,,Młoda damo ty jeszcze w łóżku?",,,Spóźnisz się do szkoły"".Takie teksty słyszę codziennie.Mam na imię Matylda Presley.Mam siedemnaście lat.Za kilka tygodni kończę osiemnaście.Moi rodzice są strasznie durnowaci.Ciągle słyszę ten sam temat idziesz za nauczycielkę historii.No rzesz kurwa ile można.Nawet nie zapytają mi się czy mam jakieś inne plany,a mam.Chcę iść do szkoły muzycznej by później stać się piosenkarką.Dzisiaj rano przy śniadaniu było to samo.Mój durnowaty brat musiał oczywiście wtrącić swoje trzy grosze.Oni chcą żebym brała z Niego przykład.Bo on jest taki porządny poszedł na medycynę,a gówno mnie to obchodzi gdzie ten frajer poszedł.Wstałam od stołu cała wkurzona.
-Matyldo gdzie idziesz?
-Gówno powinno Cię to interesować
-Matyldo jak ty się do ojca odnosisz.Powinnaś brać przykład z Filipa-Wiedziałam,ze zaraz będzie o tym Filipku.Filip to Filip tam to.Rzygam tym wszystkim
-Do jasnej cholery możecie w końcu skończyć z tym Filipem?.Czego się nie dotknę słyszę och nasz Filipek by zrobił to inaczej.Tak samo jest z moją przyszłością.Zapytaliście mi się chociaż czy mam jakieś plany na przyszłość?.Nie bo po co.Najważniejsze jest słowo rodziców i to,że mam brać przykład z tego skończonego idioty.Jeszcze coś Wam powiem nie mam zamiaru iść za jakąś porąbaną nauczycielkę.
Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z tego przeklętego domu.Boże ile bym dała,żeby mieć normalną rodzinę bez zasad i żeby traktowali mnie z szacunkiem,a nie jak wariatkę.Przy nich czuję się jak więzień który uciekł z zakładu karnego.Udałam się na plażę.To tak naprawdę tu mogę zapomnieć o wszystkich swoich problemach,które mnie spotykają.A jest ich wiele.Z ciągnęłam buty.Usiadłam na swojej ulubionej skale.Zaczęłam patrzeć się w tafle wody.Nie wiem dlaczego,ale kocham to miejsce.Jest takie cudowne.Nigdy,ale to przenigdy nie chce,aby ktoś mi je zabrał.Nagle wyrwał mnie głos jakiegoś chłopaka.Nie wiem nawet kiedy się do mnie dosiadł.
-Dlaczego sama tutaj siedzisz?-Zapytał się z nutką troski w głosie
-Przyszłam sobie tutaj posiedzieć
-Tak bez niczego?
-Tak,a po za tym dlaczego Cię to tak interesuje?
Spojrzałam się na Niego.Przymnie siedział blondyn,o nieziemsko zielonych oczach.Ubrany był w niebieską koszulę i czarne rurki.Na moje oko miał z dziewiętnaście lat
-Chciałem się po prostu dowiedzieć co taka śliczna dziewczyna robi sama na plaży o dziesiątej rano
-Aż tak Cię to ciekawi?-Zapytałam podnosząc jedną brew
-Tak i nie odpuszczę do póki Mi nie powiesz
-No dobrze wygrałeś
Zaczęłam Mu opowiadać o swoim życiu.O dziwo nieznajomy słuchał i nawet ani na chwilę nie okazał znudzenia.Po wygadaniu się poczułam się troszkę lepiej.Mój wzrok ponownie utkwiłam w wodzie.
-Z twoich opowiadań wynika,że Twoja rodzina naprawdę jest pokręcona-Wyczułam w jego głosie smutek-Jestem Kendall
-Miło mi Matylda.Dziękuje,że zechciałeś wysłuchać opowiadań o Moim spieprzonym życiu
-To dla Mnie czysta przyjemność
Uśmiechnęłam się do Niego.Kendall wydawał się osobą na której można było polegać.Teraz właśnie takiej osoby właśnie potrzebowałam.Przyznam się szczerze,że nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół.Nie licząc oczywiście mojej najlepszej przyjaciółki Amy.Nasze relacje się nie zmieniły,wręcz przeciwnie co dzień piszemy do siebie dziesiątki wiadomości..Ojej z tego wszystkiego za pomniałam,że Kendall obok mnie siedzi
-Mam do Ciebie pytanie
-Jakie?-Kendall podniósł brwi,co mnie rozbawiło
-Czy byś zechciał pójść do mnie?
-Z miłą chęcią
Zeskoczyłam ze skały.Założyłam swoje śnieżno białe baletki.Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu.Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.Kendall opowiedział mi coś o sobie.Wow nie wiedziałam,że jest gwiazdą.Może dlatego,że nie lubię zespołów.Ma dwóch braci Kevina i Kennetha.Posiada świnkę o imieniu Yuma i psa o imieniu Sissy.W głębi serca mu zazdrościłam.Ma wspaniałą kochającą się rodzinę,a ja?.Nawet nie chce mi się o niej rozmawiać.Przy bloku dostrzegłam mojego znienawidzonego brata wraz ze swoimi koleżkami.Wyminęliśmy ich.Weszliśmy do budynku i od razu udaliśmy się do mojego.pokoju.
-Wow jak tutaj pięknie-Na te słowa zarumieniłam się
-No wiesz w końcu to ja sama urządzałam swój pokój
-Na serio?
-Na milion procent
-No dziewczyno to ty powinnaś iść za dekoratorkę wnętrz
-Mam inne plany na przyszłość.Chcę iść do szkoły muzycznej by potem móc zostać piosenkarką
-Wiesz,że ja nawet mógłbym Ci pomóc
-Naprawdę?
-No pewnie
Rzuciłam się na Kendalla.Przytuliłam go.Cudownie mieć takiego kogoś jak On.Odsunęliśmy się od siebie,Nasze twarze były zbyt blisko siebie.Kendall chciał mnie pocałować gdy do pokoju wbiegła moja mama
-Matyldo co ty wyprawiasz?
-A co nie widać?-Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.Byłam na Nią wściekła za to,że zepsuła ten moment
-Kto to w ogóle jest?-Skinęła głową na Kendalla.
-To jest mój kolega,a co ja Ci się będę spowiadać
-Matyldo posłuchaj mnie my chcemy dla Ciebie jak najlepiej
-Dla mnie?-Zaśmiałam się z tego po czym kontynuowałam-Jak chcecie dla mnie jak najlepiej to pozwólcie mi dążyć do swoich planów
-Pewnie to On Cię na to wszystko namówił-No nie to już był szczyt wszystkiego
-Nie mieszaj do tego Kendalla.On mnie do niczego nie zmuszał.To wy jesteście walnięci i nawet nie próbujecie postawić się w mojej sytuacji.Kendall przynajmniej mnie wysłuchał,a Wy co?.Zapatrzeni jesteście w Filipa jak w obrazek.Dosyć mam tego wszystkiego,a w szczególności Was.
-Jeżeli tak Ci zależy na tym chłystku to pakuj się i wynoś się z tąd
-Wyrzucasz mnie?
-Tak i jeżeli wyjdziesz z tego domu to już nigdy nie będziesz mogła do Niego wejść-W tamtej chwili łzy napłynęły mi do oczu
-Wiesz co dobrze wyniosę się,ale Wy od dzisiaj nie jesteście moimi rodzicami
Zaczęłam szlochać.Wzięłam swoje torby i zaczęłam się pakować.W tedy w mojej obronie stanął Kendall.
-I co pani najlepszego zrobiła?.Wyrzuciła pani swoją córkę dlatego ponieważ ja jej pomogłem,a państwo nawet z nią nie porozmawiali?.To jest chore co robicie.Wyrzucając ją niczego nie załatwicie.Gdzie byliście gdy ona Was potrzebowała?.Zajmowaliście się jej braciszkiem.
-Zamilcz chłopcze bo inaczej pożałujesz
-A gdzieś mam pani gadanie.Jak można wyrządzić taką krzywdę swojemu dziecku?.Gdy Matylda się spakuję od razu zabieram ją do mnie i będzie tam mieszkała ile będzie chciała
-A proszę bardzo tylko pamiętaj nie wracaj tu nigdy więcej
Moja mama wyszła.Spojrzałam się na Niego załzawionymi oczyma.Poczułam do niego jakieś uczucie.Nie wiem co to jest,a może ja się w nim zakochałam?.Zapięłam torby.Podniosłam się do pozycji pionowej.Kendall odebrał ode mnie torby.Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.Wyszliśmy z mojego byłego już domu i skierowaliśmy się w stronę domu Kendalla
-Obiecuje Ci,że jak znajdę pracę i poszukam mieszkania od razu się wyniosę-Na twarzy Kendalla pojawił się lekki grymas
-Matyldo będziesz u mnie mieszkała i bez dyskusji.Ja Ci nie pozwolę wrócić do tej pojebanej rodziny.
-Dziękuję Ci Kendall.Jesteś najwspanialszym człowiekiem jakiego z życiu spotkałam-Spojrzałam w jego oczy były przepełnione radością i chyba trochę miłością
-Matyldo-Zatrzymaliśmy się przed wejściem do jego domu-Muszę Ci coś wyznać.Gdy Cię pierwszy raz ujrzałem to zakochałem się w Tobie
Nie kazałam mu do kończyć.Podeszłam do niego i go pocałowałam.Kendall odwzajemnił pocałunek.Wplotłam palce w Jego włosy.Były takie mięciutkie.Przywarliśmy do siebie ciałami.Po chwili gdy zabrakło Nam tchu musieliśmy się od siebie odsunąć.Kendall oparł swoje czoło o moje.
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak-Po czym ponownie się pocałowaliśmy
To był początek mojego nowego życia u boku najcudowniejszego chłopaka pod słońcem

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz