyłam zżyć się z Kendem.Nie wiem co ja zrobię bez niego.On jest moim tlenem,a jak wiadomo człowiek bez tlenu nie przeżyje.Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos mojego chłopaka
-Co tak myślisz?
-O tobie
-A niby co?
-Jaki jesteś cudowny
-No proszę
-Widzisz mój drogi.Moje życie strasznie się zmieniło odkąd jestem z tobą
-To źle?
-Wręcz przeciwnie.Cieszę się z tego strasznie
-A kochasz mnie?
-Też mi pytanie
-A jak bardzo?
-Bardzo,bardzo
Kendall złożył na moich ustach gorący pocałunek.Spojrzałam na zegarek.Dochodziła godzina dziesiąta
-Kendall idziemy spać?
-Idziemy
Przebrałam się i poszłam spać.Od razu zasnęłąm
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz