wtorek, 7 lipca 2015

                                                               Rozdział 16
Wieczorem poszłam do pokoju zobaczyć co robi mój chłopak.Leżał i patrzał się w sufit.
-Kendall co Ci jest?
-Oglądam swój piękny biały sufit
-Przestań
-A ty jak byś się czuła leżąc tu?.Byś nic nie mogła zrobić.Nic kompletnie
-Nie moja wina,że wyszedłeś na deszcz
-Nie o to mi teraz chodzi
-A niby o co?
-Już o nic
Kendall odwrócił się na bok.Zrobiło mi się go żal.Zaczęłam głaskać go po policzku
-Jutro jak nie będziesz miał gorączki to wstaniesz okej?
-Naprawdę?
-No pewnie
-To ja na to idę
-To się cieszę
Przytuliliśmy się.Kendall ziewnął.Wiedziałam co to oznacza
-Śpiący jestem
-Połóż się i śpij
-Dobranoc
-Dobranoc śpij dobrze
Cmoknęłam go w czubek głowy.Zgasiłam światło.Wyszłam.Udałam się do salonu.Oglądałam jeszcze telewizję,po czym zgasiłam i zapadłam w błogi sen.Obudziłam się cała zlana potem.Śnił mi się koszmar.Usiadłam na tapczanie.Odetchnęłam z ulgą.Poszłam sprawdzić co z Kendallem.Nie spał.Wzięłam termometr w rękę i podałam mu go.Po dwóch minutach Kendall dał mi go z powrotem
-No mój drogi nie masz nawet normalnej temperatury
-A ile?
-Trzydzieści pięć pięć
-Łee...No to mogę wstać
-Dalej idź się wykąp,a potem przyjdź na śniadanie
Udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania.W ten ktoś zapukał do drzwi.Była to Wera
-Cześć
-Hej
-Mogę wejść?
-No pewnie
Zamknęłam za nią drzwi.Udaliśmy się do kuchni
-Gdzie twój chłopak?
-Bierze prysznic
-Aaha
-Co?
-Nic nic
Zaśmialiśmy się.Po chwili wszedł Kendall
-O kto nas odwiedził
-Daruj sobie
-No co taka piękna...
-Kendall
-Oj już dobrze ty moja zazdrośnico
-Nie jestem zazdrosna
-Właśnie widzę
Skarciłam go wzrokiem.Wera to zauważyła.Uśmiechnęła się do mnie
-No co?
-Nic nic
-O co wam wszystkim chodzi?
-O nic
-Uważaj bo zaczynam wierzyć
-Lucy
-Co ooo
Zobaczyłam Kendalla w samych bokserkach.Ciepło się się zrobiło
-Wow
-Zrobiłem na was wrażenie?
-Oj zrobiłeś
-Zgadzam się
-Kto chce się przytulić?
-Ja dziękuję ponieważ nie chce się kłócić z Lucy
-No to ja się przytulę
Podeszłam do Kendalla i się w niego wtuliłam.Był cały ciepły
-Kendall Ci nie jest zimno?
-No trochę
-To co tu robisz?.Już mi się ubieraj
-No dobrze mamusiu
-Debil
Pocałowałam Kendalla w usta.Podeszłam do Wery
-Słodko razem wyglądacie
-Ooo.Dziękuję
-Żałuję tego co się stało cztery lata temu
-No wiesz nie znałaś mnie jeszcze w tedy,gdy byś mi o tym powiedziała to by mi to zwisało,ale teraz jak z nim jestem trochę to zabolało
-No wiem sorki
-Ubrałem się
O mało nie wybuchłam śmiechem.Kendall ubrany był w sukienkę
-Coś ty na siebie włożył?
-Spodnie
-Kretynie to jest sukienka
-Jak ja wyglądam
-Powiem Ci,że nawet nawet
-Nie rób sobie ze mnie jaj
-Zdejmuj to
-Co mam przed Wami zrobić striptiz?
-Lepiej nie
-Wiem,że tego chcesz
-Wypierniczaj się przebierać,ale już
Kendall wyszedł.Usiadłam na stołku
-No mów coś
-Co mam mówić?
-Byle co
-Pójdę już
-Czemu?
-Zgadamy się
-Ale...
Nie zdążyłam nic powiedzieć ponieważ Wera wyszła z domu.Stanęłam jak wryta.Kurcze no co to za świat
-Ja pier...
-Lucy
-Daj mi spokój
-Lucy no
-Czego
-Chciałem abyś do mnie przyszła.A gdzie Wera?
-Poszła sobie
-Aapsik
-Na zdrowie
-Dzięki
-Ja się pójdę przejść
-Dobrze apsik
Założyłam buty i wyszłam.Udałam się do parku.Usiadłam na byle jakiej ławce.Po chwili zjawiła się jakaś dziewczyna.Usiadła obok mnie
-Hej(mówi ta nieznajoma dziewczyna)
-Cześć,a tak po za tym to my się znamy?
-Nie jestem Monika
-Lucy miło mi
-Co tu robisz?
Powiedzieć jej,że jestem agentką czy nie?.Przecież ja jej nawet nie znam.Nie nie powiem.Później się dowie.Tak będzie najlepiej
-Jestem z moimi przyjaciółmi u mojego chłopaka
-A ile ze sobą jesteście?
-Cztery dni
-No to ładnie gratuluję
-Dziękuję
-Ile masz lat?
-Piętnaście,a ty?
-Szesnaście
-A z kąt pochodzisz?
-Z Kansas
-Ja niestety z tąd
-Mówisz po angielsku?(to Monika mówi)
-Tak
-Wow,ale super
-Tylko,że czasami.Zazwyczaj używam polskiego
-No tak
-Co jeszcze chcesz wiedzieć?
-Jak mają na imię twoi przyjaciele
-Weronika,Logan,Carlos,James
-A chłopak?
-Kendall
-Zapoznasz mnie z nimi?
-No wiesz będzie trochę trudno
-Dlaczego?
-Bo mieszkamy osobno do czasu(,,do czasu" powiedziałam po cichu)
-A co się stało?
-Nic się nie stało po prostu tak chcieliśmy
W ten dostrzegłam Logana.Pokazałam gestem ręki,aby przyszedł
-Hejka dziewczyny
-Moniko to jest Logan
-Logan jestem
-Monika
-Śliczne imię
-Dzięki
-Z kąt pochodzisz?
-Z tąd a ty?
-Z Kansas
-To tak jak Lucy
-My wszyscy z tam tąd jesteśmy
-No to macie fajnie
-Tylko wiesz tam wybuchła wojna
-Naprawdę?
-Tak
-Co się tam działo?
-Niemcy zabili naszych.Musieliśmy stać w rządkach,ale uciekliśmy im.Strzelali do nas
-Wow nie wiedziałam
-Może pójdziecie na spacer?
-Świetny pomysł
Monika z Loganem odeszli,a ja wróciłam do domu









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz