Rozdział 12
Weszłam do domu.Z ciągnęłam buty i poszłam do pokoju odłożyć strój.
Następnie udałam się do salonu.Kendall siedział do mnie tyłem.Podeszła
do niego.Położyłam mu dłonie na ramionach.Poczuł am,że wzdrygnął
-Wróciłam
-Czuję
-Jest obiad?
-Nie ma
-No to pójdę zrobić
-Stój!.Zamówimy pizzę
Kendall zadzwonił do pizzerni.Po chwili był z powrotem.Kendall przyciągnął
mnie do siebie.W jego objęciach czułam się taka bezpieczna.Pocałował mnie w
czubek głowy.Uśmiechnęłam się
-Jaką zamówiłeś?
-Dużą margaritte
-Zjemy całą?
-Jak nie to zostawimy na kolację
-Okej
Po chwili ktoś zapukał do drzwi.Kendall poszedł zobaczyć kto to.Ja w
tym czasie poszła po talerze.W ten usłyszałam głos Kendalla
-Lucy możesz przyjść?
-Jasne
Odłożyłam talerze na stół i poszłam zobaczyć do Kendalla.W drzwiach
stała Wera
-Cześć mogę wejść?
-Wejdź
Kendall przepuścił ją w drzwiach.Nie wiedziałam jak mam się zachować
-Lucy możemy porozmawiać?
-Chodź do mojego pokoju
Otworzyłam drzwi.Weszliśmy do pomieszczenia
-Dlaczego się do mnie nie odzywasz?
-Po co?
-Jak to po co?.Martwię się o Ciebie
-No to się nie martw,bo ja żyję i mam się dobrze
-O co Ci chodzi?
-O nic
-Coś Ci Kendall powiedział?
-Interesuję Cię to?
-Tak
-To Ci powiem Kendall mi powiedział...
-Co Ci powiedział?
-Kochałaś się z nim(w tej chwili łzy stanęły mi w oczach)
-Lucy...
-Nie wykręcaj się
-Nie wiedzieliśmy co robimy
-Boże dlaczego akurat mnie to spotkało.Mówiła mi,że chciał od Ciebie kasę
.Bo chciał,tylko najsampierw zakochałam się w nim
-To jakieś szaleństwo
W tej samej chwili do pomieszczenia wszedł Kendall
-Pizze przywieźli
-To może ja już pójdę
-Nie zostaniesz?(Werze pyta się Kendall,ponieważ ja nie mogę wydobyć z
siebie ani słowa)
-Nie to cześć
Wera wyszła,a ja usiadłam na tapczanie.Schowałam twarz w dłonie.
Kendall do mnie podszedł.Chciał mnie przytulić.Odepchnęłam go od siebie
-Co Ci Wera nagadała o mnie?
-Nic
-Coś musiała
-No nic nie mówiła
-Kochanie mi możesz powie...
-Nie mów do mnie KOCHANIE
-Dlaczego?
-Bo nie jesteśmy razem.Już zapomniałeś jak ze mną zerwałeś?
-Nie zapomniał em
-Tak właśnie myślał am
-Jezu to co było między mną,a Wera już nie istnieje
-To dlaczego mi o tym nie powiedziałeś wcześniej?
-Bo bałem się,że...
-Że
-Że nie będziesz chciała ze mną być
-Przecież wiesz,że i tak bym z tobą była
-No właśnie nie wiem
Wstałam i podeszła do niego.Pogłaskałam go po policzku.Następnie udałam się do
salonu
-To co Kendall jemy pizzę?
-Tak
Nałożyłam sobie na talerz,po czym zaczęłam konsumować.Była pyszna.Zjadłam
jeszcze dwa kawałki.Chociaż tego ostatniego ledwo co zmieściłam.Poszłam umyć
talerz
-Umyjesz też mój?
-A ty nie możesz?
-Ee...nie umiem
-Słucham?
-No nie umiem
-Przecież to jest bardzo proste.Dobra czekaj nauczę Cię.Podejdź tu.Weź gąbkę i
ludwika.Nalej trochę na gąbkę.Stój! człowieku rozumiesz co to jest trochę?.No dobra
teraz namocz talerz i zacznij czyścić.Drugą stronę.A teraz to wszystko dokładnie
wypłukaj.No i już.Trudne?
-Nie
-No widzisz.Jak będziesz mył to nabierzesz wprawy
-Yhym
-To co teraz?
-Ja idę się zdrzemnąć
-To ja pójdę na zakupy.
-Okej
Założyłam buty i wyszłam.Zobaczyłam Carlosa.
-Carlos!
-O hej Lucy
-Gdzie idziesz?
-Nie wiem,a ty?
-Miałam iść na zakupy.
-To pójdziemy razem
Poszliśmy do galerii
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz