Rozdział 18
Dzisiaj jest piątek.Jak ten czas leci.Od wczoraj nie odzywam się do Kendalla.Nie po tym co mi powiedział.
Powinien uszanować to,że mam przyjaciół.No nic muszę być twarda.
Zamknęłam pamiętnik.Wiem,że Wam o nim nie powiedziałam,ale sami wiecie.No tak jak już mówiłam zamknęłam zeszyt(żeby nie powtarzać).Wstałam i poszłam do kuchni.Kendalla nie było.W sumie nie obchodzi mnie to.Nalałam soku do szklanki.Wzięłam łyk.W ten ktoś zapukał do drzwi.Poszłam zobaczyć kto to.W drzwiach stał James
-Przebieraj się w strój
-Po co?
-Przebieraj się
Pobiegłam do pokoju.Założyłam strój.Wzięłam okulary i poszłam do Jamesa
-Gotowa?
-Tak,ale o co chodzi aaa...
James pociągnął mnie za rękę.Wepchnął mnie do samochodu.Zobaczyłam,że wszyscy są
-To teraz zamieniacie się w agentów
-Jakaś misja?
-Ja na twoi miejscu Lucy bym się nie cieszył ponieważ twój chłopak ma problemy
-Kendall?.To nie możliwe
-A jednak najwidoczniej Ci wszystkiego nie powiedział
-Co z nim?
-Nie wiem
-A gdzie jedziemy?
-Jedziemy do Minesoty
-Do jego rodzinnego miasta?
-No tak
-Ja pierniczę
Po pół godzinie byliśmy na miejscu.James zaparkował przed jakimś domem
-A więc każdy zamienia swoje imię na swój pseudonim
-Wiemy
-Przypominam tylko
Wysiedliśmy z wozu.Podeszliśmy do drzwi.James je lekko uchylił.Dom wydawał się pusty,ale dało się słyszeć jakieś głosy.Weszliśmy do budynku
-Teraz bądźcie cicho
-Tak jest szefie
Podeszliśmy bliżej pokoju.Drzwi były uchylone.Usłyszałam dziwną rozmowę.Lepiej Wam powiem co tam było
-Kendall masz oddać mi tą kasę
-Nie mam jej kumasz?
-Gówno mnie to obchodzi.Masz ją mieć i koniec
-A niby z kąt?
-Nie wiem jak to zrobisz,ale w ciągu dwóch dni kasa ma trafić do mnie,a jak nie to twoja dziewczyna Ciebie już nie ujrzy
Oczy wyszły mi na wierzch.O co chodziło temu chłopakowi.Co on chciał od Kenda
-Wchodzimy
James wszedł pierwszy,a za nim reszta.Ja chwile postałam po czym zrobiłam to co reszta
-No dobra koniec tego.Co chcesz od niego?
-Nie twoja zasrana sprawa
-Może tak grzeczniej zaczniesz się odzywać
-A bo co?
-Bo moja splówa pójdzie w ruch
-Myślisz,że się boję?
-A chcesz się przekonać
James(teraz Ivo)wyjął pistolet i wycelował w tego chłopaka
-Ivo nie rób tego
-Dlaczego?
-Co Ci to da,że go zabijesz?
-Widzę,że obrończyni się znalazła
-Zamknij się
-Lubie takie jak ty
Kopnęłam go w brzuch.Nie znajomy skulił się z bólu
-A teraz powiesz mi co chciałeś od Kendalla
-Z kąt znasz jego imię?
-Nie ważne
-Chciałem tylko żeby oddał mi kasę
-A za co?
-Za takie sprawy
-Mów jaśniej
-Bo kiedyś Kendall był inny niż teraz
-Jaki był
-A co to twój chłopak?
-Nie(powiedziałam tak bo jestem agentką,ale w rzeczywistości kocham go bez granicznie)
-Między innymi imprezował
-A co ma do tego kasa?
-Jak Ci na tym zależy to powiem.Cztery lata temu Kendall pożyczył o de mnie pieniądze na taki jeden towar.No i do tego czasu nie oddał
-Nie było można tak od razu
-Tiffani
-Co?
-Wszystko w porządku?
-Nie
-Możemy pogadać?
Spojrzałam na Kendalla.Patrzał się na mnie.Poczułam się jakoś dziwnie
-Tak
Opuściliśmy budynek.Usiadłam na miejscu pasażera.James zamknął drzwi
-Co się stało?
-Nic tylko nie wiem dlaczego Kendall mi nie powiedział o tym,że miał problemy
-Nie chciał Cię martwić
-Powinien mi o tym powiedzieć jestem jego dziewczyną
-Nie każdy chce mówić o swoich problemach
-No wiem
-Uśmiechnij się
-Nie mogę
-No dalej
-James nie chce
-Nie to nie.W domu udawaj,że o niczym nie wiesz
-Wiem
-Jak chcesz to ty tu siedź,ja idę po resztę no i po twojego ukochanego
James odszedł.Po chwili zobaczyłam,że wraca ze wszystkimi
-Już dobrze Tiffani?
-Tak
-No to jedziemy
Ruszyliśmy.Nareszcie.Dziwnie się czuję przy Kendallu
-Kim wy jesteście?
-Nie możemy Ci powiedzieć
-No to może ty(teraz zwrócił się do mnie).Przypominasz mi moją dziewczynę
-Nie możliwe
-Naprawdę
-Przykro nie mogę Ci powiedzieć kim jestem
-Za dwadzieścia minut jesteśmy
-Masz na imię Tiffani prawda?
-tak a z kąt wiesz/
-Od Lucy
-A kto to?(Udaje przed nim,że o samej sobie nie wiem)
-To jest właśnie moja dziewczyna
-A jaka ona jest?
-Jest cudowna,wrażliwa,opiekuje się każdym.Jednym słowem kocham ją nad życie
Łzy zebrały mi się w oczach.Dojechaliśmy na miejsce
-Jesteśmy
-Dzięki
Kendall wysiadł z auta.Otarłam łzy dłonią
-A teraz każdy przebierze się w swoje normalne ciuchy.
Każdy zrobił to co powiedział James.Z chowałam strój do torby
-Lucy jak wejdziesz do domu to udawaj,że o niczym nie wiesz.A i jeszcze jedno dowiedz się czegoś więcej o Kendallu
-Okej,Logan jak Monika?
-Umówiłem się z nią na jutro
-Cieszę się.Dobra ja uciekam
Weszłam do domu.Poszłam do salonu.Kendall siedział na kanapie
-Gdzie byłeś
-Powinienem zapytać Cię o to samo
-Pierwsza zapytałam
-Byłem u kolegi
-Aha(i tak wiem,że kłamie,przecież na własne oczy widziałam gdzie był)
-A ty gdzie byłaś?
-U Wery
-Co robiliście?
-Obgadywaliśmy Ciebie
-Naprawdę?
-Tak
-Przytulisz mnie?
-No nie wiem.Kto oskarżał mnie o zdradę?
-Oj no przepraszam.Wiesz przecież,że jestem zazdrosny
Usiadłam mu na kolanach.Wtuliłam się w niego.On jest taki cudowny.Przymknęłam oczy.Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.Obudziły mnie jakieś zapachy.Wstałam i poszłam do kuchni.Zobaczyłam Kenda.Podeszłam do niego
-A kuku
-Moja kruszynka się obudziła
-Nie wiem czy taka kruszynka
-Dlaczego?
-Spójrz jak ja wyglądam
-Ślicznie
-Ech...Z Wami facetami
-Coś nie tak?
-Co przyrządzasz?
-Sałatkę
-A jaką/
-Amerykańską
-Chętnie spróbuję
Usiadłam przy stoliku.Zastanawiam się czy Kendall mi powie o swojej przeszłości.Postawiłam się tego dowiedzieć
-Kendall odpowiesz mi na pytanie/
-Zależy na jakie
-Opowiedz mi o swojej przeszłości
Kendall spojrzał na mnie ze zdziwieniem.Czekałam na jego odpowiedź
-A po co Ci to?
-Chciałam się dowiedzieć
-No,ale po co?
-Każdy powinien mówić o swoich sekretach
-Zaufanej osobie
-Dokładnie
-No to co powiesz mi?(to znowu ja powiedziałam)
-Powiem tylko najpierw zjemy obiad
-Dobrze
Kendall podał mi sałatkę.Zaczęliśmy jeść.Po skończeniu poszliśmy do salonu
-No to czekam
-Cztery lata temu,Gdy mieszkałem w Minesocie miałem przyjaciela.Miał na imię A lex.Byliśmy dla siebie jak bracia,ale z czasem się zmieniliśmy.Alex zaczął brać narkotyki,a ja byłem jak by to powiedzieć synusiem mamusi.Po kilku miesiącach spotkałem Alexa.Wyglądał strasznie.Chciał mnie w ciągnąć w to bagno,ale ja nie chciałem.No,ale po kilku dniach spróbowałem.Miałem po tym taki odlot,że ho ho.No i tak mnie wciągnęło,że postanowiłem kupić dla siebie towar,ale nie miałem kasy.No i pożyczyłem od Alexa.Następnie trafiłem do szpitala,a następnie na odwyk.Tkwiłem w tym świństwie rok,ale udało mi się z tego wyjść,ale to nie koniec.Alex chce abym mu tą kasę oddał
-A ile to było/
-Dwa tysiące złotych
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś wcześniej?
-Nie chciałem Cię martwić
-Przecież bym Ci pomogła
-Z tym problemem muszę zmierzyć się sam
-Ale Kendall
-Nie Lucy naważyłem bigosu to teraz muszę go zjeść
-Ale jak to zrobisz?
-Nie wiem muszę coś wykombinować
-Pomóc Ci?
-Nie muszę to zrobić sam
Kendall wstał i wyszedł.Ja poszłam do pokoju
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz